O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Avatar

Reżyseria James Cameron. W rolach głównych: Sam Worthington i Sigourney Weaver.


Tak, tak, wszyscy już widzieli, a po wszelakich blogach i gazetach całego świata zdążyły się przetoczyć dyskusje za i przeciw, sam film zatopił finansowo "Titanica" i stał się najbardziej dochodowym obrazem w historii kina, a ja jeszcze przedwczoraj pisałam u Krzysztofa, że się nie wybieram, po czym wczoraj, korzystając z wolnych trzech godzin, zapakowałam się w Baśkę no i pojechałam obejrzeć.

Nie będzie to wielce merytoryczna recenzja, a raczej parę luźnych uwag. Potwierdziło się to, co w sumie wyczytałam w recenzjach: fabuła leży i kwiczy, a najlepszym elementem filmu jest fauna i flora na Pandorze. Scenariusz jest na poziomie dla dziesięciolatków i gdyby nie parę morderstw na ekranie, "Avatar" spokojnie mógłby iść w wersji b/o, bo naiwne przesłanie, że jak przychodzi co do czego, to mother nature strikes back, chyba tylko dzieci w tym wieku by świadomie kupiły. Oczywiście, traktując "Avatar" jako kino rozrywkowe i odmóżdżacz na weekend (bo dla mnie nie jest niczym innym) da się przeżyć tę słabość fabuły i skupić się li tylko na tym, co oglądamy, a nie przeżywamy duchowo. Wizualnie jest lepiej niż fabularnie, ale powiem szczerze - i nie piszę tego, żeby być złośliwa - cały ten trójwymiar mnie jakoś nie powalił ani nie zachwycił. Może jestem mało wrażliwa albo brak mi wyobraźni przestrzennej, ale ja nie widzę o co to wielkie halo z tym 3D? No widzę, że przestrzennie, że trójwymiarowo, ale nie bardzo mnie to w fotel wcisnęło. W fotel to mnie wcisnął zwiastun burtonowskiej "Alicji w krainie czarów" w 3D i tego filmu nie mogę się już doczekać.

Największe wrażenie zrobiła na mnie fauna i flora Pandory. Tu rzeczywiście twórcom należą się brawa za kreatywność, bo las Pandory był bajecznie kolorowy, zaskakujący i zapierający dech w niektórych momentach. Nieźle też poszło Cameronowi z bronią generacji XXII wieku - samoloty, roboty, helikoptery były przyjemnie futurystyczne. I gdyby Cameron wziął te wszystkie zabawki i zamiast naiwnej bajki zrobił na ekranie rozpierduchę, taką jak w "Terminatorach", to ja bym chyba kupiła ten film szybciej. Choć nie lubię przemocy na ekranie, jak Boga kocham, wolałabym, żeby "Avatar" był filmem akcji, gdzie Sky People rozpierdzielaliby w drebiezgi Na'vi, krew się lała, a akcja napakowana by była wybuchami, pościgami i suspensem z "Terminatorów". No ale nie, musiało być słodko, z zespołowymi śpiewami, magią, mocą sprawczą przyrody i obowiązkowym romansidłem w tle. Leona Lewis, śpiewająca na koniec filmu, brzmiała złudząco podobnie do titanicowej Celiny. Ckliwie do potęgi.

Dla  mnie "Avatar" nie był żadnym przełomem w kinie. Być może utorował drogę do produkcji większej ilości filmów w 3D. Być może to jest przyszłość kina. Mam nadzieję, że za wizualną zabawą pójdą też lepsze scenariusze i lepsze aktorstwo, bo żaden z aktorów z "Avatara" specjalnie się chyba nie spracował na planie. Aha, i jeśli "Avatar" zgarnie Oskara za najlepszy film roku, to będzie to chyba ostatni rok, gdy oglądam rozdanie tych nagród na żywo. Niestety, obawiam się, że Cameron może dostać nagrodę za reżyserię, która chyba bardziej należałaby się tej gwardii specjalistów, która wygenerowała cudeńka na Pandorze.

