O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
The Visitor

Reżyseria Thomas McCarthy. W rolach głównych: Richard Jenkins, Haaz Sleiman i inni. W Polsce: ?

Problem nielegalnej imigracji stał się w ostatnich latach tematem poruszanych na wszystkich szczeblach: od władz lokalnych, które w zależności od stanu są albo za albo przeciw, poprzez legislatury stanowe i federalne, polityków republikańskich, demokratycznych oraz przedsiębiorców. Imigracja jest jednak niczym gorący kartofel, którzy zainteresowani przerzucają jeden do drugiego, aby tylko się nie poparzyć i pozbyć uciążliwego balastu. O nielegalnych się pisze, mówi, czyta i debatuje. Co rusz media donoszą o rozdzierających historiach deportowanych matek, których urodzone w Stanach dzieci zostają na amerykańskiej ziemi, nalotach na fabryki zatrudniające nielegalnych oraz planach postawienia płotu wzdłuż granicy z Meksykiem. Konkretnych rozwiązań na razie nie ma i dziwić się temu trudno, gdy mówimy o rzeszy 12 milionów ludzi, którzy tutaj żyją i pracują.

„The Visitor” jest kolejnym po meksykańskim „Under the Same Moon” (do którego recenzji jakoś nie mogłam się zebrać) filmem na amerykańskich ekranach poruszającym ten problem. O ile „Under the Same Moon” opowiadał nieco naiwną, choć niewątpliwie chwytającą za serce historię podróży meksykańskiego chłopca do Los Angeles w poszukiwaniu pracującej tam matki, to „The Visitor” zabiera widza w bardziej dramatyczną podróż, której jedną z osi stanowi historia syryjskiego uchodźcy.

Film jest kolejnym obrazem Thomasa McCarthy’ego, znanego ze znakomitego „Dróżnika” („Station Agent”), którego bohaterami są również outsiderzy, niemal wyrzuceni poza nawias społeczny. W zaskakujących okolicznościach syryjski imigrant Tarek i jego pochodząca z Senegalu dziewczyna zostają skonfrontowani z Walterem, nauczycielem akademickim, gdy okazuje się, że mieszkanie, które wynajmują należy do nic o tym niewiedzącego profesora. Od tego zdarzenia rozpoczyna się ich znajomość, która dla owdowiałego profesora, pogrążonego w marazmie, depresji i rutynie stanie się duchowym, moralnym i artystycznym przebudzeniem, a dla pary imigrantów będzie miała równie przełomowe skutki.

W dramatycznych końcowych scenach filmu, profesor – człowiek żyjący we własnym hermetycznym, akademickim świecie i nie mający bladego pojęcia o nielegalnej imigracji i machinie urzędniczej – jest wręcz porażony znieczulicą, obojętnością i mechanicznym traktowaniem ludzi przez urząd imigracyjny. W drodze do utrzymania ładu i porządku w państwie, zatracono gdzieś czynnik ludzki, a imigranci i uchodźcy stali się tylko cyferkami w biurokratycznych statystykach. Czy zwykły człowiek może się temu przeciwstawić? Przeważnie nie. Przeciętny Joe Doe pozostaje bezsilny wobec systemu. Walter, mimo iż nie ma możliwości zmienić biegu wydarzeń, odkrywa w sobie pokłady empatii, współczucia, troski oraz niespodziewany talent artystyczny, który okaże się być wart więcej niż słowa.

Film mimo iż porusza trudne i niejednoznacznie tematy społeczno-polityczne, w gruncie rzeczy niesie optymistyczne przesłanie. Zostawia widza z prostą myślą, że choć zmienić świata się nie da tak łatwo, to zawsze można zacząć od siebie.

piątek, 20 czerwca 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: ania k, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2008/06/24 16:08:05
oj, to wrzucam na netflix. station agent to jeden z moich ulubionych filmow.
-
2008/06/24 16:27:14
Tez bardzo mi sie podobal. Uwielbiam Patricie Clarkson.
-
Gość: ania k, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2008/06/24 17:34:26
patricia jest pierwsza klasa. peter dinklage (ten maly) jest tez fantastyczny.
-
Gość: ania k, *.hsd1.ca.comcast.net
2008/12/20 20:59:56
melduje, ze obejrzalam i melduje, ze sie zawiodlam. dosc toporny byl moim zdaniem, taki torche grubymi nicmi szyty. "station agent" jest w mojej opini milion razy lepszy.. a szkoda.
-
nomaderro
2011/08/08 20:26:00
pomimo, że Jenkins to człowiek o jednej twarzy - kamiennej, to film jest super - choć troszkę się dłużył... Ale i tak lubię :)