O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Milk

Reżyseria Gus Van Sant. W roli głównej Sean Penn. Aktualnie w Polsce.

Nie chcę przynudzać z Oskarami w każdym wpisie, no ale tak już mam, że gdy oglądam coś w oskarowym sezonie i tenże film jest jest nominowany, to od razu ustawiam go sobie w hierarchii do rozdania nagród. Po obejrzeniu "Milka" wiem, że jest to najlepszy obraz z 3 nominowanych, które dotychczas widziałam. Nie tylko dlatego, że Sean Penn w tytułowej roli stworzył wielką kreację, kreację trochę "niepennowską", bo nie przytłaczającą reszty obsady, ale głównie ze względu na ciężar zagadnień, które porusza film Van Santa. Harvey Milk, działacz na rzecz praw mniejszości seksualnych z lat 70., jest narratorem historii, jak w Castro, irlandzkiej dzielnicy San Francisco, powstała gejowska enklawa, a on sam został pierwszym otwarcie przyznającym się do homoseksualizmu urzędnikiem publicznym. Bardzo podobały mi się archiwalne wstawki pokazujące Castro we wczesnych latach 70.: panów w szortach spacerujących po ulicach, z obowiązkowym wąsem i hipisowskimi fryzurami oraz końcówka filmu, gdy pokazano, jak naprawdę wyglądali ludzie sportretowani w filmie. Milk czyni swoją opowieść nie tylko pamiątką o tym "jak było", ale również testamentem, nagranym w przeddzień śmierci.

Reżyser ustrzegł się pułapki, w którą łatwo można wpaść opowiadając o ludziach i wydarzeniach, które zmieniły historię. Choć postać Milka nie jest dziś powszechnie znana i nawet osoby z kręgu LGBTG nie zawsze wiedzą, kim był, ani co zrobił, to Milk i jego działania zapoczątkowały przemiany społeczne w Ameryce. Po Van Sancie, któremu temat homoseksualizmu nie jest obcy ("Moje własne Idaho") nie spodziewałabym się patosu i martyrologii, więc tych dwóch rzeczy w "Milku" po prostu nie ma. Harvey Milk został pokazany jako całkiem zwyczajny facet z San Francisco, który przez swój upór, pasmo porażek w lokalnych wyborach, niepowodzeń w życiu osobistym, zdołał zbudować zaplecze ludzi oddanych tej samej idei i w końcu dopiąć swego, tj. zostać radnym (tak chyba należałoby przetłumaczyć jego pozycję). Nie heros epoki posthipisowskiej, a człowiek, któremu autentycznie zależało, aby nikt, kto podaje rękę gejowi nie musiał jej później wycierać chusteczką.

Ta pewna oszczędność portretu Milka przekłada się również na stonowany portret jego współpracowników, co generalnie mi nie przeszkadzało, poza niezbyt według mnie dobrze rozpisaną postacią Dana White'a, zabójcy Milka (w tej roli Josh Brolin). Froasia napisała gdzieś wcześniej w komentarzu, że Brolin zagrał wybitnie, a mi się wydaje, że ten tak lubiany przeze mnie aktor nie do końca rozwinął skrzydła. Podobieństwo fizyczne do prawdziwego White'a jest rzeczywiście uderzające, ale spośród wszystkich drugoplanownych postaci, po tej właśnie spodziewałabym się najwięcej.

Homofobia 30 lat po Milku nadal trzyma się mocno. Patrząc jednak, jak daleką drogę przeszło ustawodawstwo oraz zmiany społeczne w Ameryce oraz innych krajach, nie sposób docenić tego, co zrobił Milk dla ruchu tolerancji mniejszości seksualnych. Proste, nieprzekombinowane przesłanie filmu Van Santa połączone z naprawdę, naprawdę świetną rolą Penna sprawiają, że cenię ten film dużo wyżej niż barwą opowieść o chłopaku ze slumsów, czy nowoorleańską przypowieść o czasie.

P.S. Oczywiście teraz pluję sobie w brodę, że jak byłam w San Francisco w sierpniu, nie udało mi się dotrzeć do Castro.
czwartek, 05 lutego 2009, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
milczacy_krytyk
2009/02/05 01:08:20
Przed napisaniem recenzji u siebie, wpadłem do Ciebie by zobaczyć, co sądzisz o tym filmie. Widać kilka godzin za wcześnie :)
Ja jeszcze przed zachwytem się powstrzymam bo nie widziałem innych nominowanych filmów, ale faktycznie "Milk" to bardzo dobry obraz.
Acha i zgadzam się też, że Brolin niestety nie rozwinął skrzydeł...

Pozdrawiam :)
-
Gość: lonelystar, *.hsd1.il.comcast.net
2009/02/05 14:20:42
penn zagral rewelacyjnie i na szczescie nie przekombinowal jak to zwykle robi, z gestykulacja i krzykiem. mnie zazwyczaj penn strasznie meczy tak samo jak angelina (chociaz penn przynajmniej zna wiecej niz dwie formy ekspresji) a tym razem, przez to ze byl zupelnie inny niz zwykle wyszla mu swietna rola.

