O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Miasto ślepców

Miasto ślepców. Reżyseria Fernando Meirelles. W rolach głównych: Julianne Moore, Mark Ruffalo i inni. W Polsce od 14 listopada.

Całkiem nieświadomie zafundowałam sobie weekend katastroficzny, oglądając najpierw zaległe „Children of Men" (kolejny kapitalny obraz, który żałuję, że dopiero teraz obejrzałam), a później „Blindness", najnowszy film Fernando Meirellessa („Miasta Boga"). Obejrzenie dwóch filmów, gdzie ludzkość staje się bezpłodna albo ślepa, może zaowocować przyspieszoną decyzją o posiadaniu własnego potomostwa albo co najmniej wizytą u okulisty, tak na wszelki wypadek. Poza nazwiskiem reżysera, Julianne Moore w roli głównej, mglistym wspomnieniem traileru widzianego w kinie jakiś czas temu (słowo mglisty użyte nie bez kontekstu) i recenzją koleżanki Lonelystar, fabuła filmu była czystą kartą (nie czytałam powieści Saramago), więc bez większych oczekiwań zasiadłam w fotelu, aby trzymać się go przez następne dwie godziny.

„Blindness" jest bowiem filmem cholernie niewygodnym do oglądania. Ludzie zapadający na tajemniczą wirusową ślepotę w niezidentyfikowanym mieście zostają zamknięci na kwarantannę w obskurnym i odrażającym szpitalu. Jest wśród nich lekarz (dobry Mark Ruffalo, znany z „Zodiaka") i jego żona (Moore), która jako jedyna osoba w szpitalu, a jak się później okaże, na całej planecie, zdaje się być odporna na wirusa i nie traci wzroku. W podzielony na trzy oddziały szpitalu, władzę przejmuje grupa wykolejeńców na czele z nieznanym z imienia psycholem (Gael Garcia Bernal) z III oddziału. W zamian za żywność, III oddział żąda od pozostałych danin i - nie zdradzając fabuły - jest to najbardziej niepokojąca i przerażająca część filmu, tak cholernie trudna do oglądania, że człowiek ma ochotę wyjść, ale ogląda dalej, myśląc „kiedy się to skończy" (Meirelles musiał terminować u Michaela Haneke).

No i tu leży pies pogrzebany. Toczyła się kiedyś tutaj dyskusja między mną, jak kiepskie zakończenie może schrzanić dobry film i dla mnie jest to rzecz dyskwalifikująca w dużej mierze mój odbiór całości, a innymi czytelnikami, którzy zdaje się byli zdania, że nie można oceniać filmu w kontekście tylko jego zakończenia. W każdym bądź razie, po obejrzeniu „Blindness" trwam przy teorii, że wartościowy film jest dobry dopóty dopóki finał jest równie dobry, a niestety z końcówki filmu Meirellesa niewiele wynika. Jakie wnioski można wyciągnąć z tak płytkiego zakończenia? Że lepiej być niewidomym, bo nie widać, jak podły, dwulicowy jest świat? Że trzeba przejść gehennę, aby dostąpić objawienia? Albo nie umiem czytać między wierszami albo reżyser nie doczytał książki Saramago i z oryginalnego zakończenia (takiego samego w książce, jak i w filmie) zrobił papkę, która zostawiła mnie z poczuciem dużego rozczarowania po dwóch intensywnych godzinach, z kapitalnymi, rozmazanymi zdjęciami, nietypową paletą kolorów i niezgorszym aktorstwem. Doczytałam, że od czasu pokazu filmu w Cannes w tym roku, reżyser przemontowywał film sześć razy i niestety to widać. Szkoda. Zmarnowana szansa.
wtorek, 14 października 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/10/14 03:41:23
im dluzej sie nad tym zastanawiam tym bardziej dochodze do wniosku, ze ta ksiazka byla niemozliwa do zekranizowania. u saramago slepota to metafora, pokazuje jak kruche sa podstawy cywilizacji i jak malo trzeba zeby runely. w tym sensie zakonczenie ma jak najbardziej sens, tylko boje sie napisac jaki bo zdradzilabym co sie stalo, a moze nie wszyscy chca wiedziec;) na koncu jeden z bohaterow mowi, "moze wszyscy jestesmy slepcami, ktorzy potrafia widziec ale nie widza" i to zdanie swietnie podsumowuje cala historie. ksiazka jest wybitna, film niezupelnie, mimo ze rezyser naprawde sie staral. nie wiem, moze gdyby dodal naratora, jak u woody allena, to wyszloby lepiej...

poza tym, szkoda ze rezyser skupil sie wylacznie na tym co sie dzialo w szpitalu a zupelnie ominal to co bylo potem, bo dla mnie ta czesc ksiazki byla najbardziej poruszajaca.
-
aniabuzuk
2008/10/14 04:05:57
Ano wlasnie. Tego zdania, ktore zacytowalas rzeczywiscie zabraklo. Wtedy to moze mialoby rece i nogi.
-
2008/10/15 09:22:08
Meirelles to wg mnie bardzo utalentowany reżyser, ale niestety obawiałem się, że akurat to produkcja może być niespecjalnie udana. Na polską premierę jeszcze trochę poczekamy, więc jak obejrzę, będę pisał więcej, ale być może ten film go po prostu przerósł.
-
cedro84
2008/11/16 13:26:56
Rzeczywiscie książka była wyjatkowa, ale od początku, gdy usłyszałem od pomysłu jej ekranizacji nie miałem złudzeń, że film jej nie dorówna. Poza tym, że jest to historia wyjątkowo metaforyczna, to trudno bedzie odnaleźć tak wyjątkowo dopasowany do niej sposób relacjonowania, jak uczynił to Saramago.
ech, dawno nie czytałem tego pisarza. Ostatnią powiescią jaka czytałem była Kamienna Tratwa. nie tak dobra jak Wszystkie imiona czy Miasto slepców, ale też warta polecenia.
-
2009/02/17 15:57:57
No ja ksiazki nie czytalam, ale w miniony weekend obejrzalam film, ktory mi sie podobal, co prawda zakonczenie moglo byc lepsze, ale zgadzam sie z tym, ze to byl jeden z tych filmow, w ktorym zkonczenie nie ma znaczenia. Podobalo mi sie ukazanie tego co w ludzich najlepsze i najgorsze. Sceny z danina byly naprawde przerazajace i obrzydliwe. Wogole caly ten syf, ktory mieli wszedzie, zwlaszcza w lazienkach przyprawial o mdlosci, ale taki to juz chyba urok tego filmu. Ogolnie zaliczylabym go do filmow ciezkich, ale wartych obejrzenia. Moze kupie sobie ksiazke dla porownania.