O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Iron Man 2

Reżyseria Jon Favreau. W rolach głównych: Robert Downey Jr., Gwyneth Paltrow i Mickey Rourke. W kinach.

Iron Man na ustach wszystkich, Iron Man gwarancją pokoju na świecie, Iron Man osobowością roku według tygodnika "Time". Ego Tony'ego Starka osiąga epogeum. Stark pławi się w sławie, zaszczytach i sukcesie swoim oraz swojego drugiego ja. Cóż więc może spotkać bohatera, który ma wszystko? Naturalna kolej rzeczy, czyli upadek.

Kolejny czarny charakter, z którym miałby rozprawić się Iron Man byłby zbytnim uproszczeniem. Taki charakter pojawia się w filmie, ma się rozumieć, ale oprócz oczywistej oczywistości dodano Starkowi problemy ze zdrowiem oraz własnym narcyzmem. Tony Stark przypomina gwiazdora, któremu woda sodowa uderza do głowy. Mamy więc Iron Mana po pijaku demolującego swój dom, Iron Mana, który dostaje łomot od najlepszego przyjaciela i Iron Mana, który zwyczajnie gubi się ze swoim alter ego (lub może raczej Tony'ego Starka, którego zaczyna uwierać żelazna zbroja). Robert Downey Jr. mógł zapewne czerpać garściami ze swojego życiorysu.

Mimo iż film jest bardziej przegadany niż jedynka, "Iron Man 2" nadal ma cool factor, o którym pisałam wcześniej. To wciąż naładowane akcją widowisko, podlane sosem z muzą AC/DC i kapitalnym Downeyem Jr. w roli Starka. Czy mogę się do czegoś przyczepić? Dwie rzeczy: za dużo postaci, które w sumie niewiele wnoszą do filmu oraz za mało wyraziste czarne charaktery. Samuel L. Jackson i Scarlett Johansson są praktycznie zbędni, zwłaszcza Jackson, bo Johansson choć wygląda elektryzująco na ekranie. Mickey Rourke jako Ivan Vanko zdecydowanie nie dostał szansy, aby wykorzystać potencjał swojego charakteru. Sceny w Monako, gdy pojawia się po raz pierwszy z elektrycznymi biczami są lepsze niż finał. Za mało było Ivana Vanko na ekranie. Sama Rockwella, który dziwnie działa mi na zęby, miałam ochotę walnąć pięścią między oczy. Albo nogi. Jego Justin Hammer był wkurzający, a jego "demoniczność" niemal infantylna. Jego bohater wywołuje co najwyżej wzruszenie ramion.

Nie czytałam zbyt wielu recenzji przed seansem, ale opinie były co najwyżej letnie. Ja się przyjemnie rozczarowałam, bo pomimo paru słabszych elementów (jak wyżej oraz nie tak dobre dialogi) "Iron Man 2" to nadal świetne kino rozrywkowe. Jeśli zrobią trójkę, to ja jestem kupiona.

poniedziałek, 10 maja 2010, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hjuston
2010/05/11 03:19:04
jesli beda jeszcze grali za 3 tygodnie kiedy to nasza baby sitterka wraca z wakacji to sie wybierzemy. poki co ostrze zeby na robin hooda.
-
aniabuzuk
2010/05/11 05:28:28
Dopiero zaczeli grac, wiec powinnas sie zalapac. A "Robin Hood" mnie jakos nie kreci, choc lubie i Scotta i Crowe'a i Blanchett.
-
milczacy_krytyk
2010/05/11 19:34:08
Zgadzam się z tym, że sceny w Monako są lepsze niż finał i że Rockwell jako czarny charaktery był bardziej wkurzający niż demoniczny. Ja się jednak na samym filmie już tak dobrze nie bawiłem, choć jeśli porównywać "Iron Man 2" do ostatnich komiksowych kontynuacji, to wypada ona nawet nawet.
Trójkę będą kręcić na pewno ;)
Pozdrawiam.
-
2010/05/18 10:31:31
tak, trójka z pewnościa powstanie. Jedynka była ok, dwójkę dopiero obejrzę. A na Robin Hooda podobnie jak hjuston ostrzę sobie zęby!