O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
The King's Speech

Reżyseria Tom Hopper. W rolach głównych: Colin Firth, Geoffrey Rush i Helena Bohnam Carter. W Polsce od 28 stycznia 2011.

Kilka lat temu "Królowa" Stephena Frearsa cieszyła się dużym powodzeniem widzów i krytyków, a Helen Mirren zabrała do domu Oskara za tyułową rolę. Dla mnie "The King's Speech" jest taką "Królową" 2010/2011. Aura tajemniczości, jaka przez dziesięciolecia (do pojawienia się tabloidów i paparazzich) otaczała dwór królewski sprawia, że filmy opowiadające o tym, co dzieje się za drzwami Pałacu Buckingham są w modzie. I zapewne będą, bo ujawnianie historii z życia rodziny królewskiej w dzisiejszych czasach stało się częścią biznesu wielu brytyjskich gazet, a przemysł filmowy chętnie sięga po ten temat.

"The King's Speech" to solidne brytyjskie kino z aktorstwem z najwyższej półki oraz rewelacyjnymi dialogami. Firth i Rush stworzyli brawurowe kreacje w historycznym obrazie opowiadającym historię jąkającego się przyszłego króla Jerzego VI (Firth) i jego terapeuty (Rush). Film zasłużenie zbiera pochwały po obu stronach oceanu (właśnie miał premierę w Wielkiej Brytanii) i zobaczymy, jak poradzi sobie na dzisiejszym rozdaniu Złotych Globów.

Bardziej niż w "Królowej", która rozgrywała się stricte między członkami rodziny królewskiej oraz angielskiego rządu, obraz Toma Hoppera skupia się na relacjach księcia Alberta (późniejszego Jerzego VI) z człowiekiem z ludu. Wydaje mi się, że Brytyjczycy mają lekką obsesję na punkcie klasowości swojego społeczeństwa (weźmy choćby nawet takiego Harry'ego Pottera - czarodzieje czystej krwi i Mugole), dlatego tym ciekawszy wydaje się film opowiadający historię przyjaźni Australijczyka Lionela Logue'a z księciem. A była to przyjaźń rzeczywiście niezwykła, choć jak się ostatnio doczytałam, bardziej formalna niż pokazana w filmie. Formalna czy nie, Logue zwracał się do księcia per "Bertie", co było przywilejem tylko rodziny przyszłego króla oraz kazał mu siarczyście przeklinać, aby zlikwidować jąkanie. Są w tym filmie sceny zabawne, napisane lekko i bez wysiłu i takoż zagrane. Znakomite tło fabuły tworzy historia abdykacji brata księcia Alberta z powodu sławnej Wallis Simpson oraz cień Hitlera unoszący się na Europą. Polecam.

niedziela, 16 stycznia 2011, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/01/16 23:01:27
Tom Hooper zaimponował mi już przy Johnie Adamsie, więc tak sądziłem, że Jak Zostać Królem będzie świetnym filmem. Zobaczymy ile Globów zbierze za 3-4 godzinki.
-
Gość: hmblog, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/25 14:17:36
Film się świetnie ogląda. Mimo, że jest to dramat (tak przynajmniej był zapowiadany) to można się pośmiać. Genialni w swoich rolach - Firth i Rush. Spokojnie można każdemu polecić.
-
aniabuzuk
2011/02/25 15:56:53
O tak, humor w filmie jest przedni.
-
2011/02/25 19:13:48
Moim zdaniem film jest fantastyczny. Pośmiałam się, wzruszyłam się, pozachwycałam się odtwórcami głównych ról i porozkoszowałam się cudowną angielszczyzną. Czego chcieć więcej?:)
-
nomaderro
2011/08/08 20:19:45
uwielbiam ten film!! Jest to jeden z najlepszych obrazów ostatnich lat i nie dziwię się nagrodom :)
-
zgranemalzenstwo
2011/11/12 17:02:34
Rzeczywiście bardzo dobry film, jakich mało :)