O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Wojna Charliego Wilsona

Reżyseria Mike Nichols. W rolach głównych: Tom Hanks, Julia Roberts i Philip Seymour Hoffman. W Polsce od 22 lutego.



Wyszłam z kina przybita. Próbowano mi wmówić, że pod płaszczykiem czynienia dobra można sobie uprawiać wojenkę na szczytach władzy i jeszcze dostawać za to medale. Taki film mógł powstać tylko w Ameryce albo w byłym Związku Radzieckim.

Tytułowy Charlie Wilson jest postacią autentyczną. Teksański kongresman zasłynął rozrywkowym trybem życia oraz biurem, w którym zatrudniał sekretarki na podstawie głębokości dekoltu lub stopnia opięcia spódnicy na tyłku. Przynajmniej tak pokazał to reżyser Mike Nichols (reżyser m.in. uwielbianej przeze mnie „Klatki dla ptaków”), a ja szczerze mówiąc nie mam ochoty sprawdzać, czy było tak naprawdę. W każdym bądź razie, pewnego razu kongresman Wilson siedząc w bulgoczącym jacuzzi z półnagimi paniami przy boku zobaczył w telewizji obrazy z najechanego właśnie przez Rosjan Afganistanu. Przejął się nimi mocno, a wkrótce okazało się, że Afganistan leży na sercu jego dobrej znajomej z Teksasu, prominentnej i znanej na salonach Joanne Herring (Julia Roberts). Od słowa do słowa, od czynu do czynu, Wilson na własne oczy zobaczył pakistański obóz uchodźców z Afganistanu i jest to najbardziej poruszający moment filmu, gdy kamera pokazuje kilkuletnie dzieci bez rąk, urwanych przez miny. Wilson zaczyna lobbować w Kongresie na rzecz wsparcia finansowego i przede wszystkim zbrojnego dla partyzantki afgańskiej. W krótkim czasie Afgańczycy dostają profesjonalny sprzęt do zestrzeliwania radzieckich helikopterów, które dziesiątkują afgańskie wsie. Na ekranie zaś pojawią się szybko rosnące cyferki zestrzelonych śmigłowców, roześmiane twarze partyzantów oraz rozpierniczone w drzazgi radzieckie maszyny.

W kinie ludzie śmieją się pod nosami, a mi wcale nie jest do śmiechu. Wychodzi na to - i Ameryki tu nie odkrywam - że wojnę może uprawiać sobie siedzący w zaciszu swojego gabinetu prominent z USA, a tysiące kilometrów stamtąd ludzie zabijają się wzajemnie. W tak zwanej słusznej sprawie, bo w końcu Afgańczycy walczyli z okupantem, ale na mnie zrobiło to bardzo przygnębiające wrażenie.

Być może działania Wilsona były szlachetne, ale sposób w jaki przedstawił je reżyser zupełnie nie przypadł mi do gustu. Poszłam na „Wojnę Charliego Wilsona’ głównie, aby obejrzeć Philipa Seymoura Hoffmana nominowanego do nagrody Akademii Filmowej za drugoplanową rolę agenta CIA, wspierającego działania Wilsona. Hoffman był w porządku, choć nominacja do Oskara jest nieco na wyrost, ale tylko on, oraz jak zwykle dobry Tom Hanks ratują ten film przed kategorią „kiepskie”.

środa, 13 lutego 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/02/13 19:59:49
a jak Julia Roberts?? ostatnio cos o niej cicho... wziela sie za wychowanie dzieci czy co?!
-
2008/02/13 20:01:30
Bez rewelacji. Nieduza rolka, nie miala sie przy czym rozpedzic. Peruki miala zabojcze, jak widac na zdjeciu.
-
2008/02/13 20:20:59
Dla mnie najwazniejsza w calym filmie byla scena, w ktorej Charlie probuje wyzebrac pol miliona na szkoly w Afganistanie. Moim skromnym zdaniem rezyser probowal pokazac w tym filmie dlaczego teraz Amerykanie maja problem z terroryzmem w Afganistanie. Pomagajac Afganom(czykom?) wygrac wojne robili to po kryjomu - zalatwiali im rosyjski sprzet tak, zeby Rosjanie nie mogli sie zorientowac (przynajmniej oficjalnie), ze USA macza palce w tej wolnie. I teraz z punktu widzenia typowego mieszkanca Afganskiej wioski wyglada to tak "Ok, dowalilismy Rosjanom dzieki temu, ze udalo nam sie w jakis sposub zaiwanic im ich wlasna bron. Zrobilismy dobrze Amerykanom, a oni nawet pol banki nie chcieli dac na szkoly! I jeszcze beda nam jakas ich demokracje wciskac?".

