O filmach zza oceanu
piątek, 25 lipca 2008
Wanted

Reżyseria Timur Bekmambetov. W rolach głównych: Angelina Jolie, James McAvoy i Morgan Freeman. W kinach w Polsce i USA.

Odliczając godziny do jutrzejszego wyjścia na Batmana, w międzyczasie recenzja innego chicagowskiego filmu. Film ten znajduje się na Bez popcornu z obowiązku, który nałożyłam sama na siebie zakładając kategorię z filmami z Chicago. Poza tym, że „Wanted” rozgrywa się w Chicago, nic nie przemawiałoby za tym, żeby w ogóle zadać sobie trud pisania o nim. Poszłam, bo chciałam zobaczyć, jak wygląda moje miasto nocą oraz z powodu Angeliny Jolie, która choć wielką aktorką nie jest, wygląda przyjemnie na ekranie.

No i wygląda, Chicago również. Początkowe sceny rozgrywają się dachu pięknego, starego Carbide & Carbon Building, który stoi na Michigan Avenue i wyróżnia się charakterystycznymi złoceniami. Scena pierwszego pościgu rozgrywa się bodajże w okolicach Lake i Wabash i trzeba przyznać, że jest pierwszorzędna, choć jak wiele podobnych momentów w tym filmie nieprawdopodobna. Potem lecą niezłe widoczki miasta w nocy, a z rana głównego bohatera budzi łoskot przejeżdżającej kolejki (wierzcie, jest to straszny huk). A tak na marginesie, ktoś mógłby się kiedyś wreszcie pokusić o jakiś klip ze wszystkim ujęciami chicagowskiej kolejki wykorzystanymi w filmach. Kolejkę widać też później, w trakcie treningu adepta zakrzywiania kul, który porzuciwszy nudną pracę księgowego i wybiwszy parę zębów po drodze (scena z klawiaturą!) staje się asem zabijania.

„Wanted” krótko mogę określić jako efekciarski film z kretyńskim, do tego wtórnym scenariuszem. Pomijam już oczywistą głupotę z tymi kulami. Film, zdaje się, oparto na komiksie, więc tego typu zagrania się na porządku dziennym. Ale te kulki, pościgi, zupełnie odjechana scena z pociągiem nad przepaścią są tak nieprawdopodobne, że zrobiło się tego za dużo. No i zajeżdża ostro podrobionym „Matrixem” – trójka bohaterów, z których jeden nie wie, że jest wybrańcem (McAvoy-Neo), drugim jest kobieta w roli przewodnika żółtodzioba (Jolie-Trinity), a trzecim doświadczony, opanowany szef (Freeman-Morfeusz).

Nie mogę powiedzieć, że te dwie godziny w kinie to była męka i katusze, bo powiedzmy uczciwie, że jakby tak zsumować Angelinę, Chicago i pościgi, parę niezłych żartów i onelinerów (He’s the man, You apologize too much), to dało się to obejrzeć bez większego bólu w tyłku. Ogólnie jednak ten film jest aż za bardzo odmóżdżający, do tego dosyć brutalny, jak na moje standardy. Jak mam oglądać kino akcji, to faworytem tego sezonu pozostaje dla mnie „Iron Man”. A na Angelinę w poważnej roli czekam do listopada, kiedy na ekrany wchodzi „Changeling” Eastwooda.

środa, 09 stycznia 2008
Wolny dzień Ferrisa Buellera

Reżyseria John Hughes. W rolach głównych: Matthew Broderick, Alan Ruck i Mia Sara.


Ten film niezmiennie rywalizuje z „The Blues Brothers” o miano najbardziej chicagowskiego filmu. Jeszcze niedawno nie rozumiałam, jak film o jednym dniu wagarów może w ogóle mierzyć się z kultowymi przygodami braci Blues, ale po ponownym seansie zaczynam chyba rozumieć. Widziany kilkanaście lat temu nie mógł mi się podobać, gdy po prostu był nie z tej ziemi. W czasach, gdy chodziłam do ogólniaka posiadanie przez ucznia własnego samochodu było rzeczą niebywałą, a wagary polegały na siedzeniu w parku na ławce, a nie rozbijaniu się luksusowym samochodem, czy lunchu w ekskluzywnej restauracji. Widziany parę lat temu śmieszył, ale wtedy za mało znałam miasto, aby należycie docenić, jak wiele Chicago pokazano w filmie. „Wolny dzień Ferrisa Buellera” nigdy nie uosabiał polskiej rzeczywistości i myślę, że właśnie dlatego nie zdobył takie popularności w Polsce, jak za oceanem. Tutaj ta komedia stanowiła kwintesencję amerykańskiej suburbii, z której chce się wyrwać główny bohater wraz ze swoim kumplem oraz dziewczyną. Wybór na wagary marzeń pada na znajdujące się niedaleko miejsca zamieszkania Ferrisa Chicago.

