O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda

Reżyseria Andrew Dominik. W rolach głównych: Brad Pitt i Casey Affleck.



Długie, jakże przyjemne zaskoczenie. Film, przed którym broniłam się, zrażona paroma przydługimi filmami z ostatnich miesięcy, w czasie oglądania których tyłek przyrósł mi do kinowego hotela. W domowym zaciszu, 160 minut „Zabójstwa Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda” upływa niespodziewanie szybko przy dźwiękach muzyki Nicka Cave’a, surowych zdjęciach Rogera Deakinsa („No Country for Old Men”) i bardzo dobrym aktorstwie Brada Pitta i Casey’a Afflecka.

I zacznę właśnie od obsady. Obsadzenie Brada Pitta, czołowego gwiazdora Hollywoodu, za którym piszczą panny na całym świecie, w roli dziewiętnastowiecznego bohatera, o którym pisano książki, a postać obrosła legendą, było strzałem w dziesiątkę. Pitt zagrał bardzo oszczędnie. Stracił chłopięcy urok, który nieodmiennie epatował w wielu swoich wcześniejszych filmach i udało mu się przejść od bycia Bradem Pittem do odtwarzanej postaci. Jeden z lepszych występów tego aktora. W roli Roberta Forda wystąpił Casey Affleck, brat Bena. No żesz kurczę, trzeba mieć głowę na karku, aby do roli fana i niespełnionego gangstera, zapatrzonego w Jamesa, zaangażować Afflecka, prywatnie brata młodszego i znacznie bardziej znanego Bena. Affleck był świetny, po prostu świetny. Dobry rok dla tego aktora, po udanym występie w reżyserskim debiucie brata „Gone Baby Gone” (w Polsce pod kretyńskim tytułem „Gdzie jesteś, Amando”).

Jeśli pomyśleć o morderstwie Johna Lennona, czy szaleńcu, który dla Jodie Foster chciał zabić prezydenta Reagana, to łatwo znaleźć w filmie Dominika analogie do współczesnego świata, w którym celebryci to bogowie ekranu i prasy, każdy ich krok jest śledzony przez dziesiątki fotografów i obrastają tabloidową legendą. Reżyser „Zabójstwa” Andrew Dominik („Chopper”) wyreżyserował oniryczną opowieść o bohaterze i jego przeznaczeniu, osadzoną w westernowej scenerii. Szare, pozbawione koloru zdjęcia zdają się podkreślać samotność Jamesa, cierpiącego na bezsenność, depresję i omamy, wszędzie wietrzącego podstęp, a swoim wrogom strzelającego w plecy. Ford zaś chołubi bohatera tanich książek, którymi zaczytywał się w dzieciństwie i doszukuje się podobieństw między sobą a Jamesem. W fascynacji idolem, zdaje się być coś więcej niż podziw dla bohatera dziecięcych lat. Oddaje to najlepiej jedna z bardziej pamiętnych kwestii, którą wypowiada siedzący w wannie James Do you want to me like me or do you want to be me? W przesiąkniętej erotyzmem scenie kąpieli, przyglądający się Jamesowi Ford, zdaje się być zauroczony Jamesem nie tylko jako legendą Dzikiego Zachodu, ale również jako mężczyzną. Czy było tak naprawdę, niewiadomo. Reżyser nie każe Pittowi zapytać wprost Do you want to be WITH me?, a ledwo dostrzegalnie szkicuje element homoseksualnej fascynacji.

W przypadku tego filmu, czas trwania jest jego sprzymierzeńcem, gdyż pozwala widzom zanurzyć się w świat bohaterów, poznać motywy ich działania oraz emocje. Nie jest to film przeznaczony dla osób, którzy oczekują szybkich rozstrzygnięć na ekranie. Znając zakończenie zanim jeszcze zacznie się film, zgadzamy się na filmową podróż w zmrożoną prerię, prowadzoną przez narratora podwójną elegię Jesse’ego Jamesa i człowieka, który go zabił.

piątek, 29 lutego 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
aniaposz
2008/03/01 12:46:15
A to ciekawe. Ja się męczę już 4. dzień z tym filmem. ;) Młody Affleck świetny, ale poza tym... Ok, obejrzę do końca i się wypowiem. :)
-
Gość: lis, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/03/01 22:28:59
Ale Deakins nie dostał przecież Oscara....
-
2008/03/02 00:13:55
niesamowita kreacja Casey Afflecka i rzeczywiście zupełnie inny od swojego filmowego wizerunku Brad Pitt. Film rozciągnięty w czasie do granic możliwości, ale ogląda się świetnie.Bardzo dobre kino.
-
2008/03/02 01:30:58
Lis, masz racje. Juz poprawilam.
-
Gość: ania k, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2008/03/02 22:27:45
mnie tez ten film zmeczyl i znudzil.... moze nie mialam nastroju. jest bardzo "klimatyczny", to fakt, przepiekne zdjecia i muzyka, ale po prostu w pewnym momencie przestal mnie zupelnie interesowac los bohaterow a placzliwy glos afflecka po prostu zaczal wkurzac... co do muzyki nicka cave'a , to czy widzialas "Proposition"? tez western, moim zdaniem rewelacyjny no i nick nie tylko napisal muzyke, ale tez scenariusz :-)
-
countersv
2008/03/03 11:17:41
Kumpel polecal mi bardzo 3:10 do Jumy. Obejrzalem i pod wrazeniem nie bylem. Z kolei ten sam czlowiek od czci i wiary osadzil wlasnie Jesse Jamesa. Ja jeszcze nie widzialem, po jego opinii nie chcialo mi sie po ten film siegac (skoro 3:10 bylo cienkie a jemu sie tak podobalo, to jak cienkie musi byc cos, czego on nie mogl nawet do konca obejrzec, mimo kilku prob?). A teraz z kolei Ty piszesz, ze film wart jest uwagi.
Ciekawe, jak sam w koncu obejrze, jakie bede mial wrazenia.
-
2008/03/03 17:22:05
No nie wiem, co Ci powiedziec, bo mi sie podobaly oba, ale "Zabojstwo..." wymaga wiekszej cierpliwosci, bo tak naprawde poza westernowa sceneria, film ma niewiele wspolnego z westernem. Akcji niewiele, gadki duzo. Tak, jak Ania napisala, to film klimatyczny.
Aniu, nie widzialam "Proposition".
-
Gość: dariusz, 213.227.78.*
2008/03/10 10:08:52
Witam - bardzo prosze autorkę blogu o kontakt na maila: largomedia@interia.pl w celu nawiązania współpracy recenzenckiej.
Pozdrawiam dariusz
-
2008/03/10 16:37:51
Dzieki za propozycje, ale na razie nie planuje rozszerzac pisania poza blog.
-
2008/03/15 10:43:27
według mnie ten film to arcydzieło. został pominięty w nominacjach chyba tylko z powodu słabych wyników w box office, w mojej klasyfikacji wygrywa wszystko;)
-
hjuston
2008/05/20 06:39:54
ale te zdjecia! fantastyczne. kazda klatka moglaby rownie dobrze byc pojedyncza fotografia na jakiejs wystawie. i te kolory wlasnie. blade, ale jakie piekne.
zdjecia i narracja to prawdziwe perelki.
-
2008/05/20 16:30:28
Prawda? Niedoceniony obraz, moim zdaniem.