O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Never Let Me Go

Reżyseria Mark Romanek. W rolach głównych: Carey Mulligan, Andrew Garfield i Keira Knigthley. W Polsce od 4 marca 2011 r.

Mąż spytał się mnie po jaką cholerę jadę obejrzeć film o ludziach istniejących tylko po to, aby stać się dawcami organów? Dobre pytanie. Sama nie wiem dlaczego zdecydowałam się obejrzeć tą produkcję. Może częściowo dlatego, że w pewien perwersyjny sposób bardzo lubię apokaliptyczne obrazy jak "Children of Men" albo rewelacyjną "Drogę", gdzie ludzie ludziom zgotowali ten los. Coś mnie pociąga w takich filmach i gdy przeczytałam, że fabuła "Never Let Me Go" toczy się wokół trójki młodych ludzi, stworzonych tylko po to, aby oddać swoje organy, wiedziałam, że ten obraz muszę zobaczyć.

Ale jakże inne to kino od filmów traktujących o katastroficznej przyszłości rodzaju ludzkiego. Żadnego s-f, żadnych sterylnych laboratoriów, gdzie hoduje się klony. Film dzieje się nie w przyszłości, a w przeszłości, a zaczyna od 1952 r., gdy, o ile pamiętam, odkryto DNA. Od tego momentu zaczyna się nowa epoka w nauce, a kilkanaście lat później naukowcy znajdują sposób na najcięższe dolegliwości. Rozwiązaniem jest klonowanie ludzi jako dawców organów. Wizja przerażająca. Tymczasem w filmie, takim laboratorium jest klasyczna angielska szkoła dla chłopców i dziewcząt, gdzie w jednakowych mundurkach chodzą na lekcje, uprawiają sporty, sztuki plastyczne, słowem odbierają poprawną edukację. Akcja, osadzona w końcu lat 70. toczy się w sielskiej atmosferze angielskiej prowincji. Psuje ją jedna z nauczycielek, która oznajmia dzieciom do czego zostały stworzone.

"Never Let Me Go" śledzi losy trójki ze szkoły w Hailsham: Kathy (Mulligan), Tommiego (Garfield) i Ruth (Knightley). Kathy zawsze kochała Tommiego, ale ten związał się z Ruth. Ich życie, z pozoru normalne i typowe dla młodych ludzi w ich wieku, dalekie jest jednak od normalności. Żyją ze świadomością, że gdzieś między 20 a 30. rokiem życia zaczną oddawać organy, zwykle między dwoma a czterema, po czym ich życie zostaje zakończone. Tak po prostu. Czy są pogodzeni z losem? I tak i nie. Czekają na to, co ich czeka, ale również mają nadzieję, że uda im się odwlec to, co nieuniknione, jeśli udowodnią, że łączy ich prawdziwa miłość. Po latach spędzonych w szkole drogi trójki rozchodzą sie, aby zbiec się ponownie po wielu latach, gdy bohaterowie zaczynają donacje.

Było chyba założeniem reżysera, aby prowadzić niemal idyliczną narrację przez dobrą połowę filmu i dać widzom obuchem po głowie dopiero, gdy bohaterowie zaczynają oddawać organy i widzi się ich w szpitalu. Szczerze powiem, że prawie zbierało mi się na wymioty, gdy zobaczyłam bohaterkę Keiry Knightley po dwóch donacjach. Do tego niesamowity spokój, z jakim Ruth o tym mówiła sprawił, że  - bez obrazów, bez krwawych widoków - wizja bohaterów krojonych po kawałku była dla mnie niemal nie do zniesienia. Film Romanka był dla mnie emocjonalnie druzgocący, mimo iż nietrudno przewidzieć, jak się zakończy. Jestem pod wielkim wrażeniem naprawdę dobrej, niemal niewidzialnej reżyserii i świetnego aktorstwa głównej trójki. Nie wiem, czy jest to dobra ekranizacja prozy Kazuo Ishiguro, bo nie czytałam, ale jeśli książka była równie oniryczna, metafizyczna i emocjonalnie drenująca, to wyszedł niebanalny, niełatwy w odbiorze i bardzo udany obraz o najważniejszych ludzkich emocjach. Życie - czy to zwykłych ludzi, czy też tych wychodowanych w laboratoriach jest zawsze za krótkie, zawsze brakuje w nim czasu na to, co wydaje się istotne, ale najważniejsze jest, aby przeżyć je tak, jakby nie było jutra.

czwartek, 28 października 2010, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
milczacy_krytyk
2010/10/28 23:35:05
Przepiękny plakat!!
A film obejrzę ze względu na Romanka, uwielbiam jego "Zdjęcie w godzinę" i jestem bardzo ciekawy jak poradził sobie tym razem. Niestety sobie trochę poczekam, w Polsce premiera dopiero w marcu ://
Pozdrawiam
-
aniabuzuk
2010/10/29 00:19:12
Prawda? Udal sie ten poster. Romanka nie znam i nie slyszalam o nim przed tym filmem. "Zdjecie w godzine" gdzies mi sie placze w pamieci. Robin Williams tam chyba gral.
-
2010/11/04 21:54:14
Ale Ci zazdroszczę, że już widziałaś ten film, my czekamy niestety do marca. Plakat super."Zdjęcie w Godzinę" bardzo mi się podobało, a z tego co piszesz i tutaj Romanek potwierdza swój reżyserski talent.