O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Pociąg do Darjeeling
Reżyseria Wes Anderson. W rolach głównych: Owen Wilson, Adrien Brody i Jason Schwartzman.


Recenzja z dedykacja dla koleżanki Hjuston, która bardzo chciała, abym obejrzała, a następnie zrecenzowała ten film. Po tym, jak zglebiłam „Across the Universe” dostałam prikaz, aby „The Darjeeling Limited” opisać pozytywnie, bo bardzo podobał się koleżance, która raz, że była w Indiach, więc ma osobiste doświadczenia z podróży do tego kraju, a dwa, że ma młodszą siostrę, a temat rodzeństwa jest kluczowy w ostatniej produkcji Wesa Andersona („The Royal Tennenbaums”, „The Life Aquatic with Steve Zissou”).

Postawiona przed takim dictum, nie mam wyjścia, jak tylko powiedzieć, że „The Darjeeling Limited” jest filmem śmiesznym i zabawnym, a ja ubawiłam się po pachy oglądając spirytulistyczną podróż trzech braci po Indiach. Będę pewnie musiała odpokutować za to, co zaraz napiszę, ale powyższe zdanie ma się do prawdy jak wół do karety. Film jest niewątpliwie zakręcony i bardzo „andersonowski”. Łatwo dopatrzeć się podobieństw z poprzednimi filmami reżysera, zwłaszcza upodobania do głównego motywu, czyli pokręconych więzi rodzinnych. To akurat wychodzi Andersonowi najlepiej, bo cała reszta jest mocno przekombinowana. O nie, choć akurat założenie bandaży i plastrów na Owena Wilsona było mistrzowskim posunięciem i jego krzywy nos nigdy chyba nie wyglądał lepiej niż w tym filmie. Aktorów Anderson dobierał właśnie chyba według tego klucza, bo i Adrien Brody (którego skądinąd bardzo lubię) i Jason Schwartzman wyglądali, jakby nosy ustawiał im pijany trener trzeciej ligii bokserskiej.

Film nie musi mieć egzystencjalnego przekazu, aby był dobry. Kiedy jednak stara się coś przekazać, a do tego wybiera formułę komediową, mogą pojawić się kłopoty i to właśnie stało się z „The Darjeeling Limited”. Reżyser nakręcił film, który miał - według mojej opinii- być zabawną wiwisekcją tego, jak najbliżsi sobie ludzie nie umieją ze sobą rozmawiać i choć mówią do siebie, to nie rozumieją, co się do nich mówi. Wyszło tak sobie. Najlepszym żartem całego filmu jest scena, gdy Wilson chce, aby indyjski chłopiec wypastował mu buty, a ten ściąga mu jednego mokasyna z nogi i ucieka. Taki humor jest dobry w wykonaniu Flipa i Flapa, ale po Wesie spodziewałabym się, że burleska będzie podparta porządnymi i śmiesznymi dialogami.

Ogląda się lekko, nawet się czasem człowiek uśmiechnie pod nosem, ale film nie sprawdza się ani jako komedia, ani jako żartobliwy moralitet. Ktoś powiedział Andersonowi, że „The Royal Tennenbaums” byli jego najlepszym filmem, więc reżyser próbował powtórzyć sukces tamtego filmu, ale z miernym efektem.

Muzyka mi się podobała.

wtorek, 25 marca 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hjuston
2008/03/26 04:38:44
eeeee
-
2008/03/26 10:01:57
muzyka to rzeczywiście chyba jedyny plus tego filmu.
-
2008/03/26 15:27:42
Dokladnie: eeeee. Musisz mi zapodac jaks glupia komedie do zrecenzowania, bo ostatnio cos slabo z moim poczuciem humoru.
-
Gość: ania k, 69.232.229.*
2008/03/26 17:40:39
To nastepny film w mojej "kolejce", netflix przyslalo go juz jakis czas temu i film siedzi i czeka na obejrzenie. Royal Tannenbaums to jeden z moich ulubionych flimow (Life Aquatic - bynajmniej, moim zdaniem porazka). Wiec jestem ciekawa.
-
hjuston
2008/03/26 18:06:55
to mialo byc bardziej- eeee ania, a co ci sie ostatnio podobalo? ;) jestes zbyt wybredna.
wszystko co fajne zostalo juz dawno wymyslone i nic juz nas raczej nie zaskoczy ;) wiec trzeba sie cieszyc z tego co mamy.