No to "Avatar" odbębniony z filmowo-blogerskiego obowiązku. W odcinku następnym Jason Reitman i George Clooney w chmurach.

czwartek, 28 stycznia 2010, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/01/28 23:14:01
Hej
Widzę Ania-Reaktywacja. To fajnie.
A jak "Avatar"? Doskonała rozrywka. Takich filmów jest wbrew pozorom bardzo dużo. Bardzo fajnie ogląda się w kinie, później pół godziny o nim rozmawia się ze znajomymi i tyle. Wizualnie rzeczywiście robi wrażenie. Ale to trzeba mieć 12 lat, żeby z kina wyjść strzaskanym. Film powinien dostać Oskary za wszystkie efekty specjalne, udźwiękowienia i takie tam. Czyli za technikalia. Jedynie co naprawdę zapamiętam, to fajną rolę pani Ripley z Alienów czyli Sigourney Weaver. I to tyle.
Pozdrowienia, cukierki i ciasteczka :)
I.
-
hjuston
2010/01/28 23:20:57
mnie tez najbardziej podobaly sie te latajace meduzy i latajace gory. ja sie dobrze bawilam. alicja w krainie czarow jakos mnie nie kreci zupelnie.
-
aniabuzuk
2010/01/28 23:35:34
Irek, tak nagrody za technikalia beda uzasadnione, za cala reszte juz raczej nie. Dlatego bardzo zdenerwowali mnie zagraniczni dziennikarze, ktorzy dwa najwazniejsze Zlote Glony dali wlasnie "Avatarowi". Co do reaktywacji, to mam nadzieje, ze nie bedzie tylko chwilowa.
Hjuston, jak widac podobaja sie nam rozne wymiary trzeciego wymiaru ;)
-
Gość: atiwoj, *.ssp.dialog.net.pl
2010/01/28 23:35:37
cieszę się, że znów piszesz.
Avatar? zbytnia przewaga formy nad treścią. dla mnie film to głównie fabuła, wszystkie te super fajne techniczne sprawy to rzecz drugorzędna. tymczasem co? zbyt słodko, a jak już się tak czepiamy tej fabuły, koniec mi się zupełnie nie podobał.
liczyłam, że wciśnie w fotel, a jak już napisałaś - nie wcisnął. i cóż począć...
-
sporothrix
2010/01/29 00:54:06
:-) No nie mówiłam, że "Alicja" najlepsza z tego wszystkiego?
Widzę, że odczucia (może nie wszystkie) mamy dość podobne.
-
Gość: ania k, *.cisco.com
2010/01/29 03:46:05
nie no, fabula slaba i strasznie kiczowata, ale wizualnie mi sie podobal. innowacyjnie moim zdaniem. co do oskarow to chyba w tym roku oleje, bo jedyny film jaki mi sie podobal to inglorious basterds a reszta jakos mnie w ogole nie zainteresowala albo mniei nie ruszyla kompletnie.
-
countersv
2010/01/29 08:12:55
Dla mnie jest to film przełomowy. Nigdy wcześniej i pewnie jeszcze długo później nie było takiego 3D. Efekty również powalają rozmachem, choć tu akurat przełomu nie ma.
Avatar nie powinien dostać Oskara za najlepszy film, bo rzeczywiście aktorstwo tam słabuje. Cameron też nie powinien dostać za reżyserię, ale oczywiście wszystkie techniczne Oskary (za efekty, montaż, może zdjęcia) powinny być jego. Co nie zmienia faktu, że to i tak jest najlepszy film. I można dyskutować w nieskończoność, ale prawda jest taka, że ludzie zagłosowali biletami i po 13 latach, podczas których nikt nawet nie zbliżył się do granicy zarobków Titanica, powrócił Cameron i jego drugi film fabularny z rzędu zdetronizował jego poprzedni film.
W zasadzie pozostało obstawiać, czy jego następny projekt (oby to był Battle Angel) zdetronizuje Avatara, czy wpasuje się pomiędzy dwa filmy.
I podobnie, jak można dyskutować o tym, czy Titanic rzeczywiście był (jest) taki znakomity, że tyle lat nikt mu nie zagroził, to fakt jest taki, że Cameron ma teraz dwa filmy na szczycie listy wszech czasów. A między nim, a następnymi różnica jest przeogromna.
-
aniaposz
2010/01/29 12:20:15
