O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Incepcja

Reżyseria Christopher Nolan. W rolach głównych: Leonardo DiCaprio, Joseph Gordon-Levitt, Ellen Page i Marion Cotillard.


Ponieważ wszyscy albo prawie już wszyscy widzieli ten film i zdążyli o nim napisać, więc nie będę się tu specjalnie rozpisywać zanim wyrażę swoją opinię, tylko od razu i bez owijania w bawełnę powiem, że jestem nieco rozczarowana. Może dlatego, że jednym okiem naczytałam się bardzo pozytywnych recenzji i spodziewałam się czegoś naprawdę wyjątkowego, a może dlatego, że od czasu "Mrocznego rycerza" kino Christophera Nolana nie robi na mnie wrażenia jakie "powinno", zgodnie z tym, co głosi większość krytyków, blogerów oraz znajomych, którzy widzieli jego dwa ostatnie filmy.

"Incepcja" to dla mnie trochę taki "Matrix" 2010: grzebanie w umyśle, ułudna granica między światem realnym a tym ze snów i ściągnięty z "Matrixa" termin "architekta" (choć, przyznaję, w innym kontekście). Może mnie ktoś zaraz tu zjedzie, że porównuję te dwa filmy, no ale tak po prostu mi się one razem zestawiają. Widać jednak, że to już inne kino niż 10 lat temu. "Matrix" wprowadzał w fabułę klasycznie: poznajemy bohatera i po kolei dowiadujemy się o co w tym wszystkim chodzi. Tymczasem w  "Incepcji" akcja rusza z kopyta, niewiele wiemy o głównym bohaterze, a wyjaśnienia "o co cho" następują dużo później. Widz musi kombinować, zastanawiać się, czekać aż twórcy wyjaśnią zawiłości fabuły. Nie mówię, że to źle. Odwrotnie - bardzo podoba mi się takie wejście z marszu w fabułę i brak klasycznego rozwinięcia akcji. Niemniej jednak, po pierwszych 45 minutach zaczęłam dyskretnie spoglądać na zegarek, ile do końca i dopiero, gdy ruszyła właściwa akcja z Robertem Fischerem Jr., mogłam wygodnie poprawić się w fotelu i obejrzeć do końca bez zniecierpliwienia.

"Incepcja" to dla mnie przede wszystkim znakomite zdjęcia (spadający do rzeki van po prostu wymiatał), kapitalna wręcz muzyka Hansa Zimmera oraz Leonardo DiCaprio. Komputerowo czy nie komputerowo, to co dzieje się na ekranie robi ogromne wrażenie. Aktorzy są naprawdę świetni - nie tylko DiCaprio, ale również Joseph Gordon-Levitt i Ellen Page. Pomysł filmu jest niebanalny, wykonanie na najwyższym poziomie, film pochwalili krytycy, skosił niezłą kasę,  letni blockbuster jak się patrzy, a Buzukówna z lekka psioczy. Z lekka, bo jak napisałam u góry wiele rzeczy mi się podobało. No ale jak już przyszło co do czego, to czegoś mi zabrakło. Trudno mi nawet powiedzieć czego. Nie chcę, żeby wyszło, że marudzę, bo wszyscy chwalą, więc ktoś musi włożyć kij w mrowisko, ale szczerze mówiąc to wyszłam z kina i odłożyłam ten film na półkę. Zeszło mi chyba ze 3 tygodnie, aby o nim napisać.

"Incepcja" jest filmem bardzo złożonym i choć ze względu na świetne zdjęcia dobrze oglądać ją w kinie, to mam ochotę zobaczyć film drugi raz na dvd, aby spokojnie zastopować akcję i przedyskutować ją z mężem, który filmu nie widział. Chyba zabrakło mi - że użyję trochę szumnego słowa - przesłania, na które liczyłam. Tymczasem dostałam film efektowny, nieźle pomyślany i zagrany, ale bez drugiego dna, które miał np. wspomniany "Matrix". Film Wachowskich widziałam już nie wiem, ile razy i za każdym razem, gdy go oglądam zaskakuje mnie, jakbym wcześniej go nie widziała. "Incepcję" obejrzę drugi raz, gdy pojawi się na dvd i nie sądzę, abym do niej więcej wracała. Czekałam na "Mrocznego rycerza", czekałam na "Incepcję", obejrzałam i z repartuaru Nolana wciąż wolę "Batman Begins" i "Memento".

