O filmach zza oceanu
czwartek, 13 listopada 2008
Rachel Getting Married

Reżyseria Jonathan Demme. W roli głównej Anne Hathaway. W Polsce ?

Założę się, że Anne Hathaway grająca główną rolę w najnowszym filmie Jonathana Demme dostanie za nią nominację oskarową, a może i samą nagrodę. Hathaway ma wszystko, czego potrzeba, aby Oskara dostać: jest dostatecznie znana (choć nie zawsze jest to decydujące kryterium), ma na koncie kilka ról, o których się mówiło i słyszało (Lurren z "Brokeback Mountain", Andy z "The Devil Wears Prada"), do tego ładna, młoda, ale przede wszystkim zagrała po prostu rewelacyjnie i trochę wbrew swemu dotychczasowgo aktorskiemu emploi. Jej bohaterka, Kym, wychodzi z odwyku, aby móc uczestniczyć w ślubie i weselu swojej siostry Rachel. Przybycie Kym do domu swojego ojca w przeddzień wesela jest początkiem trudnego powrotu bohaterki do rzeczywistości, rozliczenia się z własną przeszłością, rodziną i jej demonami.

Hathaway gra neurotyczną, zagubioną, niepewną siebie młodą kobietę, szukającą pokoju z samą sobą oraz rodziną. Robi to tak przekonująco, że gdybym mogła to bym jej przyłożyła, gdyż osobiście jej postać wydała mi się nieznośna. Na uroczystej kolacji w przeddzień wesela, Kym wygłasza kilkuminutową przemowę, która ma niewiele wspólnego ze szczęściem siostry. Wcześniej kłóci się z Rachel i jej druhną i wprowadza bardzo nerwową atmosferę. Jej spotkanie z matką to prawdziwy dramat.

Film Demme'a to historia o ludziach, którzy próbują zapomnieć o tragedii z przeszłości, a każde z nich robi to w inny sposób. Ojciec Kym i Rachel ponownie się żeni. Matka odcina się od rodziny i w subtelny, choć czytelny sposób daje do zrozumienia, że nie chce mieć wiele wspólnego z tym, co było. Kym wpada w alkoholizm. Rachel wydaje się być najbardziej poskładana do kupy, ale jej relacje z siostrą są dalekie od ideału. Wspólne spotkanie rodziny z okazji zamążpójścia Rachel rozdrapuje stare rany i obnaża kruchość związków rodzinnych. Demme dokonuje wiwisekcji rodziny Rachel i Kym i jak na ten typ operacji przystało, robi to boleśnie. Boleśnie dobrze.

Demme zdecydował się na sfilmowanie z historii w konwencji przypominającej mi Dogmę - kamera z ręki, bliskie najazdy na twarze bohaterów sprawiające wrażenie paradokumentu, brak muzyki. Decyzja ze wszechmiar słuszna, bo oglądając film zapomina się, że jest to fabuła. Miałam wrażenie, jakbym była w środku przygotowań, ślubu i wesela, a bohaterowie nie byli postaciami ze scenariusza, ale aktorami przedstawienia na żywo. Może dlatego film jest tak niewygodny do oglądania, tak cholernie depresyjny, do tego stopnia, że nie chciałabym go oglądać po raz drugi. Poczytuję to w tym przypadku za oznakę dobrego filmu i wkładam do "Dobrych".
19:57, aniabuzuk , Dobre
Link Komentarze (12) »
piątek, 07 listopada 2008
Changeling

Reżyseria Clint Eastwood. W roli głównej Angelina Jolie. W Polsce od 6 lutego 2009.

Najnowszy film Clinta Eastwooda to obraz wielowymiarowy i poruszający wiele wątków, od pozycji kobiet w latach 20. ubiegłego wieku, przez korupcję w policji Los Angeles i jej bezduszne uprawnienia, aż do kary śmierci i jej stosowania za niewyobrażalne zbrodnie. Pomimo nagromadzenia tematów, reżyser wychodzi z tej układanki nie tylko obronną ręką, ale także z tarczą, a "Changeling" w mojej opinii jest najciekawszym i najlepszym jak dotychczas filmem jesieni.