a ja ogladajac ten film, poraz pierwszy w zyciu mialam skojarzenie z rejsem. scenka z butem przypominala mi troche scenke z ukradzionym kotletem. scenka z kotletem w rejsie byla przeciez tez kompletnie nie smieszna, a jednka smieszna. teksty tez jak w rejsie.
scenki z ipodem ipuszczaniem w kolko tej samej piosenki byly IMHO wysmienite. film nie byl do pekniecia ze smiechu, ale mnie akurat bardzo sie podobal.
-
2008/03/26 18:58:37
Jesli chodzi o filmy lzejsze, to rzeczywiscie jestem marudna i wybredna i malo co mi sie podoba. Dziwnym trafem wole ostatnio ciezsze gatunkowo filmy, takie zeby mna wstrzasnely najlepiej. Podobali mi sie "Falszerze" i nieco starszy film "Sling Blade" Billy'ego Boba Thorntona.
-
hjuston
2008/03/26 19:26:03
mialam isc na falszerzy w sobote, ale byly wysprzedane bilety. w zamian poszlam na tex mex. tez bylo dobre ;)
ja ostatnio mam same nudy z netflixa (nie liczac oczywiscie darjeeling). na wszystko jest teraz long wait wiec przysylaja mi chlam. jakims cudem w kolejce znalazl sie film pt my own private idaho czy jakos tak. nie mam pojecia kto ten film dodal do mojej kolejki? co za dno... (zaraz ktos napisze, ze sie nie znam). podejrzewam, ze wrzucilam to pod wplywem czyjegos postu, ale niestety nie pamietam czyjego. teraz w domu mam jakis film o iraku, end of suberbia (za pierwszym razem mi sie b podobalo, ale za drugim zasnelam po 15 minutach) i oliver's twist. obejrzalam jeszcze lucky chuck czy jakos tak. tez slabizna. i dan in real life - da sie obejrzec jak sie juz nic innego nie ma do obejrzenia.
w ogole ostatnio sporo filmow ogladam. takich slabych. oczywiscie darjeeling limited sie do tych slabych nie zalicza ;)
-
2008/03/26 19:37:19
No tak, o tym, ze Darjeeling sie do niech nie zalicza to juz wiemy he he.
Te Idaho moglas wrzucic przegladajac moja kolejke w Netflixie. Wypozyczylam to kiedys, ale nie obejrzalam, bo nie bylo podpisow i za cholere nie moglam zrouzmiec, co oni gadaja. Normalnie to bym sie zalamala, ale Adam tez nic nie rozumial. Ostatnio wypozyczylam "Wesele" Smarzowskiego, bo chcilam sie w koncu posmiac, ale dysk nie odbieral. Widzialas "I Now Pronounce you Chuck and Larry"? Smieszne?
-
2008/03/26 20:12:46
ja sie zgadzam z hjuston, ze ania cos ostatnio zrobila sie wybredna. (ciagle mam zal o "across the universe").
mam wrazenie jakbys opisywala "rush hour 3" (ktory mi sie ostatnio zdarzylo zobaczyc) a nie wesa andersona. mnie tez sie kojarzylo z rejsem.
-
2008/03/26 20:22:47
Jak bedziecie mialy moje lata, tez bedziecie wybredne, ladies.
-
hjuston
2008/03/26 20:36:08
bardzo mozliwe z tym idaho. ed tez nic nie rozumial. poza tym z facetami ciezko oglada sie filmy, w ktorych sie caluja inni faceci ;)


