O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
The Hurt Locker

The Hurt Locker. Reżyseria Kathryn Bigelow. W roli głównej: Jeremy Renner. W Polsce na dvd.


W pogoni za adrenaliną ludzie robią różne rzeczy: skaczą na bungee, spływają w pontonach po górskich rzekach, grają w paintball, wspinają się na Mount Everest albo pływają z rekinami. Niektórzy wolą szukać wrażeń na wojennym froncie. Jednym z nich jest sierżant William James, oddelegowany do jednostki saperskiej w Iraku, od pierwszych minut na ekranie typowy badass, amerykański kowboj i człowiek nie mający nic do stracenia. Naraża siebie, naraża swoich ludzi. Jego brawura i arogancja podparta jest jednak doświadczeniem starego wygi wojennego, który z niejednej menażki jadł zupę. Wojna, jak ją pokazuje Bigelow, to narkotyk. Sierżant James trzyma pod łóżkiem pozostałości bomb, które rozbroił. Bomb, które mogły go zabić. Nie umie albo nie chce się ich pozbyć. Trzyma je, bo jest uzależniony od ich rozbrajania i adrenaliny, jaka temu towarzyszy, bo jest to coś, co kocha perwersyjnie, na przekór zdrowemu rozsądkowi.

Film Bigelow to majstersztyk gatunku z kapitalnymi zdjęciami utrzymanymi w pustynnej kolorystyce, świetnym aktorstwem (Jeremy Renner to odkrycie sezonu) i niebanalnym scenariuszem, w którym niby toczy się akcja, ale tak naprawdę nie zmierza ona do zdefiniowanego celu. Wielkie słowa uznania dla reżyserki, która świetnie pokazała prace oddziału saperskiego niewiedzącego, gdzie i kiedy przyjdzie rozbrajać bomby. Kiedy sierżant James otwiera bagażnik samochodu wypełniony po brzegi bombami, które jak mówi mógłyby wysłać ich wszystkich do samego Pana Boga, widać napięcie, stres, pot spływający po czołach, kołatanie serca. Praktycznie każda scena, w której James rozbraja ładunki wybuchowe eksploduje z ekranu. Reżyserka od pierwszych minut filmu wciąga widza na front wojny w Iraku. W przeciwieństwie do wielu filmów z gatunku kina wojennego, w filmie Bigelow nie ma tak naprawdę wroga, typowego czarnego charakteru, z którym walczą bohaterowie. Scena na pustyni, gdy żołnierze dostają się pod ostrzał snajperski oddaje, moim zdaniem, to, czym jest wojna w dzisiejszych czasach - walką z niemal niewidzialnym wrogiem. To już dawno nie czasy, kiedy żołnierze walczyli na bagnety i rozpruwali się na polu bitwy. Można by rzec cynicznie, że wojna, podobnie jak dziesiątki innych zajęć, padła również ofiarą outsourcingu, gdzie wróg jest w zasadzie tylko wrogiem z nazwy i nie ma już twarzy człowieka.

Jedynym zarzutem, jak miałabym do filmu jest zakończenie, zbyt oczywiste. Można było ten film zamknąć sceną w supermarkecie zamiast pokazać oczywistą oczywistość. Troszkę mnie rozczarowało, że Bigelow musiała postawić aż tak mocną kropkę nad "i" i nie skończyła filmu wcześniej. No ale niech tam. Jak na razie, to najlepszy film, jaki widziałam w tym sezonie filmowym. Gdyby to ode mnie zależało, dałabym Oskara Rennerowi (a piszę to po zobaczeniu faworyzowanego Jeffa Bridgesa w "Crazy Heart") za kapitalną kreację. Nie muszę więc chyba też pisać dokładnie komu będę kibicować w pojedynku oskarowym na najlepszy film i reżyserię.

poniedziałek, 22 lutego 2010, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lonegunman
2010/02/22 21:14:37
Scena w supermarkecie genialna. Ale koncowka tez mi sie podobala. Szczegolnie ten usmiech na twarzy Jamesa.
-
aniaposz
2010/02/23 20:51:55
Uwielbiam takie kino. :) Mocne, bezkompromisowe. Szczęka opadła mi do samej ziemi, bo generalnie nie przepadam za kinem wojennym, a w ten obraz wsiąkłam bez reszty (czas mijał błyskawicznie, mimo że pozornie nic się nie działo). Sposób filmowania, te przestoje, brzęcząca w uszach cisza oczekiwania - to wszystko przypomniało mi trochę obrazy Leone. Renner rewelacyjny; ja go pamiętam jeszcze ze świetnego 'małego' filmu "12 lat i koniec". Cieszę się jak wariatka z triumfu "The Hurt Locker" nad "Avatarem", jeśli chodzi o nagrody BAFTA. :D Oscara film Bigelow by u mnie raczej nie dostał, ale tylko dlatego, że kibicuję mocno "Bękartom wojny".
-
2010/02/24 22:06:50
wspaniały film. Ja też będę mocno kibicował Rennerowi, choć Bridgesa jeszcze nie widziałem w "Crazy Heart".
-
aniabuzuk
2010/02/25 19:17:50
Ania. widzialam wczoraj "Bekarty", ktore podobaly mi sie chyba bardziej niz "Pulp Fiction". Mysle, ze Oskar za scenariusz moze byc.
-
2010/02/25 19:19:59
nie wiedzialam, ze wznowilas dzialalnosc, dobrze, ze zajrzalam. Hurt Locker to moj film roku razem z A Single Man. Up in the Air to wielkie rozczarowanie i lekka przesada z nominacja GC. W Bridges podkochuje sie od czasow Against All Odds, ale zaczekam na dvd, bo ciezko trawie country music :)
-
aniaposz
2010/02/25 22:51:16
Fajnie, że Ci się "Bękarty" podobały. :) IMO powinien być Oscar za najlepszy film, ale jestem realistką i nie sądzę. :/ Za scenariusz rzeczywiście bardziej prawdopodobne.
-
2010/03/22 18:40:33
Ze spoznieniem jak zwykle ale w koncu obejrzelismy ten film. Niesamowicie trzymal w napieciu. Zgadzam sie z toba - piekne zdjecia. Scena oczekiwania na pustyni - rewelacyjna. Nawet Ralph Fiennes zagral przez 5 minut:)