O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Across the Universe
Reżyseria Julie Taymor. W rolach głównych: Evan Rachel Wood, Jim Sturgess, Joe Anderson.


Tracę coś ostatnio serce do słodkich filmów. Nie zachwyciło mnie „Juno”, a teraz rozczarowałam się „Across the Universe”. Ten beatlesowki musical jest dla mnie prawie że zamachem na muzykę tego zespołu, a John Lennon przewraca się w grobie słysząc miaukliwe wykonania swoich piosenek. McCartney’owi film podobno się podobał. Poor bastard.

Koncept filmu jest ciekawy. Banalną historyjkę kilkorga młodych ludzi, osnutą na kanwie wojny wietnamskiej, problemów rasowych i przemian społecznych w Ameryce urozmaicono piosenkami The Beatles, które wypełniają film od pierwszej do ostatniej minuty. Kiedy więc niedoszła lesbijka, nie umiejąca przyznać się do swojej orientacji widzi obiekt swoich westchnień, śpiewa sobie rzewnie „I Wanna Hold Your Hand”. Na samym początku filmu widzimy głównego bohatera śpiewającego „Girl” i już wiemy, że będzie o nieszczęśliwej miłości. I tak to leci dalej. Dobór piosenek do akcji jest nawet nieźle pomyślany, choć czasem przewidywalny. Postaci z filmu dodatkowo noszą imiona z utworów zespołu, jest więc Jude (“Hey Jude’), Lucy (“Lucy in the Sky with Diamonds”), JoJo (“Get Back”), Sadie (“Sexy Sadie”), Prudence (“Dear Prudence”) i Max (Maxwell's Silver Hammer”), że wspomnę tylko głównych bohaterów.

Fabuła jest prosta jak budowa cepa, ale to jeszcze da się jakoś przeżyć. Aktorstwo wali się momentami na całego, ale też przymknę oko. Najbardziej chyba zapadająca w pamięć scena w komisji wojskowej zgrana z piosenką „I Want You (She’s So Heavy)” zaczyna się wielce obiecująco, po czym finał ze Statułą Wolności symbolizującą, jak trudny, wyczerpujący i okrutny jest proces niesienia wolności (sic!) rozbawiła mnie do łez. Najgorsze jednak były aranżacje piosenek czwórki z Liverpoolu. Rozumiem, że gdyby piosenki brzmiały identycznie, jak w wykonaniu Beatlesów, psioczyłabym, że nie ma nic nowego. Okay. Niech będą zaaranżowane, przerobione, przemiksowane, podrasowane, stiuningowane, ale niech to będzie zrobione z sercem, jajem i pomysłem! A w „Across the Universe” każda piosenka brzmiała tak samo. Wszystkie w rzewnej, płaczliwej, udramatyzowanej formie, na jednej nucie. Jedyną piosenką i zarazem sceną w filmie, która zrobiła na mnie wrażenie było „Let It Be”, ale pewnie dlatego, że włączył się chór gospel.

Nie jestem wielką znawczynią muzyki Beatlesów, ale znam ich wczesną radosną twórczość spod znaku „Love Me Do” oraz późniejszą z „Abbey Road”, czy „Klubu samotnych serc sieżanta Peppera” i powiem, że coś mi się normalnie robiło, gdy słuchałam tych miaukań. Mąż, który filmu nie oglądał (teraz wiem dlaczego), ale za to Beatlesów zna lepiej niż ja przychodził od czasu do czasu do pokoju zwabiony dźwiękami jakiejś wyjątkowo kiepskiej aranżacji, z jednym pytaniem na ustach „WTF?” Nie odebrałam tego aż tak źle, jak on, ale przyznam, że spodziewałam się czego bardziej pomysłowego, a nie takich strasznie ugłaskanych wersji. Jeśli muzyka Beatlesów stanowiła kanwę całego filmu i była (lub raczej miała być) jej najmocniejszym filarem, to osobiście chciałabym tą muzykę słyszeć w tym filmie, a nie przechodzić od jednego płaczliwego utworu do drugiego. Wydawało mi się, że nie może być nic gorszego niż Evan McGregor w „Moulin Rouge” (który jako całość podobał mi się), a tu proszę. Dobry pomysł to nie wszystko. Trzeba również wiedzieć, jak go wyegzekwować.

