O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Sherlock Holmes: Gra cieni

Reżyseria Guy Ritchie. W rolach głównych: Robert Downey, Jr. i Jude Law. W kinach w Polsce od 5 stycznia. 

Czekałam z wielką niecierpliwością na część drugą "Sherlocka Holmesa" Guya Ritchiego no i po dwóch latach się doczekałam. Część pierwsza porwała mnie świeżym ujęciem postaci słynnego detektywa, dynamiką znaną z wcześniejszych produkcji reżysera, świetną muzyką i oczywiście znakomicie zgrywającym się na ekranie duetem Downey, Jr.-Law. Kino rozrywkowe, dynamiczne, odkrywające na nowo nieco zakurzonego bohatera książek Arthura Conan Doyle'a. 

Część druga podąża tą samą ścieżką, ale - co tu dużo gadać - to już nie to samo. Co zresztą było do przewidzenia, zgodnie z regułą słabszych drugich części, z których tylko naprawdę niewiele filmów się wyłamuje. Fabuła nie jest tak wciągająca i przyznam, że zakusy profesora Moriartego, aby wywołać międzynarodowy konflikt i się na nim obłowić, jakoś mnie niespecjalnie obeszły. Tajemniczość z części pierwszej gdzieś się ulotniła, a atmosfera filmu zrobiła się co najwyżej letnia. Żadnych większych niespodzianek na ekranie, niewiele momentów akcji (jak ten w doku portowych z części pierwszej), które sprawiłyby, że choć przez chwilę zaczęłabym obawiać się o głównego bohatera. "Obawiać się" to może lekkie nadużycie, bo wiadomo, że Holmesowi nic się nie stanie, ale jakoś mi tu żadne inne słowo nie pasuje. 

Wracając do filmu. Nie wiem po co i na co, w dwójce pojawił się brat Holmesa. Brat? Jaki brat? I żeby jeszcze wzięli jakiegoś aktora, który choćby w 50% był podobny do Sherlocka. Nie, zatrudnili jakiegoś zupełnie z twarzy podobnego do nikogo aktora, grubego i z brzydką gębą. Po co też była w tymi filmie Noomi Rapace, grająca Cygankę, też do końca nie rozumiem, bo jej postać aż tyle nie wniosła do fabuły, a i romansu z tego nie było żadnego. Brakowało, bardzo brakowało Rachel McAdams, która pojawiła się w części drugiej zdecydowanie za krótko. Ekscentryzm Holmesa był tym razem jakby mniej śmieszny (kozy w mieszkaniu, dziwne stroje i przebieranki) i zdecydowanie bardziej naciągany. 

Na szczęście, najważniejszy tryb maszyny, czyli duet aktorski Downey - Law nie nawalił. Mam wrażenie, że Jude Law był nawet lepszy w dwójce niż w jedynce, choć chyba miał teraz mniej do grania. Robert Downey, Jr. gra nieco leniwej i nie tak dynamicznie, jak w pierwszej części, ale przymykam oczy, bo mam do niego tak dużą słabość, że nie wiem, co musiałby zrobić, żebym przestała go lubić. 

Nudzić się nie nudziłam, ale część druga nie była tak rozrywkowa jak pierwsza. Można obejrzeć. 

sobota, 07 stycznia 2012, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
milczacy_krytyk
2012/01/08 00:43:06
Jak to dobrze widzieć nowy wpis na Twoim blogu :) Cieszyłbym się gdyby był on zapowiedzią kolejnych notek :D
A co do samego filmu, to mam dokładnie takie samo zdanie na jego temat, jak ty. Obejrzeć można, ale to nie jest już to samo co część pierwsza. Wielka szkoda.

Pozdrawiam!
-
aniabuzuk
2012/01/08 02:47:24
Dzięki! Sama też bym chciała, żeby to był powrót do bardziej regularnego pisania. Tyle filmów mi "uciekło" minionej jesieni, że mam nadzieję nadrobić teraz.
-
2012/01/08 12:38:20
fajnie,że znowu jesteś:) Sherlock dopiero przede mną - pewnie jutro. Polecam za to bardzo W Ciemności jak będziesz miał okazję - piękny film.
-
aniabuzuk
2012/01/11 20:21:19
Michał, mam nadzieję, że okazja się nadarzy, bo jestem bardzo ciekawa tego obrazu, choć chyba będzie trudno zobaczyć ten film na dużym ekranie.
-
froasia
2012/01/27 19:47:26
A ja się nudziłam. Właśnie zobaczyłam, więc mogę się już wypowiadać. Szkoda mi. Zamiast powiewu świeżości wiało nudą.