Tylko, ze ja to wiem, bo "mam background". Amerykanin po wyjsciu z kina mysli "kurde pomoglismy im to czemu do cholery teraz z nami walcza?"

Ogolnie pomysl niezly, wykonanie mocno przecietne.
-
hjuston
2008/02/13 20:23:03
Ja rozumiesz zupelnie inaczej ten film odebralam. Jak dla mnie byla to historia, w ktorej chodzilo o wytlumaczenie dlaczego teraz jest tak jak jest. i kto jest temu winny. Moim zdaniem celem filmu bylo pokazanie, ze Amerykanie sa tak naprawde sami sobie winni, bo tylko oni wladowali tyle szmalu w uzbrojenie Afganistanu, ktore to teraz wykorzystywane jest przeciwko nim samym. I ze mozna bylo zmienic bieg historii, a go nie zmieniono. a cala ta historia o wojnie z Ruskimi i spadajacych helikopterach to tylko dodatek. Jesli chodzi o drugie zdanie w Twojej recenzji to osobiscie nie odnioslam takiego wrazenia. a wrecz przeciwnie. wydawalo mi sie, ze rezyser tak w sumie troche z tego kpil i nie sadze, zeby naprawde w tym filmie chodzilo o ukazanie jakichkolwiek bohaterow. jesli juz to bardziej zalosnych przegranych. no ale moze sie myle.
-
2008/02/13 20:41:28
Jak to powiedzial Wilson "These things happened. They were glorious and they changed the world
… and then we fucked up the end game". Amerykanie ostarczyli bron, ale w sytuacji, gdy -jak to przedstawiono w filmie - polowa spoleczenstwa afganskiego ma mniej niz 14 lat i potrzeba szkol, odwracaja sie tylem i zostawiaja kraj rozgrzebany i zdany na siebie. Smutna konkluzja.
-
hjuston
2008/02/13 20:49:48
dokladnie tak
-
2008/02/13 20:51:00
Hjuston, te medale wygladaly mi bardzo propagandowo: pomagamy braciom Afganczykom, demokracja triumfuje, okupant pokonany i dostajemy za to medale. Moze i racja, ze to miala byc rezyserka kpina, choc dla mnie film byl zdecydowanie za malo krytyczny w stosunku do polityki Stanow wobec Afganistanu. Kase na bazooki i inne cacka wylozyli lekka raczka, a na szkoly juz nie.
-
hjuston
2008/02/13 21:55:23
no a jak twoim zdaniem powinien byl to skrytykowac? moim zdaniem komentarz charliego jest idealnym zakonczeniem i wystarczajaca krytyka. ja tu nie bronie stanow zjednoczonych za te medale i fanfary. zawsze uwazalam, ze usa bardziej przypomina ruskich niz sami ruscy. ale te medale moim zdaniem swietnie pomagaja skontrastowac cala ta sytuacje i ukazac zenujace zakonczenie. tak wlasnie moim zdaniem pokazuje sie kpine. sam charlie tez pewnie ta zenade widzial. poza tym w filmie chodzilo tez pokazanie pewnej postaci (charliego) i jej ‘wplywu’ na bieg historii. charlie byl lekkoduchem, flirciarzem i podstarzalym playboyem. to wlasnie czyni film interesujacym- ze ktos taki jak on (w sumie w pojedynke) mial wplyw na tak wiele (bo ‘tak nie wiele’ byloby raczej krzywdzace). powazna krytyka polityki amerykanskiej nie pasowalaby mi do charakteru charliego. jesli cos w tym filmie nawalilo to moim zdaniem byla to tylko i wylacznie julia roberts i jej rola. czasem jest tak, ze pewne aktorki wpycha sie do pewnych filmow na sile. tak bylo na przyklad z catherine zeta-jones w tym filmie ocean's twelve czy tez eleven (nie pamietam, ktory to byl). kompletnie tam nie pasowala. julia roberts nie pasowala mi do tego filmu.
-
2008/02/13 22:12:30
No nie wiem, jak dokladnie mialby to pokazac. Musialabym najpierw zobaczyc na ekranie ;-) A na serio, to masz racje, ze komentarz Wilsona byl dobrym podsumowaniem i zgadzam sie z tym, co piszesz. Mi tylko zabraklo czegos po drodze do tego komentarza, jakiegos mocniejszego akcentu, dzieki ktoremu ten komentarz mialby jeszcze dobitniejsze przeslanie. Moze subtelnosci scenariusza byly dla mnie za subtelne i nie wylapalam tego, co powinnam, stad moje rozczarowanie.