Można śmiało rzec, że komedia Johna Hughesa to prawdziwy pean na cześć Windy City. Jest wspaniała panorama Chicago, pokazująca Sears Tower, budynek Johna Hancocka, nadjeziorną Lake Shore Drive, Wrigley Field, na którym Ferris łapie piłkę baseballową, Chicago Board of Trade, Art Institute of Chicago oraz rozległa scena parady w centrum, gdzie w poszczególnych ujęciach można dopatrzeć się budynku poczty głównej na Federal Plaza i charakterystycznej czerwonej rzeźby Caldera oraz ulic Dearborn i Adams. Normalnie jakby kręcili przewodnik po najbardziej znanych miejscach w mieście.

„Wolny dzień Ferrisa Buellera” odniósł sukces kasowy, co mnie nie dziwi, bo jak komedia o cwanym nastolatku, który wywodzi w pole dorosłych, bawi się elektronicznymi gadżetami, ma piękną dziewczynę i na dodatek wszystko uchodzi mu na sucho nie mogła się spodobać? Poza tym, jest po prostu komedią i nie wciska na siłę morałów ani nie próbuje nawrócić Ferrisa na właściwą drogą.

A Wy gdzie chodziliście na wagary?

poniedziałek, 25 czerwca 2007
Nietykalni

Nietykalni. Reżyseria Brian De Palma. W rolach głównych: Kevin Costner, Sean Connery i Robert De Niro.

You wanna know how to get Capone? They pull a knife, you pull a gun. He sends one of yours to the hospital, you send one of his to the morgue. That's the Chicago way!

Takimi metodami w filmie działała słynna grupa Nietykalnych Eliota Nessa. Nietykalni powstali w celu rozbicia gangu legendarnego Ala Capone w Chicago w latach prohibicji. Działali z ramienia Biura Prohibicji, a nie jak w filmie Izby Skarbowej i zasłynęli jako nieprzekupni, twardzi agenci, którzy w rezultacie doprowadzili do skazania Capone’a za niezapłacone podatki. Było ich też nie czterech, jak w filmie, a jedenastu i żaden z nich nie został zabity. Ness i Capone nigdy również nie spotkali się w sądzie. Scena, w której Capone tłucze kijem bejsbolowym jednego ze swoich podwładnych zdarzyła się naprawdę, z tym że gangster zatłukł nie jedną osobę, a trzy.

Zaryzykuję stwierdzenie, że De Niro w roli Ala Capone’a był lepszy niż jako Vito Corleone w drugiej części „Ojca chrzestnego”. Może przyczyniła się do tego jedwabna bielizna zrobiona na podobieństwo tej, którą nosił Capone i której zażyczył sobie De Niro. Przedmioty do golenia użyte w otwierającej scenie, należały do samego Capone, więc może nic dziwnego, że De Niro stworzył prawdziwą aktorską perełkę w roli gangstera, który trząsł całym Chicago.

„Nietykalni” są jednym z najlepszych filmów Briana De Palmy, który po tym filmie nie miał zbyt wielu znaczących sukcesów artystycznych. Kinomani zapewne pamiętają słynną scenę w chicagowskiej Union Station, zainspirowaną „Pancernikiem Potiomkinem”, gdy w trakcie krzyżowego ognia wystrzałów między Nietykalnymi a ludźmi Capone’a, ze schodów spada wózek z dzieckiem w środku.