w niedziele widzialam "frost/nixon" a wczoraj "wrestler" i jestem rozdarta pomiedzy pennem a rourke.
-
bhuvan
2009/02/05 15:23:33
Film rzeczywiście świetny i mógłbym się pod recenzją podpisać. Wyłączyłbym jednak zdanie "Po Van Sancie, któremu temat homoseksualizmu nie jest obcy ("Moje własne Idaho") nie spodziewałabym się patosu i martyrologii, więc tych dwóch rzeczy w "Milku" po prostu nie ma.".
Moim zdaniem martyrologia i patos są w filmie obecne, zwłaszcza finał nimi epatuje. Jednak, jak zwykle mnie to w kinie drażni, tak tutaj było do przełknięcia i bynajmniej nie wpłynęło negatywnie na film.
-
aniabuzuk
2009/02/05 16:35:17
Bhuvan, mimo wszystko nie nazwalabym sceny pochodu pelna patosu. Mi patetyczny nastroj kojarzy sie np. z obchodami Swieta Niepodleglosci w Polsce, gdzie wszystko jest nadete, wystudiowane i uroczyste. Pochod po smierci Milka byl spontaniczny i wynikal z autentycznego zalu po jego smierci. No ale to jak wiadomo kwestia osobistej percepcji.

Lonelystar, no wlasnie, nie przekombinowal. Na "Wrestlera" ide w weekend.
-
aniaposz
2009/02/05 22:19:16
Ja już po seansie wszystkich filmów z oscarowej puli. :) "Obywatel Milk" to film ważny, wart obejrzenia na pewno. Penna lubię i tutaj również nie zawiódł. Sam film natomiast, jeśli chodzi o warsztat i abstrahując od tematu, jaki porusza, nie rzucił mnie na kolana. Była to taka solidna relacja z politycznej walki Milka. Właściwie reżyser prowadzi nas od jednego wiecu do drugiego, od kampanii do kampanii. Ja wiem - takie było założenie: skupić się na tych kilku latach społeczno-politycznej działalności Harveya. Mnie w tym zabrakło trochę czegoś osobistego, przyznam, że chwilami czułam znużenie. No cóż... nadal moim oscarowym faworytem pozostaje "Frost/Nixon". :)
-
aniabuzuk
2009/02/05 22:25:43
A widzialas tez "The Reader" i "Watpliwosc"?
-
aniaposz
2009/02/05 23:57:10
O! "Wątpliwość" mi jeszcze została. Ale "The Reader" już widziałam. Ogląda się dobrze, Kate jest świetna, całość skłania do refleksji. Ale nie są to refleksje, które byłyby dla mnie jakimś wielkim odkryciem czy też nawet zostałyby podsunięte w wyjątkowy sposób. Niezłe kino i nic ponadto. Generalnie w tym roku faktycznie brak czegoś naprawdę mocnego wśród oscarowych kandydatów. "Frost/Nixon" wygrywa tym, że jest tak niezwykle wciągającym obrazem przy tak małej spektakularności samego tematu. :)
-
miskidomleka
2009/02/07 06:29:02
Bardzo mi pasuje to, co napisała aniaposz: film ważny, ciekawy, świetnie zagrany - ale robi wrażenie bardziej tym o czym jest, a nie tym, jakim jest filmem. Solidne rzemiosło, nie sztuka.

Czasem też tak trzeba - ale nie dałbym Oskara. Przypuszczam, że pewnie Milk coś weźmie nie tylko za aktorstwo - ale z przyczyn pozafilmowych.
-
Gość: michal.broniszewski, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/02/07 11:40:27
u mnie Milk wyżej niż Benjamin ale niżej niż Gran Torino,Slumdog,Zapaśnik,Seven pounds,Frost/Nixon i Droga do szczęścia
-
Gość: ania k, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/02/07 21:56:01
widzielismy wczoraj, dobre kino ale dla mnie bez wielkiego objawienia. ciekawa historia (mimo ze ewidentny problem w scenariuszu z wytlumaczeniem motywacji dana white'a, ani ja ani maz na prawde nie zrozumielismy, o co mu tak na prawde chodzilo), dobre aktorstwo, ale nic mnie nie powalilo na kolana. natomiast kreacja rourke'a (wrestler) mnie wcisnela w fotel kinowy i generalnie nie moglam sie pozbierac przez dobre kilka dni. mam wielka nadzieje, ze dostanie za to oskara, bo mu sie na prawde nalezy.
-
aniaposz
2009/02/07 22:23:32
Co do motywacji White'a to wydaje mi się, że chodziło o zwykłą ludzką zawiść. Przed seansem, znając mniej więcej historię ze zwiastunów i recenzji, sądziłam, że chodzić będzie o homofobię, ideologiczny fanatyzm. Jednak White miał, jak mi się zdaje, chorą ambicję, wyrastającą pewnie z jakichś kompleksów. Bardzo chciał udowodnić sobie i innym, że może wiele znaczyć, tymczasem taki Milk, nie starając się zbytnio, skutecznie mu to uniemożliwił, do tego pokrzyżował plany przeforsowania własnych projektów, a wreszcie przyczynił się do załamania kariery zawodowej. Zawiść, małoduszność, pamiętliwość i żądza odwetu. Wreszcie skrajna desperacja. Wystarczy, by zabić. :(
-
aniabuzuk
2009/02/09 18:26:43
Zgadzam sie z tym, co napisala Aniaposz.
Co do "Zapasnika", to Rourke rzeczywiscie niezly, ale film wedlug mnie zbyt przewidywalny. W cholere depresyjny, ale wybor zakonczenia mnie rozczarowal. Wiecej wkrotce.
Michal, ja tez bym chyba dala "Gran Torino" jako moj numer 1 po tym, co do tej pory widzialam w kinie.