Interesujące są dyskusje poseansowe między 'wyznawcami' Avatara a widzami, że tak powiem, zdystansowanymi. Otóż zazwyczaj, jeśli przyznasz, że "Avatar" może i ładny wizualnie, ale fabularnie cienki jest jak tyłek węża, natychmiast zostajesz zaliczona do grupy miłośników Bergmana, tudzież Felliniego i oceniona jako osoba, która zatraciła umiejętność cieszenia się kinem i traktowania go jako czystej rozrywki. "Avatar" okazuje się filmem, który chyba jak żaden wcześniej sprzyja polaryzacji postaw względem odbioru kina. I niewiele pomaga tłumaczenie, że, owszem, rozrywkę bardzo lubimy, ale rozrywka rozrywce nierówna oraz że dobra rozrywka to także (przede wszystkim?) charyzmatyczne postacie, fabuła niebędąca klonem i konglomeratem wielu poprzednich oraz trochę mniej hollywoodzka narracja. Jakże tu w ogóle cieszyć się kinem, kiedy ziewa się z nudów, bo historia biegnie równiutko według najbardziej przewidywalnych schematów, ze wszystkimi obowiązkowymi 'kamieniami milowymi' po drodze? A samo 3D? Traktuję jako bonus, a nie cel sam w sobie. Już niedługo będzie to zapewne standard i nikt nie będzie chodził do kina dla 3D, tak jak nikt nie chodził do kina "na dźwięk" ani "na kolor", gdy te efekty zagościły na stałe w kinematografii.
-
countersv
2010/01/29 13:18:46
Nie zgadzam się, bo ciągle powstają filmy, które fabularnie nie mają nic do zaoferowania, a ludzie chodzą tylko ze względu na efekty. Może nie jest to "dźwięk" i "kolor", ale dlaczego 2012 czy Transformers mają takie widownie? Przecież nie ze względu na głębię psychiki bohaterów, czy zaskakującą fabułę. Ludzie idą na gigantyczną komputerową rozpierduchę.
A 3D jest już obecne w kinie, ale dopiero Cameron pokazał film od początku do końca kręcony z myślą o 3D, gdzie efekt trójwymiarowości to nie lecące na widza śmigło raz na półgodziny, tylko coś, co po prostu jest. Głębia, która jest obecna cały czas. I podejrzewam, że najwcześniej za 2-3 lata zobaczymy coś zbliżonego, bo dopiero teraz wszyscy pozostali zobaczyli jak to może wyglądać i na czym to tak naprawdę polega. Więc dopiero teraz zaczną kręcić filmy w tej technologii. Gdy tymczasem Cameron za 3 lata znowu będzie mógł ich wyprzedzić.
Poza tym, aniaposz, piszesz, że 3D nie jest celem samym w sobie. Przychody Avatara świadczą coś innego. Bo przecież ludzie nie poszli na skomplikowaną fabułę, czy (znowu) głębię psychiki bohaterów, tylko dla efektów komputerowych i 3D właśnie.
I ilość zarobionej kasy przez ten (i inne, np. wymienione wcześniej Transformers czy filmy Emmericha) film zdecydowanie przeczy twojej hipotezie z nawiasu, że dobra rozrywka to przede wszystkim charyzmatyczne postacie, oryginalna fabuła, czy co tam jeszcze. Dobra rozrywka to przede wszystkim wielka komputerowa rozpierducha. Nie dla wszystkich pewnie, ale alles zusammen do kupy jak widać tak.
Natomiast to nie stoi w sprzeczności z tym, że ktoś, kto lubi takie filmy, może także lubić kino ambitniejsze.
-
aniaposz
2010/01/29 13:45:12
Ja wcale nie przeczę, że masy walą drzwiami i oknami na filmy tylko dla efektów. Pewnie, że mnóstwo jest takich osób, tak jak mnóstwo osób ogląda telenowele. W poprzednim komentarzu pisałam o sobie i podobnych mi odbiorcach. Oraz o reakcji tych, którzy, dowiedziawszy się, że się na "Avatarze" wynudziłam, automatycznie stawiają mnie w rzędzie osób, które zamordowały swe wewnętrzne dziecko. ;) Jak pisałam - rozrywka rozrywce nierówna. I fakt, że zarzucam "Avatarowi" schematyzm i kiczowatość, nie oznacza, że oczekiwałabym Bergmanowskich przemyśleń. Z jednej strony mamy np. rozrywkę w postaci pierwszego "Terminatora", z drugiej - hollywoodzką, pardon, kupę w postaci T4. Tu rozrywka i tu rozrywka, ale jakże inna jakościowo! Uwielbiam Batmany Burtona (rozrywka), ale Batmany Schumachera to już zjazd o kilka poziomów (chociaż też rozrywka). A czy ilość zarobionej kasy przeczy tezie, że dobra rozrywka to charyzmatyczne postacie, dobry plot itd.? Niekoniecznie. Wszyscy chcą teraz "Avatara" zobaczyć, bo to novum, wielka akcja promocyjna etc. Czas pokaże, czy same efekty wystarczą, by ten film wszedł do kanonu. Jak np. Gwiezdne wojny czy Terminator, które to filmy też były kiedyś technologicznym przełomem, ale nadal się bronią właśnie dlatego, że oferują coś ponad, chociaż nadal mieści się to oczywiście w kategorii 'rozrywka'.