Ale nie tylko za kunsztownie sfilmowaną scenę na stacji lubię ten film. Oto w początkach filmu Malone (Connery) przyłącza się do Nessa (Costner) i idą robić nalot na nielegalną rozlewnię alkoholu. Scena zaczyna się od ujęcia Chicago Board of Trade oraz ulicy La Salle, którą panowie przekraczają i wchodzą do budynku na rogu La Salle i Monroe. Na ten widok, moje serce roztopiło się jak masło, nogi zmiękły jak wata, a w głowie zaszumiało niczym po tanim winie, gdyż Malone i Ness weszli do budynku, gdzie pracuję. To tak naprawdę jedyna chicagowska scena tego filmu. Chicago Board of Trade miga jeszcze parę razy, ale poza tym w filmie nie ma zbyt wielu ujęć miasta. Pozostają opary whiskey i wciąż żywa w mieście legenda Ala Capone, o której przypomina m.in. działający do dziś „Green Mill”, jeden z tzw. „speakeasy”, czyli nielegalnych barów gangstera, gdzie dziś alkohol można już kupić całkiem legalnie.

poniedziałek, 14 maja 2007
Ścigany

Ścigany (The Fugitive). Reżyseria Andrew Davis. W rolach głównych: Harrison Ford i Tommy Lee Jones.

To się nazywa kino sensacyjne na najwyższym poziomie. Wszystko w tym filmie pasuje, zgrywa się, łączy w logiczną całość, a jednocześnie trzyma widza w napięciu do końca. Film oparty jest na starym, czarno-białym serialu o takim samym tytule, gdzie doktor Richard Kimble zostaje niesłusznie oskarżony o zamordowanie swojej żony, skazany na karę śmierci, ucieka z transportu więziennego i na własną rękę szuka jednorękiego mężczyzny, który zabił jego żonę. Był kiedyś ten serial w polskiej telewizorni.

W filmie w reżyserii Andrew Davisa Kimble jest szanowanym chirurgiem z Chicago Memorial Hospital, do tego z piękną, pochodzącą z bogatego domu żoną. Właśnie jej pieniądze i zostawiona polisa na życie, której beneficjentem jest doktor, sprawiają, że policja nie podejmuje działań, aby znaleźć jednorękiego, lecz szybko oskarża mężą o zbrodnię. Kimble zostaje skazany na karę śmierci i w czasie transportu, gdy jeden z więźniów atakuje strażnika, ucieka wymiarowi sprawiedliwości i rozpoczyna ucieczkę połączoną z poszukiwaniami mężczyzny bez ramienia, z którym stoczył walkę w wieczór morderstwa żony.

Tutaj do akcji włącza się szeryf Sam Gerard, czyli Tommy Lee Jones, w brawurowej roli nagrodzonej, i całkiem słusznie, Oskarem. Nie bez kozery komendant policji kazał komisarzowi Rybie z „Kilera” być jak Tommy Lee Jones. Bo szeryf Gerard jest niczym pies na tropie zwierzyny i nie poddaje się dopóki nie odkryje prawdy. Widz sympatyzuje z doktorem, wiedząc, że jest on niewinny, ale upór oraz zaciętość z jakim zbiega szuka Gerald, sprawia, że podświadomie czuje się czuje sympatię także do szeryfa. Ciekawa konstrukcja, gdy ten „zły” nie jest aż tak niedobry, jakby się mogło wydawać, zwłaszcza że szeryf nie dba o to, czy Kimble jest winny, czy nie. On ma go tylko złapać.

Windy City w filmie ma dwie twarze. W długich, powolnych ujęciach zdjęciach centrum, miasto wygląda niczym betonowa dżungla, nieprzystępna i nieprzyjazna. Nocne widoki miasta filmowanego z góry nie są cukierkowymi zdjęciami z pocztówek, ale obrazem miasta, które w swojej wielkości jest niemal bezlitosne, ale jednocześnie poprzez swój bezosobowy charakter pozwala bohaterowi zniknąć w jego czeluściach. Z kolei w paru przebitkach z Chicago za dnia miga budynek Wrigley (tych Wrigleyów od gum do żucia) , kolejka „L”, majestatyczny budynek Merchandise Mart, a także Daley Plaza, ze słynną rzeźbą projektu Picassa, uwiecznioną w opisanych wcześniej przeze mnie „Blues Brothers” oraz „Lake House”. Część akcji rozgrywa się także w Cook County Hospital, gdzie kręcono „Ostry dyżur”. Nie ma wątpliwości, że jesteśmy w Chicago.

