O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
The Social Network

Reżyseria David Fincher. W rolach głównych: Jesse Eisenberg, Rooney Mara, Justin Timberlake i inni.


Kiedy pojawiły się pierwsze pogłoski o tym, że powstanie film o Facebooku, zarzekałam się, że co jak co, ale do kina nie pójdę, mimo iż korzystam i lubię ten portal. Nazwisko Finchera wydawało mi się jakimś nieporozumieniem. No ale jednak zmiękłam, jak po premierze posypały się pochlebne recenzje i wynikało z nich, że film Finchera nie jest reklamą portalu albo tandetną historyjką, czego głównie się obawiałam.

Mark Zuckerberg, sportretowany kapitalnie przez Jesse'go Eisenberga, od niemal pierwszych do ostatnich kadrów filmów chce być częścią społeczności - najpierw harvardzkiej, a jak się okazuje na końcu, także swojej własnej, facebookowej. Gdy nie udaje mu się dostać do prestiżowego klubu studenckiego, tworzy wirtualny, który szybko staje się fenomenem pierwszego dziesięciolecia XXI wieku. Klamrą spinającą początek i koniec filmu jest jego była dziewczyna Erica, która zrywa z nim w pierwszych scenach, aby na koniec stać się elementem facebookowej układanki, w której czeka się na akceptację drugiej strony. I jak wyjaśnia mu Erica, zrywa z nim nie dlatego, że jest "nerdem" i odmieńcem, ale dlatego, że jest zwyczajnym palantem.

Czy Zuckerberg rzeczywiście jest palantem i czy naprawdę wykiwał parę osób zakładając Facebook? Tego nie wiadomo i chyba nie to było celem filmu. Dla mnie "The Social Network" to film o potrzebie przynależności. Zuckerberg, zagubiony pośród studenckiego establishmentu, w klapkach niezależnie od pory roku, w bezpłciowych ciuchach ewidentnie nie pasował do harvardzkiej wspólnoty, pełnej studentów z bogatych amerykańskich rodzin, jak choćby bracia Winklevoss. Fabuła zgrabnie plącze się wokół dwóch procesów sądowych, które Zuckerbergowi wytoczyli koledzy z Harvardu oraz jego najlepszy przyjaciel. Fincher stosuje i tutaj to, z czego jest znany - plącze chronologię i opowiada historię nie po kolei, przeplatając przeszłość z teraźniejszością. Robi to efektownie i od pierwszych scen nawet takie niedowiarki jak ja wciąga w akcję filmu. Film o Facebooku tak naprawdę nie jest o Facebooku, a o potrzebie przyjaźni, chciwości i zdradzie, a David Fincher po raz kolejny - po "Siedem" i "Fight Club" - dostarcza kino pierwszego gatunku. "The Social Network" raczej na bank dostanie nominację oskarową w kategorii najlepszego filmu. Kto by pomyślał. W końcu to "tylko" film o Facebooku.

piątek, 31 grudnia 2010, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zawsze-kwadrat
2010/12/31 10:25:27
Ja to nie wiem - co powiedzą krytycy, to od razu wszyscy przyklaskują - przecież TheSocialNetwork jest zwykłym filmem o zwykłym dupku (ja tylko powtarzam określenie ex-dziewczyny protagonisty, to nie jest moja opinia w szczególności o Zuckerbergu);
Naprawdę, na tle wszystkich filmów, które obejrzałem - jest zwyczajnie przeciętny! Nie ma ani szczególnych walorów jeśli chodzi o obraz, dźwięk, scenariusz, czy cokolwiek - po prostu traktuje o modnym zjawisku, jakim jest fejsbuk.
Więc pytanie: co takiego w tym filmie jest super, żeby zasługiwał na nominację do Oskara?
-
milczacy_krytyk
2010/12/31 13:13:53
Ja również gdy usłyszałem, że ma zostać nakręcony film o facebooku myślałem, że się na niego nie wybiorę, bo uważałem, że nie ma o czym robić filmu i jest to kolejny dowód na to, że Hollywood brakuje ciekawych pomysłów na nowe produkcje i obok sequeli, prequeli i innych tego typu tworów sięga już po wszystko, co tylko się da.
Zastanowiła mnie jedynie osoba reżysera. Fincher złych filmów nie kręci, i skoro zdecydował się poświęcić dla tego projektu, musiał być on coś warty. I choć nie jest to na pewno najlepszy film tego roku, to to porządna historia, którą ogląda się jak thriller, lub kryminał. Kto by pomyślał te kilkanaście miesięcy temu, że tak ten film będzie wyglądać?
-
agna83
2011/01/01 10:41:53
Widzę, że w podejściu do filmu nie jestem osamotniona. Dopiero recenzje przełamały barierę i skusiły. Dla mnie rewelacyjny pod względem scenariuszowym, aktorskim (chciałam bić brawo Eisenbergowi i Garfieldowi) i muzycznym.
To z tych filmów, które dają uczucie dobrze spędzonego czasu.
-
aniabuzuk
2011/01/01 16:43:54
Zawsze-kwadrat, witam na blogu. Film na razie nie ma nominacji, wiec tak sobie tylko prorokuje na przyszlosc, ale mysle, ze ja dostanie. Dlaczego? Bo jest na czasie. Bo Facebook byl najczesciej odwiedzana strone w USA w 2010 (zdetronizowal Google). Bo opowiada historie najmlodszego miliardera w historii. Akademikom to pewnie wystarczy.

Milczacy_krytyk i Agna83, tak, ten film to spore zaskoczenie, na plus.
-
2011/01/02 00:20:35
dla mnie rewelacyjne kino, świetnie nakręcone, a przede wszystkim zagrany. Też sądzę, że będzie miał nominację, a nawet, że skończy z kilkoma statuetkami.