A co do samej technologii 3D, to - tak jak aniabuzuk - myślę, że o wiele lepiej będę się bawić na "Alicji w Krainie Czarów".
-
countersv
2010/01/30 07:07:53
On już wszedł do kanonu. Choćby z racji tego ile zarobił. Tak jak T2 był przełomowy, jeśli chodzi o efekty 3D, tak teraz Avatar jest przełomowy ze względu na 3D.
A przywołane przez ciebie Gwiezdne Wojny, że tak zapytam, co oferowały poza efektami, bo przecież nie przednią grę aktorską, czy super skomplikowaną fabułę?
-
aniaposz
2010/01/30 09:04:57
Gwoli wyjaśnienia - pisałam o T1, a nie o T2.

Co wspólnego ma ilość zarobionych pieniędzy z wejściem do kanonu? "Łowca androidów" zaliczył finansową klapę, a teraz jest w ścisłym kanonie kina SF. Avatar zarobił ile zarobił, bo jest bodaj pierwszym nieanimowanym filmem fabularnym, który można oglądać w 3D. Z ciekawości idą do kina nawet osoby, które od takich widowisk raczej stronią i gdyby były w 2D, nie fatygowałyby się wcale. A czy film się obroni za kilka/kilkanaście lat, kiedy technologia 3D będzie standardem, to się dopiero okaże. Czy też może będzie się o nim mówiło jedynie jako o filmie, który zapoczątkował erę 3D.

Oczywiście, że GW nie miały 'super skomplikowanej fabuły'. W ogóle jedną z cech kina rozrywkowego jest brak super skomplikowanych fabuł, bo wtedy nie byłoby to już kino rozrywkowe. Cały czas o tym piszę. Pierwsza trylogia GW w przeciwieństwie np. do prequeli miała w sobie natomiast sporo świeżości, charakterystycznych bohaterów, sowizdrzalski humor oraz historię, której ramy wprawdzie nie wykraczały poza kwestię odwiecznej walki dobra ze złem, ale już poszczególne rozwiązania fabularne zaciekawiały i nie widać było w tle scenariuszowej życzeniowości. Późniejsza trylogia to niestety marny klon oryginału, przebijająca zewsząd hollywoodzkość i wymuszony humor.
-
froasia
2010/01/30 11:56:20
Dzięki za to zdanie. Już miałam wrażenie, że sama jestem po tej stronie, która Avatarovi mówi "nie wiem". Bo - i tu akurat w przeciwieństwie do Ciebie - doceniam przełom w kinematografii i 3D zrobiło na mnie wrażenie, to żałuję bardzo, że stało się to przy tak infantylnej fabule jednocześnie. Też się zbieram do opisania u siebie.
-
2010/01/31 13:03:34
na mnie Avatar zrobił ogromne wrażenie, choć tak jak pisałem u siebie, te zapowiedzi o wielkim przełomie tylko mu zaszkodziły. Nie jest to jednak dla mnie film roku 2009, ani też Cameron nie powinien moim zdaniem dostawać za reżyserię najważniejszych nagród.
-
quentinho
2010/02/02 17:38:04
"Avatar" to dla mnie porażka. Zwykła bajeczka nie oferująca nic oprócz łądnych efektów. I też za takie zdanie zostałem zjechany niejednokrotnie. Ale robią to dzieci neo, więc mam to gdzieś :P Nominacja Oscarowa dla filmu Camerona w najważniejszej kategorii to żenada, jakich mało...
-
2010/02/02 21:38:58
do quentinho - porazka i zenada to mozna nazwac kazde "produkcje" kina polskiego:)

