O filmach zza oceanu
czwartek, 28 stycznia 2010
Avatar

Reżyseria James Cameron. W rolach głównych: Sam Worthington i Sigourney Weaver.


Tak, tak, wszyscy już widzieli, a po wszelakich blogach i gazetach całego świata zdążyły się przetoczyć dyskusje za i przeciw, sam film zatopił finansowo "Titanica" i stał się najbardziej dochodowym obrazem w historii kina, a ja jeszcze przedwczoraj pisałam u Krzysztofa, że się nie wybieram, po czym wczoraj, korzystając z wolnych trzech godzin, zapakowałam się w Baśkę no i pojechałam obejrzeć.

Nie będzie to wielce merytoryczna recenzja, a raczej parę luźnych uwag. Potwierdziło się to, co w sumie wyczytałam w recenzjach: fabuła leży i kwiczy, a najlepszym elementem filmu jest fauna i flora na Pandorze. Scenariusz jest na poziomie dla dziesięciolatków i gdyby nie parę morderstw na ekranie, "Avatar" spokojnie mógłby iść w wersji b/o, bo naiwne przesłanie, że jak przychodzi co do czego, to mother nature strikes back, chyba tylko dzieci w tym wieku by świadomie kupiły. Oczywiście, traktując "Avatar" jako kino rozrywkowe i odmóżdżacz na weekend (bo dla mnie nie jest niczym innym) da się przeżyć tę słabość fabuły i skupić się li tylko na tym, co oglądamy, a nie przeżywamy duchowo. Wizualnie jest lepiej niż fabularnie, ale powiem szczerze - i nie piszę tego, żeby być złośliwa - cały ten trójwymiar mnie jakoś nie powalił ani nie zachwycił. Może jestem mało wrażliwa albo brak mi wyobraźni przestrzennej, ale ja nie widzę o co to wielkie halo z tym 3D? No widzę, że przestrzennie, że trójwymiarowo, ale nie bardzo mnie to w fotel wcisnęło. W fotel to mnie wcisnął zwiastun burtonowskiej "Alicji w krainie czarów" w 3D i tego filmu nie mogę się już doczekać.

Największe wrażenie zrobiła na mnie fauna i flora Pandory. Tu rzeczywiście twórcom należą się brawa za kreatywność, bo las Pandory był bajecznie kolorowy, zaskakujący i zapierający dech w niektórych momentach. Nieźle też poszło Cameronowi z bronią generacji XXII wieku - samoloty, roboty, helikoptery były przyjemnie futurystyczne. I gdyby Cameron wziął te wszystkie zabawki i zamiast naiwnej bajki zrobił na ekranie rozpierduchę, taką jak w "Terminatorach", to ja bym chyba kupiła ten film szybciej. Choć nie lubię przemocy na ekranie, jak Boga kocham, wolałabym, żeby "Avatar" był filmem akcji, gdzie Sky People rozpierdzielaliby w drebiezgi Na'vi, krew się lała, a akcja napakowana by była wybuchami, pościgami i suspensem z "Terminatorów". No ale nie, musiało być słodko, z zespołowymi śpiewami, magią, mocą sprawczą przyrody i obowiązkowym romansidłem w tle. Leona Lewis, śpiewająca na koniec filmu, brzmiała złudząco podobnie do titanicowej Celiny. Ckliwie do potęgi.

Dla  mnie "Avatar" nie był żadnym przełomem w kinie. Być może utorował drogę do produkcji większej ilości filmów w 3D. Być może to jest przyszłość kina. Mam nadzieję, że za wizualną zabawą pójdą też lepsze scenariusze i lepsze aktorstwo, bo żaden z aktorów z "Avatara" specjalnie się chyba nie spracował na planie. Aha, i jeśli "Avatar" zgarnie Oskara za najlepszy film roku, to będzie to chyba ostatni rok, gdy oglądam rozdanie tych nagród na żywo. Niestety, obawiam się, że Cameron może dostać nagrodę za reżyserię, która chyba bardziej należałaby się tej gwardii specjalistów, która wygenerowała cudeńka na Pandorze.

No to "Avatar" odbębniony z filmowo-blogerskiego obowiązku. W odcinku następnym Jason Reitman i George Clooney w chmurach.

poniedziałek, 11 stycznia 2010
Invictus

Reżyseria Clint Eastwood. W rolach głównych: Morgan Freeman i Matt Damon. W Polsce od 26 lutego.

Podobno sam Mandela powiedział, że jedynym aktorem, który może zagrać jego postać jest Morgan Freeman, toteż wybór tego aktora jako odtwórcy roli głównej wydaje się oczywisty nie tylko z powodu osobistych preferencji południowo-afrykańskiego bohatera. Eastwood i Freeman zrobili razem "Million Dollar Baby", a Freeman po tej współpracy zabrał do domu Oskara. Podejrzewam więc, że castingu na rolę Mandeli w ogóle nie było.

Film nie jest biografią Mandeli, a jedynie rysem biograficznym skupionym wokół mistrzostw świata w rugby, które w 1995 roku odbywały się w RPA. Mandela sprytnie i dyplomatycznie wykorzystał okazję, aby przekuć sportowe nadzieje związane z rugbystami na scalenie kraju, wciąż targanego apartheidem. Obraz pokazuje Mandelę jako zręcznego stratega, który wykorzystując uniwersalny język sportu doprowadził do tego, że znienawidzona przez czarnych mieszkańców drużyna Springboks (złożona głównie z białych graczy) stała się chlubą narodową.

"Invictus" to wyjątkowo nieskomplikowane kino. Jest to opowieść o kraju przechodzącym transformację społeczną i walczącym z nagromadzonymi przez lata uprzedzeniami rasowymi. Historia Mandeli i Francoisa Pienaara (Matt Damon), kapitana rugbystów, jest opowiedziana prosto i bez zbędnych ozdobników. Jak na mój gust, ten epizod z historii RPA to trochę jednak za mało, aby stworzyć porywające kino sportowe oraz za mało, aby wyszła z tego biografia jednego z najbarwniejszych przywódców w historii.  Brakowało mi rozmachu w tej historii. Damon jako Pienaar okazał się być duży lepszy w swojej roli niż Freeman jako Mandela i to u niego widać było pasję i zaangażowanie bohatera. Freeman był "letni", grający jakby na swoim wizerunku starszego pana, który niejedno widział i przeżył. Może taki naprawdę jest Mandela. Ja jednak patrząc na ekran, nie widziałam Mandeli, a Morgana Freemana w kolejnej roli charakterystycznej dla jego emploi.

Nie bardzo wyszedł ten film Eastwoodowi, przynajmniej w moim odczuciu. Oglądałam "Invictus" bez większego zaangażowania w rozgrywającą się historię, która przecież sama w sobie jest interesująca. Freeman mnie nudził i tylko Matt Damon ratował całość charyzmą swojego bohatera. Współpraca z Eastwoodem musiała mu się podobać, bo reżyser obsadził go w swoim kolejnym filmie. Ciekawe, ciekawe, co z tego wyniknie, bo o umiejętnościach aktorskich Matta nigdy nie miałam dużego mniemania, ale chyba się chłop rozkręca z wiekiem. A "Invictus" tylko przeciętny. Trochę szkoda.

Zakładki:
Bardzo porządna dziewczyna.
Kontakt
Piszą o filmach i nie tylko
W potrzebie
Zaglądają tutaj
Zrecenzowane filmy