jesli chodzi o chucka i larrego to coz moge ci powiedziec, jesli nie to, ze oczywiscie widzialam. przeciez ja widzialam wszystkie filmy z adamem sandlerem, a nawet SNL the best of adam sandler. nawet spanglish widzialam. dodam, ze nie uwazam sie za fanke adama sandlera.
film jest raczej malo smieszny. jest tam jedna smieszna scena jak sie gruby spierdzial. cale kino sie zanosilo ze smiechu. na dvd mozna obejrzec, w kinie strata czasu. jesli obejrzysz i napiszesz kolejna pochlebna recenzje to chetnie podyskutuje o adamie sandlerze.
muzyka w tym filmie jest za to bardzo fajna. szczegolnie pierwsza piosenka. it goes like this:
Yo Brooklyn Yo Bronx Manhattan Yo Queens
Staten Island Yo Jersey and everywhere in between yo
Holla if you broke or an English bloke
And if you know what I mean seen
Baseball bat in the back seat
Of Matt's black car and I travel far much
Further than you witcha metro card
Betcho xxx is on welfare
That's OK so am I psyche
Still gonna put my thing down tonight
One time for your mind five of a kind
Look at all the people look how they lined up
At the door they want more I bring
Grams to the crackers like s'mores
Say oh no say hell yeah
Oh no know hell yeah now
Bust shots in the air
-
2008/03/26 20:44:10
Filmy z facetami, ktorzy sie caluja, to sie trudno oglada z tesciowa, ze Ci przypomne. Chyba musze ten "BM" przywiesc i zrobimy sobie babski (he he) seans.
Ja chyba zaraz napisze odzew do czytelnikow, zeby polecili smieszne filmy, bo co typ, to jak kula w plot.
-
Gość: ania k, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2008/03/26 21:40:18
moim zdaniem "chuck and larry" byl BEZNADZIEJNY. niestety adam sandler zszedl na psy... tak jak i will farrel. my own private idaho to bodajze film gus van sanata? z riverem phoenixem? narkoleptykiem?
-
2008/03/26 21:45:59
Tak, z Phoenixem i bodajze w rezyserii van Santa (nie pamietam na 100%).
Jedyny film z Willem, ktory obejrzalam z przyjemnoscia to "Elf", ktory trafil na moja liste "the best of Christmas movies". Ilekroc widze reklamy jego nowych filmow, to mi sie cos robi.
-
2008/03/26 21:57:45
jesli chodzi o willa, to ostatnio ogladalam z nim "master pro" i od tego momentu nie moge juz na niego patrzec. a tak mi sie kiedys podobal w "producentach"...
-
2008/03/26 22:02:40
Niezla dzisiaj jestes z tymi tytulami. To zdaje sie byl "Semi Pro". Jednakze zwracam honor Willowi za "Producentow" i "Springtime for Hitler".
-
2008/03/26 22:09:20
no faktycznie cos mi sie dzisiaj miesza. a ty widze, ze ciezko pracujesz, hihihi;)
-
2008/03/26 22:20:22
W pracy balagan, bo zmieniamy pietra, ludzie sie przenosza z biurkami, ja tez sie przeprowadzilam, wiec dzis sie aklimatyzuje w nowym miejscu i nastawiam do ciezkiej pracy od jutra.
-
hjuston
2008/03/26 22:36:01
adam sandler chyba tak naprawde nigdy nie byl smieszny. a i filmy, w ktorych gra sa takie n azwijmy je- familijne. ale mam do niego szacuneczek za ten patriotyzm do ny i swojego pochodzenia. i dlatego ogladam te jego filmy. ogladam je, zeby sprawdzic czy znowu bedzie facetem z nowego jorku. i zazwyczaj mam racje.
jesli chodzi o willa to mimo wszystko, ze stranger than fiction jest nie do wybaczenia- nadal go uwielbiam. moje ulubione filmy z willem to oczywiscie: old school; the wendell baker story, anchorman, a night at the roxbury i stare odcinki SNL (w tym oczywiscie skecz more cowbell). producentow nie widzialam, ale naprawie ten blad juz niedlugo...
-
hjuston
2008/03/27 03:14:33
ojojoj sprawdzilam i juz wiem co to za film ci producenci. no wiec wypozyczylam go kiedys, obejrzalam 20 minut, zalamalam sie i odeslalam.
-
2008/03/28 00:58:09
bo will farell pojawil sie dopiero pozniej niz po 20 minutach i uratowal film.

www.youtube.com/watch?v=uG7nvCYPSfc