"Dobre"; szkoda, że nie "Koniecznie".

niedziela, 05 września 2010, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
milczacy_krytyk
2010/09/05 15:51:57
Ja po pierwszym seansie również odczuwałem drobny niedosyt, czegoś mi w tym filmie zabrakło i za bardzo nie wiedziałem czego, bo niby wszystko było na swoim miejscu, do niczego przyczepić się nie mogłem, a jednak nie potrafiłem się nim w pełni zachwycić. Dopiero za drugim seansem nie miałem już żadnych wątpliwości jak świetny jest to film, a moje pierwsze nieoczarowanie tłumaczę sobie tym, że nie byłem gotowy na to co zobaczyłem w kinie i nie potrafiłem docenić pomysłu Nolana, starając się go sprowadzić do mojego poziomu, do oczekiwań jakie sobie wyrobiłem oglądając zwiastuny, słuchając soundtracku. Dopiero wtedy poukładałem sobie tę historię w całość i bardziej dotarło też do mnie o czym ona tak naprawdę opowiada, bo po pierwszym obejrzeniu byłem zbyt oszołomiony tym co zobaczyłem, zbyt zaskoczony, by dokładnie wyłapać sens tej historii.
Pozdrawiam.
-
countersv
2010/09/06 10:03:58
DiCaprio rzeczywiście jest świetny, ale on w tej chwili jest chyba najlepszym aktorem w swoim pokoleniu. Gordon-Levitt dorósł i powoli zaczyna ostro mieszać w aktorskim światku. Kibicuję mu, bo z każdym filmem pokazuje, że ma ogromne możliwości. Za to na Page się zawiodłem. Była na ekranie, ale jej rybie oczy tym razem mnie nie przekonały.
Nie wiem, czemu miałby Cię ktokolwiek zjeżdżać za porównanie do Matrixa. To naturalne porównanie, mi też od razu przyszło do głowy. Zresztą nawet w zapowiedziach te porównania się pojawiały. Idea filmu podobna, dwa światy, tyle że w Matrixie choćby po kolorach było jasne czy to sen, czy jawa. Tutaj do końca nie wiadomo.
Też czekam na Incepcję na DVD/BR, być może kupię. Zamierzam obejrzeć jeszcze raz. I myślę, że na tych dwóch jednak się nie skończy.
-
Gość: michal.broniszewski, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/09/09 13:35:33
dla mnie niesamowity,wręcz magiczny film. A na dvd czekam niecierpliwie i liczę,że będzie sporo dodatków:)
-
aniabuzuk
2010/09/17 19:17:34
Dzieki za komentarze (sorry, ze dopiero teraz Wam odpisuje). Wrzucilam juz do kolejki na dvd. W sumie to jestem ciekawa jak odbiore ten film po powtornym seansie.
-
2010/09/24 17:01:32
W moim przypadku było inaczej: te 2,5h minęły mi jak w oka mgnieniu;) A to dlatego, że historia mnie niesamowicie wciągnęła (od czasu "Zakochanego bez pamięci" lubię tematykę "mieszania" w cudzych umysłach). Co do muzyki oczywiście się zgodzę. Jeżeli chodzi o aktorstwo, to jak zwykle- DiCaprio nie zawiódł. Levitt mnie zaskoczył, bo w takiej roli go nie widziałam, a Ellen Page jak dla mnie zawsze gra tym samym wyrazem twarzy (niezależnie od tego, czy jest nastolatką w ciąży, czy architektem ludzkich snów). Co do przesłania: na upartego można by parę znaleźć; dla mnie ta kwestia nie stanowiła jakiegoś większego problemu. Za to świetnie zrealizowana walka w hotelowym korytarzu i "składanie" miasta jak kartki papieru na długo zapisze mi się w pamięci.
-
Gość: lonelystar, *.hsd1.il.comcast.net
2010/09/28 06:37:05
hah, mnie po obejrzeniu tez sie nasunelo od razu skojarzenie z "eternal sunshine of the spotless mind" a nie z matrix. ani razu nie spojrzalam na zegarek. jedyny minus: moze za malo czasu minelo od "shutter island" a dicaprio ciagle gral tego samego bohatera. a gordon levitt jest po prostu swietny. polecam z nim "500 days of summer"