O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Up in the Air

"W chmurach". Reżyseria Jason Reitman. W roli głównej George Clooney. W Polsce od 26 lutego.


Męczę się z tą recenzją już od paru tygodni, bo film mi się podobał, na George'u Clooney'u jak zwykle miło zawiesić oko, ale jakoś niesporo mi przenieść wrażenia z ekranu na klawiaturę. Film Reitmana, podobnie jak dwa poprzednie ma szybką, błyskotliwą narrację, dobre dialogi i zręcznie balansuje na krawędzi komedii i dramatu, ale mimo iż "Up in the Air" jest najbardziej dojrzałym filmem Reitmana, to trochę zabrakło w nim świeżości jaką miało "Dziękujemy za palenie", a nawet "Juno". Podobno Jason Reitman chciał, aby "Up in the Air" było jego debiutem. Jak wiadomo, tak się nie stało, a film został odłożony na parę lat, co mu tylko na dobre wyszło, bo po ich upływie wstrzelił się idealnie w amerykański kryzys gospodarczy z masowymi zwolnieniami, najwyższym od rat bezrobociem i ogólną stagnacją.

Bohater najnowszego filmu to Ryan Bingham, którego poznajemy, gdy przygotowuje się do misji: pakuje idealnie poskładane koszule i podkoszulki, z gracją zapina bagaż, z wirtuozerią weterana lotnisk przechodzi przez bramki i zręcznie niby gracz w pokera przesuwa karty kredytowe i pokładowe w punktach check-in. Oto James Bond świata korporacji gotowy do wykonania brudnej roboty, jaką powierzają mu dyrektorzy firm, gdy nie mają przysłowiowych jaj, aby zwolnić pracownika. Dzwonią wtedy po Binghama, który zawodowo zajmuje się zwalnianiem ludzi. Na potrzeby swojej profesji Bingam stworzył kordon oddzielający go od świata: nie angażuje się w związki, nie chce mieć dzieci ani domu. Wystarcza mu hotelowy romans z atrakcyjną Alex, podobnie jak on podróżującą po całym kraju w interesach.

Ryan Bingham mieszka w samolotach i hotelach. Jego własne mieszkanie przypomina trzygwiazdkowy hotel, gdzie znajduje się wszystko, czego potrzebuje road warrior: kuchnia, łazienka, sypialnia, wszystko w bezosobowej aranżacji, dostosowanej do powszechnych gustów. Bingham spędza 3/4 roku poza domem, jeśli tak można nazwać miejsce z pustą lodówką i równie pustą szafą. Jego życiem wypełnia praca. Ona jest mu matką, żoną i kochanką. Dlatego Bingham przeżywa szok, gdy dowiaduje się, że dotychczasowy sposób pracy - latanie po całych Stanach, aby zwalniać pracowników - ulegnie radykalnej zmianie, a on sam zamiast kolekcjonować kolejne tysiące mil na karcie American Airlines, zostanie uziemiony w swoim nudnym mieszkaniu w jeszcze nudniejszym mieście Omaha.

Osoby, które w filmie zwalnia Bingham to ludzie, którzy naprawdę stracili pracę i zostały specjalnie zaangażowane do tego projektu. Widać w nich gorycz, rozczarowanie, dramat, wściekłość, bezradność. George Clooney jako ich nemesis jest profesjonalistą pełną gębą, z chłodną głową i wystudiowanymi do perfekcji formułkami. Dopiero podróż w towarzystwie Natalie, świeżo zatrudnionej absolwentki collegu, rozmowy z Alex i wesele siostry otwierają mu oczy na własne życie.

"Up in the Air" ogląda się dobrze i przyjemnie. Jednak po paru godzinach od seansu, nie mówiąc już o paru dniach, czy tygodniach, nie bardzo jest co pamiętać. Film ma nawiększy ciężar spośród dotychczasowych trzech filmów reżysera, jest też tematycznie najpoważniejszy, ale specjalnie nie zapadł mi w pamieć. Nie wydaje mi się jednak, aby w tym przypadku była to wada. Ot, po prostu "Up in the Air" jest filmem jednego wieczoru i w sumie warto mu ten wieczór poświęcić. Jason Reitman wyrasta zdecydowanie na frontmana młodych reżyserów. Facet ma cholernie dobrą rękę do scenariuszy, bo co film, to niezła historia, pokazana na ekranie równie udanie. Na pewno będę oglądać jego kolejne produkcje.

W odcinku następnym o tym, czy eksżona okazała się lepsza od eksmęża i co z tego może wyniknąć.

niedziela, 07 lutego 2010, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hjuston
2010/02/07 21:31:15
moim zdaniem ten film mial wiecej swiezosci niz juno, ale generalnie zgadzam sie z toba- film jednego wieczoru.
-
2010/02/07 22:27:26
Ogladalam wczoraj, podobal mi sie, ale wszystkiego mozna bylo sie domyslec, czego w filmach nie lubie.
-
2010/02/10 17:38:19
a ja obejrzę dopiero za 2 tyg:( czyli rozumiem, że już "The Hurt Locker" widziałaś? u nas wychodzi na dvd w poniedziałek, zastanawiam się nad zakupem.
-
aniabuzuk
2010/02/11 04:09:45
Nie widzialam, ale ten film jest akurat nastepny w mojej kolejce w Netflixie, wiec na dniach obejrze.
-
froasia
2010/02/15 20:49:35
No ja czekam z niecierpliwością ... może jakieś przedpremierowe pokazy będą, to z chęcią się wybiorę. A w temacie eksżony i eksmęża - dla mnie bomba. Pierwsza śmieszna komedia od dawna... Jeśli o tym samym filmie mówimy ;)
-
aniaposz
2010/02/21 16:09:28
W sumie przez cały film miałam wrażenie, że Reitman prześlizguje się po banałach.

UWAGA! SPOILERY!!!

Zimny profesjonalista, stroniący od związków z ludźmi, młoda-ambitna, której relacja z bohaterem sprawi, że zmienią się oboje, romans, który ostatecznie okaże się punktem zwrotnym i tak dalej. Właściwie przez większą część filmu miałam wrażenie, że już to kiedyś gdzieś widziałam (a już ostatnie niedokończone seminarium jako żywo przypomniało mi "Intolerable cruelty"). Dopiero ostatnie spotkanie z Alex sprawiło, że moja ocena podskoczyła w górę o jeden punkcik do 7/10. :)
-
aniabuzuk
2010/02/22 17:57:59
Froasia, no nie o tym samym, ale "It's Complicated" z checia bym obejrzala.

Aniaposz, w trakcie filmu tez nie spodziewalam sie, ze wyjdzie taka sytuacja z Alex, ale jak juz pukal do jej dzrwi, to powiedzialam na ucho mezowi, ze na mur wiem, co zobaczy po ich otwarciu.