O filmach zza oceanu
środa, 27 grudnia 2006
Kinky Boots

„Kinky Boots”. Reżyseria Julian Jarrold. W rolach głównych: Joel Edgerton, Chiwetel Ejiofor, Sarah-Jane Potts.

Wróciłam. Poza ostro obtłuczonym palcem, wszystkie kończyny w całości. A na miejscu zaległości kinowe. Mam jednak chytry plan, aby nadrobić w noworoczny weekend. W końcu muszę rozstrzygnąć, kto był lepszy w pojedynku gwiazdorów. A w międzyczasie „Kinky Boots”. Obejrzałam sobie w Boże Narodzenie i podobało mi się bardzo. Dziś czytam, że James Brown zmarł w tenże poniedziałek. W filmie był jeden z największych przebojów „It’s a man’s world”. A czym byliby bracia Blues bez wielebnego Cleophusa Jamesa? Szkoda.

A wracając do butów. Lubię takie filmy, gdy ludzie, którzy mają uprzedzenia i nie są zbyt tolerancyjni, zmieniają swoje poglądy i dają szansę tym, którzy niekoniecznie są tymi, za których uchodzą. Charlie Price niespodziewanie traci ojca i z jego śmiercią zostaje właścicielem rodzinnej fabryki butów. Choć chłopak ma inne plany, to decyduje zostać w Northampton i zająć się ratowaniem upadającej fabryki, która od wielu lat produkuje ten sam model brązowych męskich półbutów. Charlie zaczyna zwalniać pracowników, gdy sklepy nie chcą przyjmować butów Price’a do sprzedaży. W trakcie jednej z podróży handlowych staje w obronie napastowanej w ciemnej alejce londyńskiego Soho kobiety, która okazuje się być transwestytą oraz gwiazdą drag quenn klubu. Lola alis Simon oraz jedna ze zwalnianych pracownic podsuwają Charliemu pomysł produkcji butów dla transwestytów, które oprócz pioruńsko wysokiego obcasu utrzymałyby ciężar, bądź co bądź chłopa na szpilkach.

Pierwsze kozaki z czerwonej skóry zrobione przez Charliego zostają porównane przez Lolę do obuwia noszonego przez ukraińskich chłopów. Ale powoli perwersyjne kozaki z kieszonką na pejcz nabierają kształtu. Kształtu nabiera też niechęć pracowników fabryki do szwendającej się po hali produkcyjnej Loli, która w prownicjonalnym Northhampton wzbudza mieszane uczucia.

Oczywiście, cała historia kończy się przewidywalnie po serii mniejszych lub większych nieporozumień między bohaterami. Całość ze względu na tematykę aż prosi się o porównanie z „Priscillą, królową pustyni”. Oba filmy, choć osadzone w zupełnie innych realiach, pokazały w równie interesujący sposób kolorowy i nieco zwariowany świat drag queens, który ludzi ciekawi i pociąga. Bilety do najlepszego drag queen klubu w Chicago są wyprzedane na kilka miesięcy do przodu. Pozostają więc „Kinky Boots”. Kolekcję inspirowaną filmem można obejrzeć tutaj. Mi najbardziej podobał się model Jemimy Khan.

23:52, aniabuzuk , Dobre
Link Komentarze (6) »
piątek, 22 grudnia 2006
Poszukiwacze zaginionego śniegu

Święta, święta i nie będzie mnie tu przez parę dni. Jadę szukać śniegu. Pozdrawiam wszystkich ciepło i serdecznie życząc spokojnych i wesołych świąt Bożego Narodzenia.

Mam nadzieję, że moje wyczyny na śniegu nie będą wyglądać tak (właściwa część filmu zaczyna się po dobrej minucie):

środa, 20 grudnia 2006
Celebrity Deathmatch: Leo vs Will

Mały szum się zrobił wokół Leonardo DiCaprio i Willa Smitha w okresie jesienno-zimowym i oczywiście prasa już trąbi o pewnych oskarowych nominacjach dla Smitha za „The Pursuit of Happyness”, a dla DiCaprio za „The Departed” albo „The Blood Diamond”. Zanim jednak padną nazwiska i płaczliwe mowy dziękczynne, zobaczmy jak obaj wypadają w moim prywatnym „Celebrity Deathmatch”.

Runda I (Rocky)

W czasie, gdy Leo gryzł swojego brata Gilberta oraz gramolił się na wieżę ciśnień w rodzinnym mieście, Will blokers z Filadelfii gryzł się z problemami stresującego żywota w Bel-Air. Sprawiał tym samym problemy wychowawcze swoim kuzynom, którzy chcieli wychować go na szacownego młodzieńca. Ale i Leo nie był lepszy i zalazł za skórę samemu Robertowi De Niro.

Remis ze wskazaniem na Leo.

