O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Burn After Reading

(Tajne przez poufne). Reżyseria Joel i Ethan Coenowie. W rolach głównych: John Malkovich, George Clooney, Frances McDormand i Brad Pitt. W Polsce od 24 października.

Po obsypanym Oskarami i entuzjastycznie przyjętym  „No Country For Old Men” bracia Coenowie podobnie, jak po „Fargo”, gdy zrobili „Big Lebowskiego”, tak teraz również wzięli sobie wolne i wyreżyserowali czarną komedię „Burn After Reading”, która z wyświetlanych w kinach trailerów zapowiadała się naprawdę smakowicie.

Najnowszy film jest napakowany gwiazdami niczym Arnold Schwarzenegger za czasów swojej kulturystycznej kariery. John Malkovich gra cynicznego, wrednego agenta CIA Osborna Coxa, wyrzuconego z pracy za alkoholizm, żonatego z obsadzoną zgodnie ze swoim filmowym emploi Tildą Swinton. George Clooney, dla którego był to trzeci film zrobiony z Coenami, wcielił się w rolę ochroniarza szukającego erotycznych podniet w internetowych randkach, zakończonych spotkaniami w „realu”. Jedną z kobiet, z którą złączył go internet jest Linda Litzke, odtwarzana przez Frances McDormand instruktorka fitnessu. Linda wraz z Chadem (powalający Brad Pitt) znajdują pewnego dnia w szatni dysk z poufnymi danymi i po nitce do kłębka dochodzą, że jest on własnością Coxa.

No cóż, do „Big Lebowskiego” daleko temu obrazowi. „Lebowski” był dopracowany w szczegółach, a najpiękniejsze było to, że tego dopracowania w ogóle się na ekranie nie było widać. Film płynął gładko niczym kula do kręgli po powierzchni toru. „Burn After Reading” wtacza się zaś do kręgielnej rynny i nie bardzo wie, jak się z niej wydostać. Podobny schemat fabularny, co w „Lebowskim”, czyli zwykli ludzie przypadkowo wplątani w kryminalną historię został napisany, co tu dużo gadać, na kolanie. Scenariusz nie ma może rażących braków, ale wydaje mi się, że bracia nie wykorzystali do końca potencjału opowiadanej historii, co niestety przekłada się na to, że aktorzy nie bardzo mają co grać. Malkovich gra tego samego sukinsyna, którego pamiętamy z „Being John Malkovich”, a główną formą ekspresji stanowią rzucane gęsto i często „fucki”, które słyszane po raz dziesiąty nie robią wrażenia. Postać Lindy jest zwyczajnie wkurzająca, a McDormand gra tę postać według mnie niezbyt przekonująco, trochę jakby z musu. Rola Swinton była stosunko nieduża, a aktorka zagrała ją w konwencji zimnej suki znanej z „Michaela Claytona”. Clooney się obronił, ale brawa należą się wyłącznie Bradowi Pittowi, który wycisnęł z swojej roli 110% normy i widać było, że był jedynym z obsady, który naprawdę i na serio wziął się za swoją postać. Każde pojawienie się Pitta na ekranie wywołuje salwy śmiechu i widać, że aktor miał zwyczajną radochę kręcąc swoje sceny.

Historia toczy się wokół wyborów, które podejmuje każdy z bohaterów filmu, a które w większości kończą się nie za dobrze dla zainteresowanych. Nawet ludzie, którzy zdają się mieć trzeźwy osąd sytuacji ulegają i łamią się. Film balansuje na krawędzi pół-żartobliwego moralitetu, czarnej komedii i filmu szpiegowskiego i każda z tych części wydaje się być lekko niedorobiona. Bez rewelacji.

