O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Doubt

Reżyseria John Patrick Shanley. W rolach głównych: Meryl Streep, Philip Seymour Hoffman i Amy Adams. W Polsce od 20 lutego jako "Wątpliwość".

Mam wrażenie, że niewielu reżyserów robi dziś takie filmy jak "Doubt", bowiem granica między teatrem a filmem zaciera się w nich bardzo płynnie i to co sprzedaje się na deskach teatralnych, niekoniecznie dobrze wygląda na ekranie. "Wątpliwość" powstała na podstawie sztuki teatralnej o takim samym tytule, a przeniesieniem jej na ekran zajął się jej twórca, amerykański pisarz John Patrick Shanley.

Pytanie brzmi: po co? Nie widziałam sztuki, ale nie mogłam się oprzeć wrażeniu wtórności oglądając film na dużym ekranie. Obraz został zrealizowany hermetycznie jak teatralna sztuka, ograniczona miejscem akcji. Film jako gatunek takich ograniczeń nie ma, ale w przypadku "Wątpliwości" niemal cała akcja rozgrywa się na terenie katolickiej szkoły przylegającej do kościoła, co sprawiało być może wrażenie kameralności, ale również ograniczało odbiór. Wydaje mi się, że niemal jedynym powodem, dla którego Shanley przeniósł na duży ekran swoją sztukę była chęć obsadzenia w rolach głównych aktorów nieczęsto widywanych na scenicznych deskach. Wybór wiodącej pary okazał się strzałem w dziesiątkę, gdyż Meryl Streep i Philip Seymour Hoffman grają koncertowo. Zwłaszcza Streep, o której często zdarza mi się myśleć, że od wielu lat gra dobrze, na swoim poziomie, ale to już nie to samo, co pokazała w "Kramer kontra Kramer", czy "Silkwood", że o "Wyborze Zofii" nie wspominając. Tymczasem jako przełożona szkoły Streep ponownie wspięła się na wyżyny swoich umiejętności i choć bardzo łatwo było zrobić z tej postaci karykaturę, Streep nie zagrała o ani jedną nutę za dużo. Siostra Aloysius to mistrzowskie wcielenie reżimu, rygoru i twardej ręki, która prowadzi szkołę, przeciwstawiając się próbom jej reformowania. Jej oponent, ksiądz Flynn, którego siostra Aloysius oskarża o molestowanie jednego z wychowanków, pozostaje zagadką. Reżyser zostawia widza z tytułową, choć niejedyną wątpliwością, co tak naprawdę zdarzyło się za drzwiami probostwa.

Wątpliwości bowiem jest więcej niż tylko ta dotycząca księdza Flynna. Zabójstwo Kennedy'ego (rok po jego śmierci osadzona jest fabuła filmu), wywołało kryzys wiary i tożsamości. Nienaruszalny porządek rzeczy uległ gwałtownego zachwianiu. Przyczynił się do tego także konflikt nuklearny z Kubą i poczucie braku bezpieczeństwa. Konflikt między księdzem a siostrą to także walka między reformatorskim podejściem do wiary, a trzymaniem go w ryzach, jak to czyniła siostra Aloysius, konflikt między tym, co sprawdzone, a co dopiero ma nadejść. Można więc filozofować w trakcie i po obejrzeniu filmu, ale szczerze mówiąc, mi nie za bardzo się chciało. "Wątpliwość" wydała mi się nieco nudnawa, a fabuła nie wciągnęła na tyle, aby szukać odpowiedzi na postawione pytania ani we własnej głowie, ani wśród innych. Teatralność tego filmu w tym przypadku poczytuję za mniej zaletę, a bardziej za okoliczność obciążającą. Pełną ekspresji gra wiodącej pary oraz Amy Adams w roli młodej siostry i Violi Davis sa przyjemne dla oka i cała czwórka została już wyróżniona za swoje role. Aktostwo broni ten film, ale według mnie powinien on pozostać na deskach teatru, gdzie siła ekspresji aktorskiej robiłaby większe wrażenie niż w kinie. Dla Meryl Streep i Philipa Seymoura Hoffmana można zobaczyć "Wątpliwość", no ale czy po dwójce takich aktorów można byłoby spodziewać się czegoś innego niż porządnego aktorstwa? Nie mam wątpliwości, że to ciut za mało na cały film.

wtorek, 17 lutego 2009, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: ania k, *.cisco.com
2009/02/17 19:32:16
dla mnie warto. intrygujacy scenariusz plus mistrzostwo aktorskie. dla mnie o wiele wiecej warte niz np. milk czy frost/nixon.
-
aniabuzuk
2009/02/17 20:16:16
Zbyt akademickie kino. Ne umiem dopatrzec sie w tym filmie ponadczasowej wartosci, a to jest to czego ostatnio szukam w kinie. Nie jakiejs wielkiej metafizyki, ale czegos znaczacego. "Milk" opowiadal o rzeczach fundamentalnych, jak wolnosc i tolerancja i moze dlatego tak mi sie podobal. "Frosta/Nixona" nie widzialam.
-
Gość: ania k, *.cisco.com
2009/02/17 20:52:28
no jest akademickie, to fakt. "some like apples, some like oranges" ;-)
-
2009/02/19 18:07:00
wg mnie aktorski koncert - głównie dlatego oceniłem 6 na 6. Poza tym zakonczenie budzi w widzu tytułową wątpliwość i nie pozostawia obojętnym wobec całej historii.
-
aniabuzuk
2009/02/19 20:02:40
Michal, no nic nie poradze, ze mnie jednak zostawila obojetna. Tzn. myslalam o tym przez 10 sekund patrzac na napisy koncowe, ale nic poza tym.
-
froasia
2009/02/19 22:15:28
Idę w weekend. Już się nie mogę doczekać. Szkoda, że Cię nie do końca przekonał. Jestem ciekawa swoich wrażeń.
-
aniabuzuk
2009/02/19 23:49:31
Froasia, ale za to Twoj ulubiony PSH przekonal mnie zupelnie.
-
milczacy_krytyk
2009/02/24 00:05:48
Ja także się nie zachwyciłem tym filmem, choć wzbudził we mnie spore wątpliwości (i w czasie seansi i tuż po nim), co uznaję za spory plus.
-
2009/03/11 22:20:44
Aniu - ja dopiero teraz zauwazylam ten blog. Przeczytalam tylko o tym filmie, bo jestem w pracy itp. itd. Mnie bardzo sie ten film podobal. A wlasciwie moze bardziej wywarl wrazenie. Dyskutowalismy z mezem o tym, czy ksiadz byl winny czy nie. Uwazam, ze jest to temat, o ktorym powinno sie mowic a nie ukrywac te sprawy jak to czesto robi kosciol. Dlatego tez mysle, ze ten film byl wazny. No i kocham Meryl Streep wiec tym bardziej bylam pod wrazeniem. Out of Africa to po wielu latach wciaz jeden z moich ulubionych filmow. No to juz koncze ten moj "przeterminowany" komentarz. Pozdrawiam z miasta "hjuston".
-
aniabuzuk
2009/03/11 22:40:09
Na razie to chyba blog jest przeterminowany, bo cos nie bardzo mam wene, aby pisac. Witam u siebie.