O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
The Wrestler

Reżyseria Darren Aronofsky. W roli głównej Mickey Rourke. W Polsce od 20 marca jako "Zapaśnik".

Chyba będę w zdecydowanej mniejszości nie zgadzającej się, że rola Mickey'a Rourka w "Zapaśniku" jest najlepszą kreacją sezonu. Old broken down piece of meat, grany prze Rourka, którego prywatne życie i kariera chyba niewiele w pewnym momencie różniło się od filmowego Randy "The Rama" Robinsona, to naprawdę porządna rola zapomnianego aktora i obiektywnie zasługuje na duże uznanie. Mimo to jakoś nie mogłam się dopatrzeć aż tak dużej sztuki aktorskiej w kreacji Rourke'a, jego napakowanym, choć zmęczonym ciele Robinsona i spuchniętej i przegranej twarzy (swoją drogą, Rourke nieźle przypakował na siłowni do tego filmu). Nie odbieram Rourkowi, że zagrał świetnie; osobiście jednak cenię bardziej Seana Penna jako Milka, który pokazał po prostu kunszt aktorski tak gładki, że po raz pierwszy od dłuższego czasu (no dobra, od czasu Ledgera jako Jokera) zostawił mnie w zachwycie. Być może na moją nieco sceptyczną oceną Rourka składa się również fakt, że film trochę mnie rozczarował i zostawił z poczuciem, że można było tę historię zakończyć inaczej, a nie tak przewidywalnie, bo nie wiem, jak inni, ale zakończenia domyśliłam się od momentu, gdy Ram doznał zawału serca.

Nie znam (choć czuję, że powinnam) poprzednich filmów Aronofskiego, toteż nie wiem, czy ten mieści się w gatunku, który wcześniej wypracował reżyser i czy układa się z poprzednimi obrazami jak kolejny puzel do kolekcji. Niewątpliwie obraz podrzędnych zawodów wrestlingu, starzejących się zawodników i samotności, to jeden z bardziej depresyjnych i poruszających obrazów profesjonalnego środowiska w historii kina. Każdy sport, nawet tak głupi jak wresting (sorry, fani), wygląda z reguły pięknie na zewnątrz, gdy bohaterowie są młodzi i i sławni. Gdy przemija jedno i drugie, wszystko co zostaje, to zapyziała szatnia podrzędnego lokalu, krew i marne pieniądze ledwie wystarczające na opłatę przyczepy mieszkalnej, pryska czar i zostaje skrzecząca rzeczywistość. Tak skrzecząca, że oglądając zastanawiałam się, co w ciągu 20 lat wspaniałej kariery Randy'ego poszło nie tak, że skończył jako łachmyta bez środków do życia, z nastoletnią córka, która nie chce go znać. Jedyną osobą, która zdaje się mieć dla niego sympatię, jest striptizerka, sama już nie w kwiecie wieku dla tego zawodu, wypadająca poza nawias swojej profesji, podobnie jak Randy.

Wybór, którego ostatecznie dokonuje Randy, gdy wali się mu na głowę zupełnie wszystko wydał mi się ciut pójściem na łatwiznę. Po 20 latach kariery stanie za ladą i krojenie szynki z indyka na przemian z serem to nie był szczyt marzeń dla kogoś, kto był na topie przez wiele lat. Relacje z córką osiągnęły kolejne dno. Zdawać by się mogło, że decyzja Randy'ego jest słuszna. Żył w świecie wrestlingu wiele lat i chce odejść na tej samej arenie. Rozumiem poniekąd tę argumentację, ale z drugiej strony jest to poddanie się i brak woli walki. Dlaczego reżyser nie zdecydował się pozostawić bohatera przy krojeniu wędlin i walce każdego dnia z własną dumą, rozpoznającymi go ludźmi, kolejnej próbie naprawienia związku z córką? Udział w rewanżowym meczu z inną sławą wrestlingu jest być może spektakularnym sposobem na odejście, ale czy równie spektakularne - bo zwykłe i normalne, czyli nietypowe dla bohatera, nie mogłoby być, gdyby Robinson wziął się w garść i tejże garści nie wsadzał w maszynę do krojenia (co za przerażająca scena, notabene)? Według mnie byłabym w tym jakaś oczyszczająca siła, a jednocześnie jeszcze bardziej podkreślająca totalną deprechę i beznadzieję, w której znalazł się bohater.

