O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Nigdzie w Afryce

Reżyseria Caroline Link. W rolach głównych: Merab Ninidze, Juliane Köhler i inni.



“Nigdzie w Afryce” jest niczym dobra powieść, która wciąga widza na tyle, że z niecierpliwością przewraca kartki w poszukiwaniu odpowiedzi na to, co stanie się dalej. Film ten trafił do mnie epickim rozmachem, przepięknymi zdjęciami Afryki i ciekawą historią, która w miarę rozwoju fabuły pozostawiła mnie zarówno z pytaniami bez odpowiedzi, jak i z tymi, na które twórcy zdecydowali się odpowiedzieć.

Walter, Żyd niemieckiego pochodzenia, dwa lata przed wybuchem II wojny światowej, decyduje się na emigrację, przeczuwając, że dla niego i jego rodziny nadchodzi zagłada. Wybór pada na Kenię, gdzie najpierw wyjeżdża on, a za kilka miesięcy dołącza żona Jettel i córka Regina. Uporządkowe życie państwa Redlichów zostaje przewrócone do góry nogami. Przedstawiciele elity (Walter był prawnikiem) znajdują się nagle na kenijskim pustkowiu, w roli pastuchów stada krów należących do majętnego angielskiego farmera. Jettel szczególnie źle znosi tę zmianę. Przyzwyczajona do wygód kobieta sama musi sadzić warzywa w spalonej ziemi, nosić wiadra z wodą i porozumiewać się z tubylcami. Aż ma się ochotę wstrząsnąć tą nieco rozwydrzoną damulką, która miejscowego kucharza Owuora traktuje nie lepiej niż naziści Żydów, a zamiast lodówki, o którą prosi ją mąż, przywozi wieczorową suknię. Daleko jej do Karen Blixen z „Pożegnania z Afryką”. Potrzeba będzie dużego i bolesnego wstrząsu, który uświadomi Jettel, że znalazła się w niemal uprzywilejowanej sytuacji, która nie była udziałem tysięcy wywiezionych do obozów koncentracyjnych.

Znacznie lepiej niż matka, radzi sobie córka. Kilkuletnia Regina odkrywa nowy i fascynujący świat, w którym przewodnikiem jest Owour. Dziewczynka, która w rodzinnych Niemczech nie znajdowała porozumienia z rówieśnikami, odnajduje się na afrykańskim lądzie. Uczy swuahili, poznaje miejscowe zwyczaje oraz ludzi. Owour staje się jej najbliższym przyjacielem, a Kenia wspaniałą przygodą.

Historia adaptacji bohaterów do nowego otoczenia oraz piękne krajobrazy nie przysłaniają drugiego poziomu opowieści. Reżyserka nie zapomniała, że historia rozgrywa się w cieniu II wojny światowej, gdzie często największym dramatem dla ludzi była niewiedza, co stało się z ich bliskimi. Brak informacji Redlichów na temat ich bliskich, którzy nie zdecydowali się na emigrację stanowi jedną z osi dramatu. Drugą jest idealizm Waltera, który wiedzie go do podejmowania decyzji, z którymi nie zgadzają się ani żona ani córka, co rodzi napięcia między nimi. Walter należy do grona ludzi, którzy mimo iż „ludzie ludziom zgotowali ten los” nie traci wiary w rodzaj ludzki. Stąd nie dziwi zakończenie filmu, mimo iż wydawać by się mogło, że to niedobre i podjęte wbrew uczuciom rozwiązanie.

Film jest przepięknie sfilmowany, a obrazy surowych, nieupiększonych kenijskich krajobrazów, zgrywają się z historią walki Waltera i Jettel na nowym lądzie. Czuje się przestrzeń, kurz z drogi, brzęczenie owadów, skwar lejący się z nieba. Historia opowiedziana jest bez melodramatyzmu, jaki łatwo mógłby znaleźć się w epickim obrazie, jakim jest „Nigdzie w Afryce”. Po prostu piękny film.

poniedziałek, 14 kwietnia 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jakuzz
2008/04/15 11:10:42
Piękny film, widziałam go kiedyś w kinie, wręcz na randce byłam:) trochę dołujący jak na zdarzenie z założenia romantyczne, ale zupełnie nie odebrało mi to przyjemności oglądania. Nadal marzę o Afryce...
-
Gość: Katie, 62.233.249.*
2008/04/21 10:55:38
Ten film ociera się nawet o wybitność. Warto zaznaczyć, że w tym samym roku do Oscara startowała "Amelia", ale przez "Nigdzie w Afryce" nie wygrała - to już o czymś świadczy.