Reżyser nie ustrzegł się paru efekciarskich momentów, jak np. scena nad zaporą, gdy Kimble rzuca się z kilkudziesięciu metrów w rwącą wodę, przeżywając upadek, który normalnie zakończył się śmiercią lub ciężkim kalectwem. No ale to w końcu kino sensacyjne, więc bohater musi się cudem uratować z sytuacji bez wyjścia. Bohater zresztą grany jest przez Harrisona Forda, a kto jak kto, ale Indiana Jones, ratował się z wielu opresji, na pozór beznadziejnych. Bardzo dobra rola Forda, zaszczutego przez Gerarda, nękanego wspomnieniami z feralnej nocy morderstwa żony i próbującego dowieść, że został niesłusznie oskarżony i skazany. Do tego Tommy Lee Jones jako pies gończy i mamy kino sensacyjne, które z czystym sercem polecam tym, którzy filmu jeszcze nie widzieli. Do tego Chicago w tle. Voila.

piątek, 20 kwietnia 2007
Pół żartem, pół serio

„Pół żartem, pół serio” („Some like it hot”). Reżyseria Billy Wilder. W rolach głównych: Jack Lemmon, Tony Curtis i Marilyn Monroe.

Kończy się jednym z najlepszych cytatów w historii kina („I’m a man! Well, nobody’s perfect.”), a zaczyna od walentynkowej strzelaniny w Chicago, która dla całego filmu ma kluczowe znaczenie. Klasyk Billego Wildera, do którego wzdychała Mariola Wafelek w „Pociągu do Hollywood” umocnił pozycję nieśmiertelnej Marilyn Monroe jako seksbomby i mega gwiazdy kina lat 50. i stał się jedną z najpopularniejszych komedii w historii kina.

Joe i Jerry, dwaj muzycy są świadkami strzelaniny 14 lutego 1929 w garażu przy 2122 North Clark St, kiedy to gang Ala Capone, (nie)sławnego chicagowskiego gangstera z czasów prohibicji wystrzelał konkurencyjny gang Georga Morana. Panowie, chcąc niechcąc zostają zamieszani w zdarzenie i muszą wiać z Wietrznego Miasta, aby ocalić skórę. Będąc raczej bez grosza przy duszy próbują zaczepić się do pracy w swoim zawodzie, ale okazuje się, że do grania na saksofonie i kontrabasie potrzebne są tylko panie. Na takie dictum, Joe i Jerry przechodzą, jakbyśmy to dziś powiedzieli, makeover i jako Daphne oraz Josephine dostają pracę w damskiej orkiestrze jadącej na Florydę. Gdy poznają gwiazdę zespołu Sugar Kane Kowlaczyk (Monroe), zakochują się w niej na zabój. Reszta akcji toczy się na Florydzie, gdzie w końcu dociera ścigający panów Spats Columbo i gdzie następuje finał. Chicago ma więc niewielki, ale istotny udział w filmie. Niestety, miasta w filmie chyba nie ma (widziałam dawno, więc już nie pamiętam dokładnie). Wątpliwe jest, że ekipa w ogóle cokolwiek nakręciła w Chicago. Ale jak widać Al Capone zainspirował twórców, a że jest to postać z krwi i kości chicagowska, to i film dodaję do kategorii „Filmy z Chicago”.  

Wedle Wikipedii, „Pół żartem, pół serio” zostało uznane przez Amerykański Instytut Filmowy za komedię wszechczasów. Co ciekawsze, drugie miejsce zajęła „Tootsie” z Dustinem Hoffmanem w roli aktora udającego aktorkę opery mydlanej. Nie wiem, kto tam zasiada w tym Instytucie, ale sprawa jest podejrzana ;-) Film został opatrzony rankingiem „C” (od „condemned” – potępiony), ale był gwoździem do trumny słynnego kodeksu Haysa, regulującego w najdrobniejszych szczegółach  co można, a czego nie można pokazać na ekranie. Do opowiedzenia paru plotek na temat udziału platynowej blondynki w filmie zapraszam jgn, specjalistkę w temacie.

 
1 , 2
Zakładki:
Bardzo porządna dziewczyna.
Kontakt
Piszą o filmach i nie tylko
W potrzebie
Zaglądają tutaj
Zrecenzowane filmy