Co do Roberts, to prawda - mozna byloby ja wyciac bez szkody dla filmu. Ot, ozdobka, a w zasadzie nawet nie ozdobka, bo wygladala jak raszpla. A Zeta Jones byla w Ocean's 12.
-
hjuston
2008/02/13 22:23:38
wygladala koszmarnie. tak wlasnie wygladaja kobiety w texasie haha. te rzesy! co to mialo byc? pokaz MAC cosmetics?
-
2008/02/13 22:29:50
Przy scenie z agrafka nie wiedzialam, gdzie oczy podziac. Brr. Ciekawe, czy Roberts naprawde je rozczesywala, czy to jakas filomowa sztuczka.
-
2008/02/14 04:31:13
Filmy byl nedzny i tyle. Nikt mi nie wmowi, ze jakikolwiek amerykanski polityk naprawde przejmuje sie tym co sie dzieje gdzies tam w jakims Afganistanie, a Charlie jakby chcial to bym im mogl wlasne pol miliona oddac (bo na pewno mial).
-
Gość: radarek123, *.hsd1.il.comcast.net
2008/02/14 07:09:31
W sumie to mozna bylo tylko trailer obejrzec - wszystkie najlepsze kawalki tam byly a Hanks to taka troche swieta krowa, co by nie zrobil to albo swietne albo " Hanks sam uratowal film " , troche jak Wajda u nas - zrobil slaby Katyn a wszyscy zajarani na maksa i nie daj boze ktos cos powie.
-
2008/02/14 15:11:39
No wlasnie, w Katyniu to tylko koncowka byla mocan, reszta filmu dosc nudnawa, no i ta stronniczosc. No ale Ania pewnie bedzie miec tu ostobny wpis o Katyniu, wiec sobie wtedy bedziemy komentowac.
-
2008/02/14 16:31:39
Na wpis o Katyniu trzeba bedzie troche poczekac, bo wychodzi na dvd dopiero w kwietniu, wiec wtedy Wam powiem co mysle.

Radarek: no nie gadaj, Hanks zagral dobrze. Moze Wilson to nie jakas jego popisowa rola, ale dla mnie gosc trzyma poziom i nie odwala fuszerki, a Forrest Gump to moj ukochany film, na ktorym rycze jak bobr ilekroc ogladam.
-
hjuston
2008/02/14 20:21:59
a zielona mila? to moj ulubiony z hanksem
-
2008/02/14 20:37:38
Tez niezly.
A propos Hanksa skojarzylo mi sie Cast Away, gdzie on gadal do tej pilki Wilsona. Widocznie Wilson byl mu pisany.
-
Gość: Cold, 83.2.170.*
2008/02/17 21:52:18
Cóż, mimo dość odpychającej tematyki po Nicholsie spodziewałem się zdecydowanie więcej, a tutaj chłodne opinie dość. W takim razie czekam na film głównie pod kątem aktorskim - nominowany Hoffman i gdzieś w drugim planie Emily Blunt i Amy Adams. I Julka w tych perukach. Zobaczymy.
-
2008/02/18 14:50:18
ja obejrzę dopiero w piątek (polska premiera)ale po Twojej recenzji nie czekam w takim razie na wiele, choć zwiastuny były obiecujące...
-
2008/02/18 18:11:05
Mi tez sie wydawalo, ze zwiastuny byly obiecujace, ale film rozczarowuje. Napiszcie, jak juz obejrzycie, czy sie Wam podobalo.
-
Gość: Cold, 83.2.170.*
2008/02/24 11:15:00
Cóż, ja jestem po i naprawdę, wychodząc z kina byłem w szoku, że taki film zrobił Nichols.. Film pogrążyła totalnie niepasująca otoczka komediowa - ten film jest tak niemiłosiernie sztuczny, tak porażająco niewykorzystany i nużący, że nadal nie mogę otrząsnąć się z szoku. Aktorzy nie wynoszą filmu na wyżyny, bo sami grają, jakby nie byli do filmu przekonani. Chyba największy zawód ostatnich miesięcy.