O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Gran Torino

Gran Torino. Reżyseria Clint Eastwood. W roli głównej Clint Eastwood. W Polsce od 29 marca.

Po dzisiejszych nominacjach widać, że szanowna akademia nie doceniła najnowszego filmu Clinta "Gran Torino". Szczerze mówiąc, koło tyłka mi to lata (mam nadzieję, że jemu też), bo choć wiernie oglądam rozdanie hollywoodzkich nagród, to werdykty grona filmowego sprawiają czasem, że rzucam skarpetami w telewizor.

Na pisanie o Oskarach będzie jeszcze czas, na razie na tapecie mój - jakby ktoś jeszcze nie wiedział - ulubiony reżyser w swojej podobnoż ostatniej roli aktorskiej. Takiego Clinta, jak w "Gran Torino" lubię najbardziej - zadziornego, bezczelnego, bezkompromisowego, czasem niepotrzebnie upartego i zacietrzewionego. Uproszczeniem byłoby może nazwanie tej roli "Brudnym Harrym" na emeryturze, ale z drugiej strony poziom goryczy, jaki prezentuje Walt Kowalski przypomina mi jak żywo Harry'ego Callahana rozczarowanego biurokratyczną maszyną. Walt właśnie pożegnał swoją żonę. Kontakt z synami i ich rodzinami ogranicza się do kurtuazyjnych telefonów i wizyt. Kowalski, emerytowany pracownik fabryki Forda, weteran wojny w Korei żyje w okolicy zamieszkałej przez Azjatów, Afro-Amerykanów i Meksykanów. Jego niechęć do "kolorowych" zmienia się powoli, gdy poznaje mieszkającą obok azjatycką rodzinę.

Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek inny mógł zagrać tytułową rolę. Eastwood jako Walt jest klasą dla siebie. Nawet jeśli czasem scenariusz napisany jest zbyt grubą kreską (sceny w trakcie pogrzebu i po), to Eastwood sprawia, że postać Walta jest absolutnie wiarygodna. Dawno nie było na ekranie tak ziejącego jadem, złością i goryczą bohatera. Jego zupełnie niepoprawne polityczne dialogi, ciągłe przekręcania imion azjatyckich sąsiadów, przekleństwa sprawiają, że Walt Kowalski to jedna z bardziej interesujących i jednocześnie wkurzających postaci kina ostatnich lat. Oczywiście, moja opinia jest pewnie jeszcze bardziej subiektywna niż wszystkie inne na tym blogu, jeśli chodzi o Clinta, ale Eastwood jest jak wino, im starszy, tym lepszy.

W ciekawym momencie zrobił Eastwood ten film. Trzech największych producentów samochodów w Stanach przeżywa najgorszy kryzys w historii, a Eastwood reżyseruje film, który afirmuje legendarny wytwór amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego, produkowany przez Forda Gran Torino (notabene, co za auto!). Film ten przychodzi również w momencie, gdy w Białym Domu zasiada pierwszy czarnoskóry prezydent. Czy przypadek? Może tak, może nie. "Gran Torino" pozbawiony jest patosu patriotycznych obrazów, ale jest to obraz na wskroś amerykański. Oprócz nostalgii za samochodami sprzed lat, jest w nim nawiązanie do tego, czym jest Ameryka dzisiaj. "Tygiel narodów", jak określa się Stany, to miejsce, gdzie na jednej ulicy mieszkają biali, czarni, Latynosi i Azjaci (prawie dokładnie, jak na mojej ulicy). Mieszka też na niej zapewne wielu "Waltów", młodszych lub starszych, mniej lub bardziej uprzedzonych, nazywającyh Meksykanów "karaluchami", a Azjatów "żółtkami", którzy patrzą na innych przez pryzmat rasowych i społecznych stereotypów. Eastwood nie naucza niczym ksiądz z ambony, nie moralizuje natrętnie i nie namawia do bicia się w piersi, ale pokazuje m.in., że bycie patriotą to nie tylko "Buy American, drive American, be proud American", ale również etos pracy, tolerancji i poszanowania wartości wyznawanych przez innych.

Jeśli to naprawdę ma być ostatnia aktorska rola Eastwooda, no to parafrazując - "Hail to the Chief". Thank you, Clint.
piątek, 23 stycznia 2009, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: lonelystar, *.hsd1.il.comcast.net
2009/01/23 00:42:40
jeszcze nie ogladalam, ale sie wybieram. lubie clinta, choc bez eforii. jakos ostatnio nie kreca mnie brutalne filmy (no chyba ze "true romance";)
-
Gość: radarek123, *.nw.nuvox.net
2009/01/23 04:57:16
w sumie to niezla komedia z tego gran torino - fryzjer to przynajmniej ggloba za swoje teksty powinien dostac ale wlasnie gdyby zabrac te teksty to nic by z tego filmu nie zostalo , taka prosta, schematyczna historia chociaz i tak 2 razy lepsza od Buttona
-
2009/01/23 12:40:15
to właśnie chyba największa porazka wczorajszych nominacji..jak mogli tak ominąć ten film? dla mnie to jak na razie nr 1 z premier tego roku.
-
aniabuzuk
2009/01/23 17:02:44
Lonelystar, nie nazwalabym tego filmu stricte brutalnym. Owszem, jest przemoc, ale nie jest to przemoc, ktora wali Cie po oczach litrami krwi. Bardziej jest to przemoc psychologicza niz fizyczna.

Radarek, no pewnie ze prosta historia. Mi sie wydaje, ze taka miala byc, bez ozdobnikow i zbednego moralizowania. "Buttona" moze obejrze w ten weekend, jak znowu nas tu nie zamrozi (tylko nic nie pisz o Florydzie, okay?)

Michal, moze sie naraze, ale Holocaust (wide "The Reader") jak widac sprzedaje sie zawsze. Filmu nie widzialam, mozliwe, ze jest swietny, ale szczerze powiem, ze mam absolutnie dosc filmow o tej tematyce.
-
froasia
2009/01/25 09:59:16
Po nominacjach widać też, że Ralph nie dostał nominacji za Księżną, a szkoda - moim zdaniem powinien.
-
aniabuzuk
2009/01/26 16:28:21
Nominacje w tym roku sa chyba gorsze niz w latach poprzednich. Wczoraj widzialam "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" no i 13 nominacji dla tego filmu to jest duza przesada. Film sie milo oglada, no ale bez jaj, nie jest to obraz, ktory jest tak wartosciowy, zeby obsypac go nagrodami od gory do dolu.
-
Gość: , *.dsl.chcgil.sbcglobal.net
2009/01/27 04:37:21
Glowna postac troche przerysowana, film w pewnym momencie staje sie przydlugawy, relacje miedzy starcem a mlodzikiem sa splycone ale koncowka wynagradza wszystko i film ogolnie na plus. wole Clinta bardziej jako rezysera niz aktora
-
2009/02/04 21:58:21
Niesamowity film, wbiło mnie w fotel. Jeżeli to naprawdę ostatnia rola Clinta, to żegna się z aktorstwem w wielkim stylu.