Avatar wg. mnie dlatego ma taka oszalamiajaca widownie, ze dociera do czlowieka w roznych wymiarach. Dla mnie slaba i prosta fabula jest do przyjecia pod warunkiem ze film jest swietnie i profesjonalnie zrobiony. Poza tym oczekuje, ze idac do kina na rozrywkowy film nie bede epatowana filozoficznymi rozwazaniami. Wartosc filmu mozna rozpatrywac na roznych plaszczyznach. Dla mnie np byl doskonala zabawa, obudzajacym moje "inner child" - bawilam sie swietnie, wszystko mi sie podobalo, lacznie z tym ze chcialabym miec takiego smoka i pedzelek... Spedzilam cudowne 3 godziny i musze powiedziec, ze nie pamietam, kiedy inny film zrobil na mnie podobne wrazenie. Zreszta nietylko ja - jak widac po swiatowych rankingach.
-
resvaria.net
2010/02/03 05:33:07
Dobre:)
Dla ciekawosci zapodaje sondaz na temat tego jaki film powinien dostac w tym roku Oscara za najlepszy film z The Globe and Mail (najbardziej powazny dziennik w Kanadzie). Avatar poki co wygrywa....
www.theglobeandmail.com/news/globe-online-poll/article1453609/

Nie chce brzmiec jak nadety typek, ale cos mi sie wydaje, ze sci-fi i fantasy maja wsrod Polakow zwykle tyle samo wielbicieli co zacieklych przeciwinikow. Kiedy Peter Jackson dostawal Oscary z LOTR tez wiele osob narzekalo, ze bajce daja "za efekty". Tak samo wiele osob (w Polsce) nie traktuje Tolkiena jak powazna literature, nie mowiac o ksiazkach Ursuli LeGuin albo Orsona S. Carda.

Czy Avatar bedzie klasykiem? Raczej tak, bo jest przelomowy i do niczego innego niepodobny. Kino to nie tylko powazne obrazy w stylu Wajdy ale przede wszystkim dobra zabawa. A te Avatar zapewnia, inaczej ludzie by nie walili do kina drzwiami i oknami po kilka razy.

Jasne, ze scenariusz malo ambitny, ale kurcze blade, polowa filmow ma malo ambitne scenariusze. Wiekszosc komedii romantycznych tez jest w tej kategori. Mimo to jakos ludzie nie narzekaja. Za to kiedy pojawia sie sci-fi/fantasy to zaraz zaczyna sie narzekanie. Moim skromnym zdaniem trzeba Avatara porownac do innych filmow tego samego gatunku. Tylko wtedy ma to sens. Tarantino tez trudno porownac do Almodovara. A w tym samym gatunku, czyli sci-fi od wielu lat nie bylo niczego na miare Avatara. Ktos wspomnial Blade Runnera, ale to bylo dekady temu. Ostatnie Gwiezdne Wojny byly cienkie jak flaki z olejem, scenariusz w porownaniu z Avatarem zupelnie bez sensu. Wczesniej? Planeta malp, dosyc kiepska. No i Matrix, doskonaly ale kameralny i tez dosyc dawno temu. Minority report? Niezly, ale przewidywalny, z nadetym Tomem Cruisem i z makabrycznie ckliwym zakonczeniem (blizniaczki grzeja sie przy kominku).

A Alicja mam nadzieje, ze bedzie dobra. Pozyjemy zobaczymy, trailer mi sie podobal.
-
resvaria.net
2010/02/03 05:57:29
Zapomnialem o Star Treku. Ogladalismy kilka dni temu i uwazam, ze jest rewelacyjny. Chyba musze zrobic liste "naj" sci fi i naj fantasy
-
aniaposz
2010/02/03 08:51:15
Ja tam bardzo lubię sf. Bardzo lubię kinową rozrywkę. Nie oczekuję od filmów rozrywkowych filozoficznych przemyśleń. Ale wszystko to już pisałam. :) I chyba nie ma sensu się powtarzać, bo i tak nowe komentarze, które się pojawiają uderzają w tę samą strunę. Mniejsza...