Runda II  (Million Dollar Baby)

Wychowanie w Bel-Air na nic się zdało i Will został złym chłopcem. Co prawda w służbie prawa, ale złe nawyki przyszło mu wykorzeniać od 1995 aż do 2003, gdy „Bad Boys II” wrócili na ekrany. W tym samym czasie Leo też nie miał lekko. Na Dzikim Zachodzie był szybkim i martwym. Will, jako szeryf Jim West miał na głowie inne zmartwienia i Salmę Hayek na dokładkę. Leo tymczasem potem postanowił odpocząć od siodła i spotkał się z Agnieszką Holland. Tak mu na wzrok padło (ciemno w końcu było), a do tego jeszcze poznał się z Julią, że nie zauważyl, że Will zaciągnął się do wojska i bronił gwieździsty sztandar przeciwko najeźdzcom z kosmosu. Leo w końcu się ocknął i został królem świata, ale Will w tym czasie walczył już z istotami z nie z tego świata, ubrany w czarny garnitur i mając Tommiego Lee Jonesa u boku.

Runda dla Willa.

Runda III (Wściekły byk)

Leo zobaczył, że zwycięstwo wymyka mu się z ręki i kontratakował. Najpierw sprawił sobie żelazną maskę, żeby Willowi zwiędła ręka, gdyby chciał mu zasunąc prawego prostego. Potem nie dał się złapać, choć wszyscy bardzo chcieli go schwytać. Następnie pojechał do Nowego Jorku i został członkiem gangu. Gdy Will bawił się robotami, Leo rozpoczął pełną zawirowań karierę producenta filmowego, zdobywcy niewieścich serc i założyciela lini lotniczych. Wpadł wprawdzie w lekki obłęd, ale to nic w porównaniu z obłędem, który udzielił się Willowi na widok Evy Mendes. Stracony dla świata.

Will „Ali” Smith na deskach. Runda i mecz dla Leo.

wtorek, 19 grudnia 2006
Święta zapasem...

...przedstawiam więc własną i całkowicie subiektywną dziesiątkę filmów o tematyce bożonarodzeniowej:

10. „Śnięty Mikołaj” (The Santa Claus”)

Tim Allen przypadkowo dostaje robotę Świego Mikołaja – tyje, rośnie mu broda, no i musi rozwieść wszystkie prezenty. W kinach trzecia część. Poprzestałam na jednej. Śmiesznie.

9. „Charlie i fabryka czekolady” („Charlie and the Chocolate Factory”)

Bożego Narodzenia tu za wiele nie ma, ale film jest niezwykle ciepły, kolorowy i optymistyczny. W sam raz na święta. No i przekazuje prawdę o świętach – ważniejsze jest, żeby coś dać niż otrzymać. Uroczo.  

8. „To wspaniałe życie” (“It's a Wonderful Life”)

Franek Capra i Jimmy Stewart w wersji deluxe. Widziałam dawno temu, ale pamiętam, że byłam pod wrażeniem. Oto George wątpiąc w sens życia, do tego z poważnymi kłopotami finansowymi, postanawia odebrać sobie życie w przeddzień Bożego Narodzenia. Ocalony i uświadomiony przez siły wyższe, co by się stało, gdyby naprawdę popełnił samobójstwo wraca na łono rodziny. Stare, dobre, trochę naiwne amerykańskie kino. Krzepiąco.  

7. „Zabójcza broń” („Lethal Weapon”)

„Zabójcza broń” mieści się na tej liście z jednego powodu: za skuteczne wbicie mi do głowy „Jingle bells, jingle bells…” Gdziekolwiek słyszę tę piosenkę, zawsze kojarzy mi się z początkiem filmu. Jingle bells, bo cóż by innego.

6. „Szklana pułapka”, część I i II („Die Hard”)

John McClane to co innego – w końcu mój ulubiony filmowy glina. Ten zawsze pakował się w kłopoty w gorącym okresie przedświątecznym. A to w trakcie przyjęcia bożonarodzeniowego, a to na lotnisku. Pistoletowo.

 5. „To właśnie miłość” („Love Actually”)

Wyszłam z kina roześmiana i napisałam do męża (wtedy jeszcze nie mężą), aby udał się do kina i obejrzał koniecznie przed świętami. Wszyscy tracą głowy przed świętami oraz dla miłości, premiera Anglii nie wyłączając. Luźno powiązane historyjki miłosne z plejadą aktorów brytyjskich oraz amerykańskich. Romantycznie.

4. „W krzywym zwierciadle: Witaj, Święty Mikołaju!” („National Lampoon’s Christmas Vacation”)

Widziałam po raz n-ty wczoraj. Rodzina Griswoldów postanawia spędzić święta w prawdziwej rodzinnej atmosferze, co pociąga za sobą katastrofę jedną za drugą. Jest więc wyrwana z korzeniami choinka prosto z lasu, 25 tysięcy lampek oświetlających dom, kot, który gryzie przewody, pies, który gania wiewiórki oraz reszta rodziny z kuzynem Eddim na czele. Jeden z bardziej udanych filmów z serii „National Lampoo’s”. Komicznie.  

3. „Miś”

„To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.” Trafnie.  