"The Wrestler" to solidne kino. Przyznaję to uczciwie, mimo iż nie zgadzam się z wizją scenarzysty i reżysera. Rourke tworzy zapadająca w pamięć postać. Jeśli pokona Penna, na co myślę ma szansę, bo rola jest wręcz wymarzona do nagrody, nie będę strasznie nad tym ubolewać, ale na razie kibicuję postaci Milkowi.
wtorek, 10 lutego 2009, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: ania k, *.cisco.com
2009/02/10 01:28:36
oj ania, nie moglybysmy chyba razem chodzic do kina ;-) tez mi sie troche wydaje, ze wrestler byl zbyt czarno-bialy, ale uwazam, ze kreacja rourke'a jest wspaniala i pod tym wzgledem jest to dla mnie film roku. milk byl dobry, ale tak na prawde nie wzbudzil we mnie wiekszych emocji i w gruncie rzeczy postac milka byla mi obojetna. co do arynofskiego, to jeden z jego bardziej znanych filmow to requiem for a dream. jest to tak dolujacy film, ze wrestler przy nim to frywolna komedia ...
-
evek
2009/02/10 02:29:44
Requiem for Dream mozna zobaczyc do konca kwietnia na hulu
ale jakos ciagle sie nie moge zdobyc...

a Rourke przydalby sie Oscar... pozyjemy - zobaczymy! ;O)
-
2009/02/10 04:33:39
requiem for a dream jest jednym z najlepszych filmow jakie widzialam.

a co do rourke'a to zgadzam sie, ze penn wykazal sie wiekszym kunsztem aktorskim, ale to wlasnie rola rourke'a chwycila mnie za serce. mysle, ze trzeba byc swietnym aktorem zeby grajac taka role wzbudzic w widzach nie tylko wspolczucie ale prawdziwa sympatie, a to mu sie przynamniej w moim przypadku udalo w 100 procentach.
-
cyferki
2009/02/10 08:02:40
Koniecznie musisz zobaczyć inne filmy Aronofsky'ego, moim ulubionym jest The Fountain.
-
aniaposz
2009/02/10 10:51:03
Gdybym nie wiedziała, to w życiu bym nie przypuszczała, że "The Wrestler" to dzieło Aronofsky'ego. :) To film realistyczny, klasyczny, formalnie konwencjonalny. A poprzednie produkcje reżysera to schizofreniczne "Pi", psychodeliczny "Requiem dla snu" (z genialnym motywem muzycznym, który na pewno znasz) i cokolwiek pretensjonalne jak dla mnie, choć też bardzo specyficzne "Źródło".

Co do samego filmu to zgadzam się, że fabuła przewidywalna i w sumie same banały - przemijająca kariera, nostalgia, złe relacje z córką itp. Tylko właśnie Aronofsky wygrywa tym, że te banały udało mu się tak wiarygodnie przedstawić. Niby nic oryginalnego, a jednak wszystko to sprawia wrażenie niesamowitego realizmu. Niemała w tym zasługa Rourke'a właśnie, który też bardzo mi się podobał. :)
-
2009/02/11 15:53:47
Ania, bedziesz jeszcze ogladac Reader-a? Bo to w sumie jedyny film, ktory chcialabym obejrzec w knie z tych nominowanych, ale wiem czy warto, wiec czekam na recezje.
-
aniabuzuk
2009/02/11 17:34:06
Wlasnie nie wiem, bo troche mam przesyt filmow wojenno-holocaustowych, no ale Winslet chcialabym zobaczyc. Moze wiec sprobuje zobaczyc.
-
2009/02/11 21:22:34
A widzialas Valkyrie? Mi sie podobalo, najlepsza rola Cruisa od Eyes wide shut, ale pewnie na Oscary sie nie nadaje, bo sponsorowany przez niemcow, tak samo jak The Argentine Stevena Soderbergh-a, ktory byl ciagle odwlekany, bo nie chcial zadnych amerykanskich funduszy na niego przeznaczyc i tez nie dostal nominacji.
-
aniabuzuk
2009/02/11 22:22:35
Brudzia, nie widzialam zadnego z nich. "The Argentine"graja u nas pod tytulem "Che" i nie planuje isc ze wzgledow, hm, jakby to powiedziec, ideologicznych (dla mnie Che byl morderca, a nie bohaterem i nie chce ogladac filmu o nim). Ale jesli obejrzysz, to daj znac. Soderbergh robi porzadne kino.
-
2009/02/13 13:10:51
a ja się tam nadal upieram - Rourke!!!
-
bleszczynski
2009/02/18 07:53:09
Zaglądam tu dość często, to i komentarz postanowiłem wrzucić :)

Po pierwsze Aronofsky to już taka współczesna klasyka. Pi jest filmem bardzo specyficznym, ale dzięki temu oryginalnym i robiącym spore wrażenie. Reqiuem for a dream z kolei to prawdziwy majstersztyk - dźwięk i obraz oszałamiają, a siła przekazu jest tak silna, że niejeden znajomy musiał sobie robić w trakcie przerwę na papierosa.

Odradzam za to Fountain - jest pretensjonalny i pełny new agowskiego bełkotu. Tak nachalnej i banalnej w treści retoryki po prostu nie sposób tu znieść.

Wrestler to chyba najbardziej tradycyjny film Aronofsky'ego. Moim zdaniem Mickey gra koncertowo, rola jakby skrojona pod niego. Klimat, sposób przedstawienia tego "sportu" - wszystko to na ocenę celującą. Zawodzi jednak scenariusz - historia starzejącego sportowca jest dość banalna. Zapraszam zresztą do recenzji na moim blogu.
-
aniabuzuk
2009/02/18 16:27:30
Tak, zgadzam sie, dosc przewidywalny film, choc zdecydowanie wart obejrzenia. Witam na blogu.