O filmach zza oceanu
środa, 04 października 2006
Wszystko gra

“Match Point”. Reżyseria Woody Allen. W rolach głównych: Jonathan Rhys Meyers, Scarlett Johansson, Matthew Goode.

Nie wszystkie filmy Woodego są zjadliwe. Ten z pewnością jest. Może dlatego, że jest taki nieallenowski. Tak, tak, wszyscy, którzy widzieli tak gadają, ale to prawda, bo jednak trup nie ściele się gęsto w poprzednich produkcjach. A tu i owszem. Do tego rzecz dzieje się w Londynie, a nie na ukochanym Manhattanie. No i nie ma Woodego na liście aktorów, co osobiście uważam za plus, bo lepszy z niego reżyser niż aktor. Jako aktor jest dla mnie wiarygodny jako paranoidalno-schizofreniczno-neurotyczny nowojorczyk, ale już pogromcy serc niewieścich w nim nie widzę i nie kupuję tego całego kitu o seksownym umyśle.

„Match Point” jest niczym dobrze napisany kryminał, którego bohaterów poznaje się niespiesznie, ale i nie w proustowskim ślamazarnym stylu. Chris pracuje jako instruktor tenisowy w elitarnym klubie i nawiązuje znajomość z jednym ze swoich podopiecznych Tomem, który okazuje się być synem rekina finansjery. Chłopak szybko wsiąka w środowisko, niewątpliwie dzięki przychylności siostry Toma Chloe. Ślub z Chloe, praca u teścia i romans z dziewczyna Toma, amerykańską aktoreczką Nolą – wszystko to prowadzi do tragedii w finale.

Gdyby ktoś u polskiego dystrybutora tego filmu wysilił zwoje mózgowe i lepiej przetłumaczył  oryginalny tytuł, oddałby polskim kinomanom dużą przysługę. Albo oglądał więcej tenisa i wiedział, co to net. Kiedy piłka tenisowa uderza o siatkę, nigdy tak naprawdę nie wiadomo, na którą spadnie stronę. Rządzi tym przypadek i tylko od tego zależy, czy match point będzie twój. Nieźle to sobie Woody wykombinował, bo choć mecz wygrany, to czy aby na pewno mamy na korcie zwycięzcę?

18:09, aniabuzuk , Dobre
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 października 2006
Little Miss Sunshine

W Polsce od 24 listopada pod tytułem "Mała miss".

Ten film ilustruje amerykańskie szaleństwo na punkcie piękności, wygrywania oraz pasję narodu do wymyślania niestworzonych konkursow, zawodów i konkurencji (obok zawodów w jedzeniu hotdogów na czas, Halloween, ubrań dla psów i kawy Starbucks). Typowa poschizowana amerykańska familia jedzie z Nowego Meksyku do Kalifornii, aby najmłodsza latorośl mogła wziąć udział w Little Miss Sunshine Pageant, czyli konkursie piękności dla dzieci. Bożesz ty mój, nie wiem, kto wymyślił te gołębie (bo mi się pageant zawsze z pigeonem, czyli gołębiem kojarzy), ale jeśli te konkursy w rzeczywistości wyglądają, jak w filmie, to Panie, miej w swojej opiece te dzieci i ich upośledzonych rodziców.

Historia jest z gatunku „film drogi”. Proszę się tylko nie spodziewać Harleyów Davidsonów czy innych Fordów Mustangów typowo kojarzących się z amerykańskim przemysłem motorozycyjnym i filmowym. Mamy tutaj stary, wysłużony hippisowski Volkswagen bus, którym podróżuje wesoła załoga. A ekipa jest doborowa i składa się z rodzicieli niedoszłej miss, jej brata, dziadka oraz wujka. Dziadek wciąga kokę i twierdzi, że gdy był młody, to szaleństwem było wciągać, a na starość szaleństwem jest nie wciągać. Braciszek zaczytuje się Nietzschem, a dodatkowo złożył śluby milczenia i nie odzywa się od dziewięciu miesięcy ziejąc nienawiścią do całego świata. Tata (Greg Kinnear) zajmuje się nauczaniem własnego programu dziewięciu kroków, który z każdego ma uczynić zwyciezcę, bo ludzie dzielą się tylko na dwie kategorie: zwycięzców i przegranych. Sęk w tym, że w praktyce metoda zawodzi i tata staje w obliczu bycia tym drugim. Wujek (Steve Carrell) właśnie próbował popełnić samobójstwo po tym, jak najpierw zakochał się w swoim studencie, potem został wyrzucony z uczelni, a na koniec dowiedział się, że boyfriend jego niedoszłej miłości dostał stypendium, którego nie powinnien dostać. Mama (Toni Collette) wydaje się być najnormalniejsza z towarzystwa.

„Little Miss Sunshine” jest komedią dramatyczną, bo i dramatycznych wyborów muszą wszyscy dokonywać w czasie kilkusetmilowej podróży do Kalifornii. Po drodze zdarzają się sytuacje komiczne i tragiczne i nie wiadomo, czy śmiać się na jednych i płakać na drugich, czy może odwrotnie. Dla tych, którzy lubią inteligentny humor oraz sprytnie przemycone rozważania o marzeniach, iluzji i byciu sobą. I chcą posłuchać rad o kobietach, jakie dziadek udziela wnukowi.

1 ... 41 , 42 , 43 , 44 , 45
 
Zakładki:
Bardzo porządna dziewczyna.
Kontakt
Piszą o filmach i nie tylko
W potrzebie
Zaglądają tutaj
Zrecenzowane filmy