Myślę, że problem leży w tym, że to nie jest film dla fanów tego zespołu, dlatego ktokolwiek kto choć trochę zna ich muzykę będzie zawiedziony (tak mi się zdaje na podstawie reakcji mojej i męża). „Across the Universe” jest popową papką przemiksowaną dla tych, którzy Beatlesów znają wyrywkowo. Pokażcie mi prawdziwego fana The Beatles, któremu podobał się ten film.
poniedziałek, 10 marca 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/03/11 01:18:39
Aniaaaaa! Normalnie lamiesz mi serce swoja recenzja. jestem wielka fanka beatlesow od zawsze, a film bardzo, bardzo mi sie podobal.
-
aniabuzuk
2008/03/11 02:14:09
Lonelyyyyyyy! Ty z kolei lamiesz mi teorie, ze mozna byc fanem Beatlesow i lubic ten film he he. Do trzech razy sztuka. Obiecuje, ze nastepny film, ktory wszyscy beda chwalic bedzie mi sie podobal i napisze pochlebna recenzje.
-
hjuston
2008/03/11 02:59:26
a gdzie jest napisane, ze jest to film dla fanow beatlesow?
moim zdaniem byl to swietnie zrobiony mashup. u lonelystar napisalam tez, ze scena z komisja wojskowa podobala mi sie najbardziej.
przyznam jedank, ze film ktory widzialam nastepnego dnia- the darjeeling limited- podobal mi sie bardziej. i oczekuje pochlebnej recenzji. moge ci nawet zaplacic ;)
-
Gość: spacerowiczka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/03/11 12:03:20
ja też uważam się za fankę Beatlesów a film mi się bardzo podobał. porównywałam potem ścieżkę dźwiękową z oryginalnymi piosenkami i łapałam się na myśli, że oryginalni Beatles brzmią cokolwiek hmm... staroświecko. zgadzam się, że fabuła do bólu banalna, ale chyba o to chodziło. podobało mi się coś innego: w jednym filmie zgromadzono wszystkie (większość? część?) trendów epoki, która trwałą kilkanaście lat. wszystko, co nam sie obiło o uszy, było rozciągnięte w czasie, tutaj dzieje się naraz i jest totalnie wymiksowane. przez co film sprawia wrażenie prawdziwszego od rzeczywistości. taki hiperrealizm.
poza tym moim zdaniem ten film nie jest dla fanów ani nie-fanów Beatlesów. w ogóle nie jest o muzyce Beatlesów. po 40 latach fenomen Beatlesów jest już faktem społecznym i tak to potraktował ten film. podobało mi się, jak z piosenek wyciągnięto nowe interpretacje, jak ilustrowały wydarzenia /nurty lat 60.
pozwolę się zareklamować i załączyć link do mojej notki o tym filmie :) choć może nie jest to stricte recenzja : spacerowiczka.blogspot.com/2008/01/esencja-epoki-czyli-across-universe.html
-
2008/03/11 15:36:03
Dla fanow, czy nie fanow, muzyka Beatlesow jest obecna w tym filmie i sila rzeczy wywoluje porownania do oryginalu. Moze za bardzo skupilam sie na tej czesci filmu, ale z drugiej stronej na niczym innym nie potrafilam. O wojnie w Wietnamie byl juz niezly "Hair" i "Across the Universe" nie pokazal nic nowego. Wizualnie, owszem owszem. Scena z truskawkami byla swietna i te psychodeliczne z Bono tez mialy klimat.
Hjuston, do Andersona zrazilam sie po jego ostatnim "Life Aquatic with Steve Zissou", wiec chyba rzeczywiscie bedziesz musiala mi zaplacic za recenzje "The Darjeeling Limited". Po starej znajomosci wrzucam do Netfixa.
-
2008/03/12 19:34:25
zgadzam się w pełni!dla mnie totalne rozczarowanie niestety.