Klucze do sukcesu artystycznego tego filmu to przede wszystkim konstrukcja oraz zdjęcia. W czasach, gdy większość trailerów nie tylko sprzedaje najlepsze onelinery, ale także treść, a czasem i finał filmu, Eastwood nie zdradził nic, co naprowadziłoby widzów na trop właściwej akcji. Historia toczy się wokół Christine Collins, młodej kobiety wychowującej samotnie kilkuletniego syna, jego zniknięcia oraz odnalezienia przez policję. Gdy LAPD odnajduje Waltera, Christine nie rozpoznaje w chłopcu swojego syna. Zmanipulowana przez policję zabiera go do domu, tylko po to, aby znaleźć więcej i więcej dowdów, że chłopiec nie jest jej synem.

Ten motyw wystarczyłby, aby uczynić ten film interesującym. Fabuła jednak pędzi naprzód, a reżyser powolnymi, spokojnymi zdjęciami w niewiarygodny sposób buduje napięcie, prowadząc historię przez meandry niepewności i niewyobrażalnego okrucieństwa, jednocześnie niewiele pokazując dosłownie. "Changeling", oprócz dobrej konstrukcji, jest znakomicie sfilmowany, a motyw muzyczny napisany przez samego Eastwooda po prostu przepiękny. Twórcy zadbali również o wizualną stronę, wierne odtworzając realia Ameryki z lat 20., począwszy od samochodów, wnętrz, strojów, gadżetów w postaci wrotek, których używa w pracy główna bohaterka aż do makijażu (nie sposób nie zapamiętać czerwonych ust Angeliny Jolie i jej wielkich oczu). Eastwood smakuje każdy kadr, dopieszcza go i pozwala widzowi docenić szczegóły prowadząc akcję powoli, ale z nerwem i napięciem.

Historia opowiedziana jest z perspektywy Christine Collins i Angelina Jolie udźwignęła w pełni ciężar roli. Podobno początkowo nie chciała grać Collins ze względu na ogromny balast emocjonalny, jaki niesie ze sobą grana przez nią postać, ale można śmiało stwierdzić, że aktorka wtopiła się w rolę znakomicie. Kiedy policja próbuje wmówić Collins, że odnaleziony chłopiec jest jej synem, Jolie świetnie zarysowała obłęd, niepewność i wahanie granej postaci, która zaczyna gubić się w tym, co widzi i czuje. Niemożebnie szczupła sylwetka aktorki komponuje się znakomicie z żerającym ją stresem, niepokojem, szaleństwem i strachem.

Historia, którą opowiada film wydarzyła się naprawdę. Makabryczna zbrodnia, którą odkryła policja również. Gdyby nie to, że obraz oparty jest na autentycznych wydarzeniach, doprawdy trudno byłoby zaakceptować fantazję scenarzysty. I tak trudno jest zaakceptować, że tragedia opisana w filmie zdarzyła się w rzeczywistości i świadomość, że ogląda się fabularną rekonstrukcję tych zdarzeń wciska w fotel.

Czy jest to najlepszy film Clinta? Nie wydaje mi się, ale na pewno wpisuje się na listę jego lepszych obrazów. Reżyser powraca też do tematu przemocy wobec dzieci, z którym zmierzył się wcześniej w "Doskonałym świecie" oraz "Mystic River". Tragedia pokazana w filmie stanowi również tło do niekończącej się dyskusji o karze śmierci i jej humanitarno-legalnym sensie. Realizm egzekucji przedstawionej w filmie jest porażający, jakby reżyser - sam popierający najwyższy wymiar kary - pytał, czy taki koszmar jest rzeczywiście potrzebny i czy naprawdę przynosi ukojenie rodzinom ofiar.

Mnie cieszył pokaźny tłum na sali kinowej. Czy przyszli "na Angelinę", czy "na Eastwooda", nie ma znaczenia, bo dostali kawał porządnej filmowej roboty.
Zakładki:
Bardzo porządna dziewczyna.
Kontakt
Piszą o filmach i nie tylko
W potrzebie
Zaglądają tutaj
Zrecenzowane filmy