poniedziałek, 15 września 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/09/16 22:14:47
Straaasznie slaby ten film, nie kumam jak to mozliwe ze jak sie wezmie fajnych rezyserow i aktorow to moze wyjsc taki syf ....
-
2008/09/16 22:56:26
Ja bym moze az tak zle go nie ocenila, no ale zwazywszy na rezyserow i nazwiska w obsadzie, to spodziewalam sie czegos ciut lepszego.
-
Gość: ania k, *.cisco.com
2008/09/17 21:28:55
mi sie podobal. chyba jako jedynej ;-)
-
2008/09/17 22:01:37
Jesli ktos skomentuje, ze rowniez mu/jej sie podobalo, dam Ci znac, zebys nie czula sie samotna ;)
-
Gość: ania k, *.cisco.com
2008/09/18 00:39:33
chlip. dzieki ;-)
-
Gość: lonelystar, 32.146.9.*
2008/09/22 03:41:40
mi sie podobał... Big Lebowski to nie jest, zgadzam sie, ale wystarczy żeby się dobrze bawić przez 2 godziny. Brad Pitt genialny, nie grał debila po prostu był debilem.
-
2008/09/23 17:37:57
fatalny, nie rozumiem jak krytycy mogli mu dac B. Nie oplacalo sie isc do kina tylko dla jednej ekstra sceny (w piwnicy) :)
-
2008/09/23 17:45:55
He he, scena w piwnicy byla totalnym zaskoczeniem.
-
2008/09/24 18:53:24
kurcze, szkoda. Myślałem, że wyjdzie z tego naprawdę świetna komedia. Ja obejrzę dopiero w II połowie października.
-
2008/09/24 21:13:01
Komedia - tak. Swietna - nie. No ale Brada Pitta nie mozna przegapic.
-
Gość: kasia_grubasia, 12.47.4.*
2008/09/25 18:45:53
Musze przyznac, ze mi sie bardzo podobal. Usmialam sie po pachy.
-
2008/10/09 07:09:35
A Ja wlasnie za to uwielbiam braci Coenow. Brad Pitt rewelka. Malkovich jak za dobrych czasow. Zrobic taki film trzeba umiec, nie kazdemu sie uda.
-
aniaposz
2008/11/09 10:47:15
No i znowu się z Tobą zgadzam. :) Dla mnie - wielbicielki Coenów - spore rozczarowanie. Ani mnie ten film nie rozśmieszył, ani nawet nie zaciekawił...
-
2009/01/13 18:23:15
Filmy byls swiety, oczywiscie Malkovich byl co prawda najlepsza postacia, ale sam fact ukazania tego, ze w CIA sami nie wiedza czym sie zajmuja i wlasciwie to nie ma juz zbynio czym sie zajmowac od czasow zimnej wojny byl rozbrajajacy.
-
hjuston
2009/02/17 03:45:03
bardzo mi sie podobal. o wiele bardziej niz big lebowski, ktory byl po prostu nudny. w ogole to nie rozumiem tego zachwystu big lebowskim.
BAR jest lekki i przyjemny. w sumie nawet troche zaskakujacy. bardzo dobry film na niedzielny wieczor.
-
aniabuzuk
2009/02/17 04:42:01
No, uderzylas mnie prosto w serce kula do bowlingu. This aggression will not stand. Powiedz mi tylko, czy Edowi podobal sie Big Lebowski?
-
hjuston
2009/02/17 13:03:12
no na szczescie nie. dlatego jestesmy razem ;)
ale powiedzial, ze mozemy ci zrobic przyjemnosc i wypozyczyc ten film jeszcze raz i sprawdzic czy nas tym razem rozsmieszy
-
2009/02/17 15:37:21
Hjuston, nie wiem jakie Ty masz wypaczone poczucie humoru, nie podobal Cie sie Big Lebowski, ani Stepbrithers, no ale BAR mi tez sie podobalo, wiec chociaz tu sie zgadzamy jak na siostrzyczki przystalo.
-
aniabuzuk
2009/02/17 16:29:18
Potwierdza sie tylko moja teoria o tym, ze kto z kim przestaje, takim sie staje i udziela Ci sie poczucie humoru angielskiego meza, podczas, gdy mi mojego amerykanskiego. Ale przyznam, ze "Big Lebowski" nie podobal mi sie za pierwszym razem. Moze Ty lepiej nie wypozyczaj zadnych komedii, jak przylecimy, bo mozemy sie rozminac w gustach i bede musiala uzyc wymowki o drugiej imprezie ;)
-
hjuston
2009/02/17 18:29:57
nie wiem. moim zdaniem moj maz i ja mamy zupelnie odmienne poczucie humoru. big lebowskiego ogladalismy osobno. jeszcze zanim sie poznalismy. ja chyba widzialam go ze 3 razy.
natomiast jesli chodzi o wasz przylot to rzeczywiscie, mysle ze lepiej abysmy nie ogladali razem jakis filmow (szczegolnie tych proponowanych albo tylko przez ciebie, albo tylko przeze mnie). no chyba, ze zgodzimy sie wspolnie na jakis on demand na itunes.

brudzia- podobal mi sie na przyklad the office i superbad
-
miskidomleka
2009/03/01 15:32:36
Bardzo dobrze ujęłaś niedopracowanie filmu. Pomysł był dość zabawny, dobry materiał na czarną komedię, o aktorach mam jeszcze lepsze zadanie niż Ty. Pitt rzeczywiście rewelacyjny, ale Malkovich też mi się spodobał, nie tyle same fucki, tylko to, jak w nim ta wściekłość za każdym razem narastała. Suka Swinton ciut schematyczna, ale to w końcu była czarna komedia, nie miejsce na subtelności, i dla mnie była jednym z większych smaczków filmu. Clooney nie najgorszy. McDormand przekonała mnie pokazaniem poczciwej kobiety z obsesją na punkcie zaczęcia życia od nowa.
Natomiast w całości film robi wrażenie niewyreżyserowanego, wyreżyserowane są poszczególne scenki, a całość się zacina, nie trzyma kupy, akcja się potyka o samą siebie. Szkoda.
PS. Piękne były scenki omawania sytuacji z szefem(?) CIA :-)