O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Żelazna Dama

Reżyseria Phyllida Lloyd. W roli głównej Meryl Streep. W Polsce od 10 lutego. 

Mieć taką aktorkę w roli głównej i taką historię do opowiedzenia i tak pokpić sprawę, to trzeba było się bardzo starać. Niestety, Phyllida Lloyd, znana właściwie tylko z "Mammia Mii", musiała chyba bardzo chcieć rozłożyć ten film na łopatki, bo wyszło jej koncertowo. Koncertowo źle. 

Nie bardzo rozumiem koncepcję filmu. Margaret Thatcher, pierwsza kobieta premier Wielkiej Brytanii została pokazana jako dotknięta demencją kobieta w podeszłym wieku. Nie może otrząsnąć się po śmierci męża, który jako halucynacja towarzyszy jej każdego dnia. Przedstawić jedną z największym dam światowej polityki przez pryzmat rozmów ze zmarłym mężem i wspomnień, jakie się przy tej okazji pojawiają, to trzeba mieć albo cholernie dużo tupetu albo zero wyczucia. Phyllida Lloyd chciała pokazać wszystko, a nie pokazała tak naprawdę nic. Przez 105 minut prześlizgała się po biografii Thatcher, nie skupiając specjalnie na niczym, niczego nie analizując i na niczym się nie zatrzymując. Po co było pokazywać młodą Margaret ratującą masło ze sklepu ojca w czasie bombardowań, pierwszą przegraną w wyborach, czy potraktowany zupełnie po macoszemu wątek poznania się z przyszłym mężem. To wszystko są zupełnie drugorzędne sprawy, które nikną wobec dziesięciu burzliwych lat w fotelu premiera. Wystarczyło skupić się na zgnieceniu strajku górników albo historii inwazji Falklandów, żeby pokazać, że Żelazna Dama naprawdę była żelazna i twarda. Kilkanaście minut dotyczące Falklandów to zdecydowanie najlepsze momenty filmu. Brutalne i wręcz przerażające archiwalne zdjęcia z zamieszek w kraju (policja na koniach tratująca ludzi, rozbite głowy, krew na ulicach, podpalenia, zamachy bombowe Irlandzkiej Armii Republikańskiej) mogłyby być nie tylko przerywnikiem w filmie, ale i jego integralną częścią. Jakież pole do popisu dla scenarzystów! O ile lepiej byłoby pokazać bohaterkę w wielu sytuacjach kryzysowych niż w mdłych scenach kolacji z oficjelami. Można byłoby skupić się na wątku politycznej kariery, która położyła się cieniem na jej relacjach z dziećmi i mężem. 

Niestety, ja tu sobie mogę gdybać, a film jaki jest każdy zobaczy. "The Iron Lady" miała raczej kiepską prasę na Wyspach i nie ma się czemu dziwić. Sama byłam lekko zniesmaczona przedstawieniem Thatcher jako starej kobiety, która nie pamięta połowy swojego życia oraz pokazaniem jej życia po łebkach. Złoty Glob dla Meryl Streep niewiele chyba pomógł. 

No właśnie, Meryl Streep, bo prawie o niej zapomniałam. Tylko jej kreacja ratuje ten film przed kategorią "Kiepskie". Że Meryl wielką aktorką jest, wiadomo od dawna. Tutaj ponownie tworzy niezapomnianą rolę. Pomaga jej fizyczne podobieństwo do Thatcher, wspaniała charakteryzacja i świetny brytyjski akcent. Czy jest to rola warta Oskara, bo oczywiście internet huczy o szansach aktorki na trzecią statuetkę? Może się narażę, ale według mnie nie. Tak, jest to świetna rola, ale w kiepskim filmie i przez słaby scenariusz kreacja Streep nie ma takiej mocy i magnetyzmu jakiej bym się spodziewała. Oskary są jednak mocno przewidywalne, więc Streep ma duże szanse. Poczekamy, zobaczymy. 

Gdyby reżyserka zrobiła film podobny do "Królowej" Stephena Frearsa i przez pryzmat jednego czy dwóch wydarzeń pokazała portret Thatcher, usłyszałaby zapewne zarzuty o wtórności i braku innowacyjności, ale myślę, że gdyby podążyła tą drogą, to po obejrzeniu "Żelaznej Damy" nie byłoby poczucia ogromnego niedosytu i rozczarowania.

poniedziałek, 23 stycznia 2012, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
froasia
2012/01/24 19:46:33
Jak ogromnie miło widzieć Cię z powrotem ;)
-
aniabuzuk
2012/01/25 05:30:30
Dziękuję i cieszę się, że nadal tu zaglądasz.
-
2012/01/26 18:47:16
kurcze, czyli jednak potwierdzasz te opinie, które już słyszałem,że film jest kiepskawy. Jak oni mogli to spieprzyć? Przecież potencjał na wybitne kino był ogromny....Ech. No ale i tak obejrzę, aby ocenić rolę Meryl.