O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
I’m Not There

Reżyseria Todd Haynes. W rolach głównych: Christian Bale, Cate Blanchett, Richard Gere, Heath Ledger i inni. Data polskiej premiery nieznana.

Boba Dylana znam z nazwiska, paru piosenek i przeróbki jego „Knockin’ on Heaven’s Door” w wykonaniu Guns N’ Roses, którą osobiście uważam za lepszą niż oryginał. Nieznajomość twórczości oraz biografii barda lat 60. nie przeszkadza jednak, aby obejrzeć film Todda Haynesa będący artystycznym (słowo „filmowym” wyjątkowo tu nie pasuje) trybutem oddanym twórczości piosenkarza. W roli Dylana reżyser obsadził sześcioro aktorów, z których każdy reprezentuje inny etap życia Dylana. Cóż za interesujący pomysł na film i jeszcze ciekawsze wykonanie.

Fani Dylana znajdą w filmie Haynesa wiele smaczków i odwołań do twórczości piosenkarza. Można jednak oglądać ten obraz w prawie pełnej nieświadomości muzyki i życiowych zakrętów Dylana. Braki muzyczne nadrobia się w trakcie filmu, gdyż ścieżkę dźwiękową wypełniają – a jakże – utwory Dylana. Słuchając słynnych protest-songów barda dzieci-kwiatów, jakże wyraźne i jasne staje się dlaczego artysta osiągnął tak duży sukces. Jego nonkonformistyczne piosenki, przeciwstawiające się ówczesnemu establishmentowi, bezsensownej wojnie w Wietnamie, rozrastającemu się konsumcjonizmowi padły na podatny grunt pokolenia, które kontestowało rzeczywistość i buntowniczo nie godziło się z decyzjami „góry”. Film, oprócz tego, że przedstawia kilka etapów życia Dylana, jest również cierpkim obrazem Ameryki z tamtych lat.

Struktura filmu, uformowana przez wybór sześciu głównych bohaterów, przypomina wiersz, którego każda zwrotka stanowi odrębną część, ale jednocześnie uzupełnia i kompletuje pozostałe. Każdy z aktorów odtwarzających Dylana kreśli inną postać w różnych realiach, ale łatwo się domyślić, że młody wagabunda podróżujący pociągiem na gapę, jest tym samym chłopakiem z gitarą, śpiewającym na ulicy, który gdzieś po drodze staje się gwiazdą na miarę Beatlesów, aby później dostać od swoich fanów etykietę tego, który się sprzedał. Gdyby w filmie zagrał jeden aktor, obraz Haynesa byłby kolejną biografią artysty, nie wyróżniającą się niczym specjalnym z grona wielu innych. Sześciu aktorów w tej samej, ale i nie tej samej roli dodaje filmowi dynamiki i pozbawia go znanego z innych filmów biograficznych schematu fabularnego „urodził się-miał trudne dzieciństwo-stał się sławny-wpadł w alkoholizm-zmarł w nie/szczęściu”. Nie trzeba rozumieć wszystkich elementów układanki, znać na wyrywki szczegóły z życia artysty, aby docenić, że reżyser stworzył obraz, który wymyka się kategoriom, choć jeśli spojrzeć na „I’m Not There” li-tylko jako film biograficzny jest to jeden z lepszych filmów biograficznych, jakie widziałam.

Obsada aktorska jest pierwszorzędna i w miarę równa. Postać grana przez Richarda Gere’a wydała mi się najmniej zrozumiała i aktorsko dość przeciętna, ale na szczęście w odwodzie byli Bale, Blanchett, Ledger, a w drugim planie Julianne Moore i Charlotte Gainsbourg. Najwięcej słów uznania krytyki zdobyła Cate Blanchett i nie bezpostawnie. Niewątpliwie zasługa w tym wersji Dylana, którą przyszło jej zagrać - zmęczonego, rozczarowanego recepcją nowej drogi muzycznej artysty. Mnie najbardziej poruszył Heath Ledger, który swoją obecnością na ekranie boleśnie przypomniał mi, że nie ma go już pośród żywych.

Gdybym była Bobem Dylanem, to po obejrzeniu tego filmu byłabym cholernie zadowolona, że ktoś nakręcił tak oryginalny, wciągający i nieschematyczny obraz o moim życiu.

środa, 21 maja 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: ania k, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2008/05/21 06:14:23
z jednej strony mialam dokladnie takie same przemyslenia jak ty a z drugiej - wyszlam w sumie z kina wymeczona i troche wynudzona. teoretycznie film mi sie podobal i zarowno pod wzgledemswojej ciekawej formy i swietnego aktorstwa (cate jest fenomenalna), ale czegos mi tam zabraklo.
-
hjuston
2008/05/21 15:29:46
wlasnie jutro go bede mialam z netflixa. ja mam oczekiwania wzgledem muzyki. mam nadzieje, ze bedzie dobra.
-
2008/05/21 16:46:27
Wedlug mnie wybor piosenek swietny.
-
dookola-alanis
2008/05/22 19:50:31
Pozycja obowiązkowa! trzeba się wybrać do kina...