O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
I, Tonya

Reżyseria: Craig Gillespie. W roli głównej Margot Robbie.

Po filmie przyszło mi do głowy, że jakbym  miała opisać go jednym słowem to byłby sledgehammer. A w trakcie seansu jakby mnie ktoś obuchem walnął. Obraz Craiga Gillespiego to jazda (na łyżwach) bez trzymanki.

(Nie)słynny skandal łyżwiarski sprzed ponad 20 lat zrujnował karierę Tonyi Harding, amerykańskiej łyżwiarki, która jako pierwsza kobiet skoczyła potrójnego axela. Ktokolwiek interesował się łyżwiarstwem figurowym w latach 90. na pewno pamięta incydent z Nancy Kerrigan. Tonya przez lata zarzekała się, że w próbę roztrzaskania kolana swojej rywalki nie była zamieszana. Ostatnio przyznała, że wiedziała. Mam wrażenie, że ona sama do końca nie wie.

Ale nie o tym mam pisać. Część filmu opowiadająca o incydencie z Kerrigan jest najmniej emocjonująca. Być może celowo, może aby tego wydarzenia po raz kolejny nie pokazywać w światłach reflektorów. Gillespie kamerę skierował gdzie indziej – na dzieciństwo Tonyi, nadużywającą przemocy matkę oraz na męża, który nie żałował pięści. Tonya dorastała w środowisku, które najlepiej określić jako white trash. Można byłoby długo wymieniać: rozwód rodziców, apodyktyczna i emocjonalnie niedostępna matka (oj, chyba „rola życia” Allison Janney), psychiczna i fizyczna przemoc ze strony matki i męża, brak środków na utrzymanie i słaba edukacja. Tonya i jej matka nie były przykładem modelowej amerykańskiej rodziny i utalentowana łyżwiarka była przez łyżwiarskie środowisko postrzegana jako czarna owca bez klasy i wyrafinowania. Kiedy jednak skoczyła axela, Ameryka ją kochała. Kiedy uwikłała się w skandal z Kerrigan, stała się niemal wrogiem numer jeden.

Margot Robbie w roli Tonyi ma gdzie szaleć, bo dialogi są ostre jak łyżwa, język soczysty i nie brakuje dramatów w życiu i na lodzie. To nie jest hallmarkowska biografia do obejrzenia z popołudniową herbatką, tylko mocno jadąca po bandzie opowieść o utalentowanej sportsmence, która nie miała w życiu lekko, a jednak została bardzo dobrą łyżwiarką. Wydaje mi się, że reżyser chciał Harding oddemonizować i pokazać ją nie tylko przez pryzmat incydentu z Kerrigan. Czy pokazał prawdziwą Tonyę? Szczerze mówiąc, nie chcę wnikać. To w końcu fabuła, a nie dokument, choć zgrabnie wystylizowana na mockumentary, ze scenami mówionymi wprost do kamery.

Mam nadzieję, że teraz układa się Tonyi lepiej w życiu niż w czasach jej kariery łyżwiarskiej. A ja czekam na toeloppy, flipy i rittbergery na rozpoczętej właśnie olimpiadzie. 

piątek, 09 lutego 2018, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: