O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
True Grit

Reżyseria Joel i Ethan Coen. W rolach głównych: Jeff Bridges, Mat Damon i Hailee Steinfield. W Polsce od 11 lutego.

Bracia Coen mieli w ostatnich latach dwie skuchy w postaci "Burn After Reading", które jeszcze dało się jeszcze jako tako obejrzeć oraz zupełnie beznadziejnego "A Serious Man". Normalnie chyba musieli odreagować Oskary za "No Country for Old Men" i nakręcili dwa kolejne filmy na kolanie. Dobrze się więc składa, że ich najnowszy film jest dla odmiany bardzo dobry i właśnie wylądował z 10 oskarowymi nominacjami.

"True Grit" jest remakiem westernu z Johnem Waynem, którego nie miałam okazji oglądać, a szkoda, bo Wayne dostał Oskara za główną rolę i ciekawam jak zagrał. Jeff Bridges w roli Roostera Cogburna to prawdziwy westernowy zakapior, który z niejednego pieca chleb jadł i nie zawaha się ani sekundy przed wyciągnięciem pistoletu z kabury. Gdzieś przeczytałam i pozwolę sobie użyć porównania, że Cogburn to westernowa wersja Bada Blake'a z "Crazy Heart". Bardzo trafne porównanie, z tym że Cogburn to zdecydowanie większy badass niż Blake, z opinią najtwardszego amerykańskiego szeryfa. Takiego właśnie twardziela poszukuje 14-letnia Mattie (nowa twarz na ekranie Hailee Steinfield, prosto z cieplutką nominacją oskarową). Ktokolwiek ją znalazł na castingu, powinien dostać dużą premię, bo dziewczyna zagrała fenomenalnie. Czytałam, że niektórzy się czepiali, że jej postać była za dorosła i za dojrzała. Mi to w ogóle nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Mattie zatrudnia Cogburna, aby wytropił Toma Chaneya, zabójcę jej ojca. Nie tylko jednak mu płaci, ale na dodatek rusza z nim za Chaneyem.

"True Grit" jest, o ile się nie mylę, najbardziej kasowym filmem braci Coen. Nie jest to oczywiście wyznacznik jakości, ale myślę, że z wielu filmów reżyserskiego duetu, ten jest najbardziej zjadliwy dla szerokiej publiczności. Film opowiada prostą historię wyszczekanej nastolatki, która chce postawić zabójcę swego ojca przed sądem, z lekka zapijaczonego szeryfa, który jej w tym pomaga oraz strażnika z Teksasu w postaci Matta Damona wyglądającego jak z przedstawień Buffalo Billa. Swoją drogą, uważam, że kostiumy i scenografia w filmie są fantastyczne i bardzo dokładnie dopracowane. Kapitalne są również dialogi, w których - rzecz nieczęsto spotykana w westernach - sypią się żarty jak z rękawa, przez co - dobry i tak film - oglada się jeszcze lepiej. Jeff Bridges, choć mówi z bardzo trudno zrozumiałym akcentem z Dzikiego Zachodu, tym mamrotaniem pod nosem i starą angielszczyzną dodaje filmowi autentyczności i sprawia, że naprawdę czuje się atmosferę z II połowy XIX wieku. Po głównej roli w "Big Lebowskim" (a lat temu to było już ho ho ho), miło go znowu zobaczyć razem z Coenami. Zdecydowanie udana współpraca.

Coenowie odwalili kawał porządnej roboty, odkurzając film z 1969 r., a właściwie ponownie ekranizując powieść Charlesa Portisa. Wyszedł z tego dobry, krwisty western.

poniedziałek, 31 stycznia 2011, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: , *.sferia.net
2011/01/31 11:08:50
'A Serious Man' beznadziejny? Czemu taka opinia?
-
froasia
2011/02/14 12:15:19
Byłam, widziałam, super. A Bridges w ogóle genialny. Obawiam się, że drugia raz z rzędu Oscara mu nie dadzą, ale naprawdę zasługuje - super rola.
-
2011/02/15 13:57:41
jestem dopiero przed seansem, ale Bridges raczej nie ma szans w tym roku. Na 99 proc wygra Firth.
-
aniabuzuk
2011/02/19 19:00:08
Też obstawiam Firtha w tym roku.
Nat-o.sferia.net, przepraszam za późną odpowiedź. Beznadziejny, bo mnie wynudził do cna. Film bez polotu.
-
tranikowa
2011/06/08 19:47:09
wlasnie zasiadam do ogladania. nie moglam sie zdecydowac czy obejrzec ten film czy just go with it z adamem sandlerem ;)