-
aniaposz
2008/03/14 19:40:22
Tym razem nie o filmach, a tylko z zaproszeniem do zabawy w "6 rzeczy". Szczegóły u mnie pod notką o tym właśnie tytule. :)
-
2008/03/15 22:04:15
Cóż, mnie film wynudził (oprócz kilku scen, finałowe wykonanie Hey, Jude kapitalne) choć mojej siostrze oraz ojcowi się podobał. Niemniej jednak spodziewałem się, że jeśli ktoś się zabiera za muzykę Beatlesów to mógłby już wymyślić coś wystrzałowego, bo i materiał jest niewąski. Odniosłem wrażenie, że to był skok czysto komercyjny i tytuł nie ma nic wspólnego z treścią.
-
fg2002
2008/03/17 02:03:30
Zdaje mi sie, że to świetny blog. Jeśli ma jakieś minusy, to tylko dodatnie.
-
Gość: Vicky, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/17 17:28:38
Ja jestem wielką fanką The Beatls i muszę powiedzieć, że jestem zachwycona tym filmem. Jest barwny i plastyczny, przedstawia główne problemy lat 60. Muzyka Beatls'ów w wykonaniu aktorów jest naprawdę świetna (ale skoro nie znasz muzyki Beatls'ów to nie dziwię się twojej prymitywnej recenzji).Wątek miłosny dodaje smaku w tym filmie.
Sądzę, że 'Across the universe' jest świetny, ale nie przeznaczony dla takich osób jak Ty.
-
aniabuzuk
2009/04/17 18:02:30
A ja sadze, ze ten blog nie jest przeznaczony dla osob, ktore nie umieja w kulturalny sposob wyrazac pogladow odmiennych od moich.
-
Gość: Vicky, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/04/17 18:41:01
Pisząc, że ten film nie jest przeznaczony dla Ciebie nie chciałam Cie urazić. Po prostu uważam, że błędnie zinterpretowałaś film, na siłę wyszukiwałaś w nim wad, a nie zauważyłaś największych atutów filmu, które rzucają się w oczy od pierwszej sceny.
-
Gość: nowhere girl, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/16 15:39:39
1. jestem wielką fanką beatlesów jak i samego Johna, a ten film bardzo mi się podobał, a nawet mnie wzruszył. Radziłabym nie pisać, że napewno żadnemu fanu się to nie spodoba ;). Ale w czym tkwi wasz problem - według mnie (nie wiem, tak mi się zdaje) za bardzo skupiliście się na wykonaniu tych utworów. Beatlesi to Beatlesi. Musical to musical. Jest mnostwo coverow Beatlesow, a czy słyszeliście chociaż jeden lepszy od oryginału? myślę, że nie. To jest po prostu nie osiągalne. Jest mnóstwo barwnych, ciekawych scen. Film kiedy trzeba jest psychodeliczny, z charakterem, prawdziwy a kiedy trzeba - słodki i wzruszający. Czy nie tacy byli Beatlesi i ich muzyka? Mniejsza o wykonanie. Mi się film osobiście podobał. Głównie kreacje stworzone przez świetnych aktorów. Zwątpienie Jude'a w ruchy hippisowskie, ruchy aktywistyczne Lucy, wpływ wojny na psychikę Max'a..wszystko ze sobą świetnie współgra. Nie musi być to film rewolucyjny, kończy się dobrze, standardowo - z happy end'em. Bo jak to mawiał John - All you need is love. A - i jeśli skupiacie się tylko na piosenkach to zwróćcię uwagę na to, jak dobrze są dobrane. I nie mówię tu o ''If I fell'', bardziej o ''Revolution'' albo samo ''Across the universe''.
PS. Mnie osobiście scena ze statuą wolności się podobała. Przestańmy być krytycznie nastawieni do wszystkiego i obejrzyjmy go jeszcze raz, tylko - jak to też mawiał John - z otwartym umysłem :)