Natomiast co do dobrego obrazu w gatunku SF. Pojawił się taki, i owszem, nawet w tym roku. "Dystrykt 9". IMO rewelacja. Zresztą jest nominowany do Oscara. Na moje oko to właśnie "Dystrykt" wejdzie do kanonu. :) No ale o tym przekonamy się za parę lat dopiero. :)
-
hjuston
2010/02/03 14:28:39
ania2000 dobrze gada o tym, ze film otworzyl w niej inner child.
a propos oskarow, aniabuzuk- widzialas juz The Hurt Locker?
-
resvaria.net
2010/02/03 16:26:43
Wiem wiem, Distrtict 9 jest podobno bardzo dobry, ale nie zdazylismy dojsc do kina, wiec nie zobaczylismy i sie nie wypowiadam. Ale z trailera wyglada, ze rzeczywiscie bedzie dobry. Tyle, ze District 9 to sci-fi wysokich lotow, wiec tez trudno porownac. To jakby Annie Hall porownywac do Bridget Jones.
Piszac o sci-fi mam na mysli raczej filmy, ktorych akcja sie dzieje poza nasza planeta. Dlatego pominalem Children of Men (tez jeszcze nie widzialem niestety, ale czytalem sporo recenzji).
A oryginalne Star Wars calymi wiadrami czerpia z Tolkiena... :)
Polecam Star Trek. Zabawny, ciekawy (nigdy nie ogladalem serialu, wiec dla mnie nowosc) i jakby lustrzane odbicie Star Wars.

-
aniabuzuk
2010/02/03 16:57:57
Ale sie rozpisaliscie - dziekuje za wszystkie komentarze. "Dystrykt 9" mam w Netflixie w samym czubie, podobnie jak "The Hurt Locker" (na drugim miejscu), wiec z tego ostatniego na pewno bedzie recenzja. Jestem bardzo ciekawa tego filmu.
-
2010/02/04 14:39:31
Coś mi się jednak zdaje, że Avatar może tego nieszczęsnego Oscara dostać. Choćby dlatego, że aż tylu ludzi do kina przyciągnął. Natomiast za reżyserie trafi raczej do pani od Hurt Locker. Moje przewidywania pokrywają się w tym wypadku z tym panem:
www.youtube.com/watch?v=XAL-E1O6y3Q
-
quentinho
2010/02/04 19:24:33
ania_2000

Nie wiem, kiedy oglądałaś jakiś polski film, ale chyba nie w 2009. Widziałaś "Dom Zły"? Chyba nie, bo byś nie gadała o żenadzie kina polskiego. Ten film zgniata większość thrillerów amerykańskich jakie widzieliśmy w roku ubiegłym. Podobnie wymiata "Wojna Polsko-Ruska". Nie jest to film dla każdego, ale fanom pieprzniętego kina a'la Tarantino gorąco polecam. A wiesz, jaka jest przewaga tych filmów nad "Avatarem"? Je można nazwać filmem. Oba mają fabułę i aktorstwo. Gniotek Camerona ani jednego, ani drugiego nie ma. Dlatego żenadą jest to, że efekciarska bajeczka jest nominowana do Oscara. To największy błąd Akademii w historii.

Porównujecie "Avatara" do "Star Wars" i "Blade Runnera"? Buahaha. To tak jakby porównywać filmy Uwe Bolla do dzieł Hitchcocka. "Star Wars" i "Blade Runner" to filmy, które zmieniły historię. "Avatar" zmienił co najwyżej "Titanica" na pierwszym miejscu. Porównywanie klasyków s-f do współczesnego gniotka zakrawa o megakpinę.
-
aniaposz
2010/02/04 23:05:00
No ja porównuję tylko w celu skontrastowania. :)
-
2010/03/09 20:28:58
Mnie również Avatar nie zachwycił - "kwiatki" były ładne ale reszta... Za to scena w supermarkecie w HL - majstersztyk.

Niepokoi mnie jednak coś innego, to, że wielu - szczególnie baaardzo młodych ludzi - traktuje go niemal jak prawdę objawioną, a jakąkolwiek krytykę traktuje jak zamach na świętość niemal. Niefajne to jest.
-
2010/03/09 20:32:15
chodziło mi oczywiście o Avatara
-
szarada_tesla
2010/05/01 12:27:27
A oglądałaś już może Alicję? Bo trailer faktycznie rozbudził wielkie nadzieje, ale niestety widmo producenta (Disney) odcisnęło paskudne moralnie poprawne piętno na tym filmie. A mogło być tak pięknie.

Poza tym - świetne blogi, trafiłam zupełnym przypadkiem szukając zdjęć Nowego Orleanu. Pozdrawiam!