O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Wolny dzień Ferrisa Buellera

Reżyseria John Hughes. W rolach głównych: Matthew Broderick, Alan Ruck i Mia Sara.


Ten film niezmiennie rywalizuje z „The Blues Brothers” o miano najbardziej chicagowskiego filmu. Jeszcze niedawno nie rozumiałam, jak film o jednym dniu wagarów może w ogóle mierzyć się z kultowymi przygodami braci Blues, ale po ponownym seansie zaczynam chyba rozumieć. Widziany kilkanaście lat temu nie mógł mi się podobać, gdy po prostu był nie z tej ziemi. W czasach, gdy chodziłam do ogólniaka posiadanie przez ucznia własnego samochodu było rzeczą niebywałą, a wagary polegały na siedzeniu w parku na ławce, a nie rozbijaniu się luksusowym samochodem, czy lunchu w ekskluzywnej restauracji. Widziany parę lat temu śmieszył, ale wtedy za mało znałam miasto, aby należycie docenić, jak wiele Chicago pokazano w filmie. „Wolny dzień Ferrisa Buellera” nigdy nie uosabiał polskiej rzeczywistości i myślę, że właśnie dlatego nie zdobył takie popularności w Polsce, jak za oceanem. Tutaj ta komedia stanowiła kwintesencję amerykańskiej suburbii, z której chce się wyrwać główny bohater wraz ze swoim kumplem oraz dziewczyną. Wybór na wagary marzeń pada na znajdujące się niedaleko miejsca zamieszkania Ferrisa Chicago.

Można śmiało rzec, że komedia Johna Hughesa to prawdziwy pean na cześć Windy City. Jest wspaniała panorama Chicago, pokazująca Sears Tower, budynek Johna Hancocka, nadjeziorną Lake Shore Drive, Wrigley Field, na którym Ferris łapie piłkę baseballową, Chicago Board of Trade, Art Institute of Chicago oraz rozległa scena parady w centrum, gdzie w poszczególnych ujęciach można dopatrzeć się budynku poczty głównej na Federal Plaza i charakterystycznej czerwonej rzeźby Caldera oraz ulic Dearborn i Adams. Normalnie jakby kręcili przewodnik po najbardziej znanych miejscach w mieście.

„Wolny dzień Ferrisa Buellera” odniósł sukces kasowy, co mnie nie dziwi, bo jak komedia o cwanym nastolatku, który wywodzi w pole dorosłych, bawi się elektronicznymi gadżetami, ma piękną dziewczynę i na dodatek wszystko uchodzi mu na sucho nie mogła się spodobać? Poza tym, jest po prostu komedią i nie wciska na siłę morałów ani nie próbuje nawrócić Ferrisa na właściwą drogą.

A Wy gdzie chodziliście na wagary?

środa, 09 stycznia 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jakuzz
2008/01/09 23:24:35
Ano do parku! Ale były też szalone wyjazdy za miasto - samochodem co najmniej mało luksusowym (na zmianę maluch lub polonez, ha, to był lans).
Ferrisa uwielbiam!
-
2008/01/09 23:28:45
Mozna bylo jeszcze Fiatem 125p he he.
-
2008/01/11 06:35:43
czy brzmi dziwnie? do kina! pierwszy raz w 4 klasie podstawowki :)
-
2008/01/19 18:29:04
w podstawówce na boisko,aby grać w piłkę:)a potem różnie-czasem do knajpy,czasem do parku a czasem do kina!