 2. „Kevin sam w domu” („Home Alone”)

Nie nudzi mi się. Rozgoryczony nierozumiejącą go rodziną, kilkuletni Kevin życzy sobie, aby jego rodzina zniknęła. Ku jemu zdziwieniu następnego ranka dom okazuje się być pusty. W przedświątecznym zamieszaniu rodzina zostawiła chłopca w domu, a sama wyjechała na święta do Paryża. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie dwóch złodziejaszków czyhających na zamożny podchicagowski dom. Zabawnie.

1. „Niespotykanie spokojny człowiek”

Perełka. Nie ma chyba roku, żeby telewizja w Polsce nie puściła tego filmu. Trochę zapomniany i niedoceniony przez rozkochaną w „Misiu” publiczność. Oto Stanisław, rolnik przywiązany do ziemi niczym Pawlak do swojej miedzy, planuje jak przekonać jedynego syna do pozostania na roli, gdyż Tadeusz zakochuje się w dziewczynie z miasta. Ojciec postanawia do tego nie dopuścić i podejmuje działania mające na celu zatrzymanie syna na wsi. Rewelacyjnie.  

piątek, 15 grudnia 2006
American Dreamz

„American Dreamz”. Reżyseria Paul Weitz. W rolach głównych” Hugh Grant, Dennis Quaid, Mandy Moore, Willem Dafoe.

Parę lat temu chciałam dostać się do telewizji publicznej na praktykę. Poszliśmy sporą grupą na eliminacje, bo większość studentów z roku zapragnęłą zostać gwiazdami szklanego ekranu. Zasiadłam przed kamerą, światło waliło mi po oczach i powiedziałam parę zdań o sobie i dlaczego chciałabym pracować w telewizji. Po zakończeniu mojego występu pan redaktor powiedział mi, że mam energię rozsadzającą ekran, co uznałam za duży komplement, po czym dowiedziałam się, że nie zostałam przyjęta. Do tej pory nie wiem, co miał na myśli. Sugestie (miłe!) mile widziane. Mój dream się nie spełnił, choć wcale nie żałuję, bo podobno praktyka była beznadziejna i ludzie z niej uciekali po miesiącu.

Wielką sprawczą moc ma telewizja w obecnych czasach i większość z nas jej ulega. Podobnie jest z reklamą – wszyscy oglądają i kupują, bo widzieli, a pytani o to, czy dokonują zakupów pod wpływem reklamy, połowa powie, że absolutnie się tym nie sugeruje. Pojawienie się w telewizji, bycie sławnym i rozpoznawalnym  jest w dzisiejszych czasach nieodzownym elementem „american dream”. Nieważne, że będziesz sławny tylko dlatego, że jesteś sławny, ważne, że zaistniejsz w świadomości milionów ludzi. Przypomina mi się artykuł z „Polityki” o obecności ekranów w naszym życiu. To już nie tylko telewizor, komputer, czy telefon. To także ekrany w sklepach, na ulicach, w taksówkach bombardujące nas informacjami. Multimedialny świat otacza nas wokoło, a dla niektórych z nas bycie jego cześcią jest celem w samym sobie, bez względu na środki ku temu prowadzące.

„American Dreamz” („z” na końcu) jest aspirującą do inteligentnej komedią o współczesnej telewizji i jej wpływie na zwykłych obywateli oraz tych z samej góry. Tytułowy „American Dreamz” to program telewizyjny łudząco podobno do „Idola”. Program bije rekordy popularności, a jego prowadzący i producent cyniczny Martin Tweed (Hugh Grant), choć znudzony i zmęczony kolejnymi sezonami szykuje się do kolejnego.

Na drugim równoległym planie mamy świeżo wybranego prezydenta USA (Dennis Quaid), który zachowaniem, ignorancją i niewiedzą o świecie kojarzy się z Bushem. Po wygranych wyborach prezydent przeżywa coś w rodzaju załamania nerwowego połączonego z nagłą potrzebą nadrobienia wiedzy o świecie, nieudzielania wywiadów i niepojawiania się publicznie przez długie tygodnie. W końcu, gdy sondaże popularności lecą w dół, prezydent wraz z Chief of Staff, przypominającym Dicka Chenneya (Willem Dafoe w kolejnej poschizowanej roli, ale to w końcu nic nowego)  wpada na pomysł sędziowania w finałowym odcinku „American Dreamz”.

Na trzecim równoległym planie mamy uczestników programu: siksę z Ohio, która wygrała wszystkie lokalne konkursy karoake oraz Araba, który wyrzucony z obozu terrorystycznego w Afganistanie za słuchanie starych broadwayowskich szlagierów, trafia do swojej nadzianej rodziny w Kalifornii. Zamiast kuzyna marzącego o występie w „American Dreamz”, to Omer trafia do programu, a bracia z Afganistanu knują plan zabicia prezydenta w finale programu.

Tyle fabuła. Twórcom troche zabrakło siły rażenia i satyry na cały film po tym jak cała energia poszła w końcówke. Daję im rozgrzeszenie i ze względu na własne przeżycia telewizyjne umieszczam w „Dobrych”.

21:01, aniabuzuk , Dobre
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
Zakładki:
Bardzo porządna dziewczyna.
Kontakt
Piszą o filmach i nie tylko
W potrzebie
Zaglądają tutaj
Zrecenzowane filmy