O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Pokuta

Reżyseria Joe Wright. W rolach głównych: Keira Knightley i James McAvoy. W Polsce od 8 lutego.



Na wczorajszym (nie)rozdaniu Złotych Globów, zwycięzcą w kategorii „Najlepszy film” okazał się angielski dramat „Pokuta” w reżyserii Joe Wrighta. W siódemce nominowanych filmów były trzy lepsze niż zwycięzca, no ale jak widać Hollywood Foreign Press Association miało inne zdanie na ten temat. Mam wprawdzie słabość do produkcji, które ocierają się tematycznie o angielską arystokrację, dekadentyzm, tragiczną miłość i nienaganną angielszczyznę, że wspomnę filmy Jamesa Ivory’ego: „Okruchy dnia” i „Howard’s End”, „Rozważną i romatyczną” Anga Lee, czy „Gosford Park” Altmana. Niemniej jednak, „Pokuta” w mojej opinii nie jest najlepszym filmem roku i mieści się gatunkowo gdzieś między „Tytanikiem” a „Angielskim pacjentem”, nad którymi zachwytów oraz przyznanych nagród nie pojmuję do dnia dzisiejszego. Melodramatyczne filmy to chyba nie jest gatunek, który dostarcza mi niezapomnianych wrażeń filmowych.

Film Joe Wrighta, choć ma wszelkie zadatki melodramatu, jest dużo lepszy niż te dwa wyżej wymienione, a Cameron ze swoją zatapialną łajbą może się na powrót schować w morskie głębiny. Początek filmu wprowadza widza w świat angielskiej arystokracji z roku 1935 oraz głównych bohaterów, którzy uwiązani są gorsetem moralności, nakazów społecznych i kulturowych i trzeba przypadku (niefortunnego listu), aby ów gorset rozwiązać i ujawnić skrywane uczucia.

„Pokuta” jest filmem o wielkiej miłości, kłamstwie, które wystawia ją na próbę oraz zadośćuczynieniu za czyny. Nastoletnia i naiwna Briony Tallis rujnuje kiełkujące uczucia między swoją starszą siostrą Cecilią, graną przez Keirę Knightley (nie trzeba przedstawiać) a Robbim Turnerem (znanym z „Ostatniego króla Szkocji” Jamesem McAvoy’em), synem zarządcy posiadłości. Pochopnie wypowiedziane słowa są niszczące i zaważą na losie trójki głównych bohaterów, zmieniając go na zawsze.

Reżyser zrobił z „Pokuty” wizualną perełkę. Początek filmu, gdy poznajemy miejsce akcji zapiera dech w piersiach. Dom sióstr Tallis oraz jego otoczenie przypomina ogród rajski. Reżyser posłużył się rówież soczystymi wstawkami, dominującymi na ekranie z niezwykłą siłą, jak np. osławiona już zielona suknia Cecili, czy czerwone wypustki płaszcza Briony w końcówce filmu, maki na polach Francji, czy usta Keiry Knightley w tym samym kolorze. Trudno też przegapić kręconą jednym ujęciem scenę ewakuacji z Dunkierki, która zdaje się trwać i trwać na ekranie. Scena jest długa, niepokojąca, wręcz niewygodna do oglądania. Ciekawe, czy taki naprawdę był obraz żołnierzy jej Królewskiej Mości, uciekających z kontynentu pośród morza whiskey, zabijających konie (nie wiem, czy dlatego, żeby nie wpadły w ręce wroga, czy z braku miejsca na statkach) i niszczących wojskowe mienie.

Estetycznie jest więc pięknie. Jeśli chodzi o fabułę, nie wyróżniłaby się ona niczym specjalnym (ile było filmów o nieszczęśliwej miłości!), gdyby nie końcowe 15 minut filmu, dla których tak naprawdę warto obejrzeć „Pokutę”. Ja byłam zaskoczona zakończeniem, czego i Wam życzę.

Złoty Globy więc rozdane, czekam teraz do następnego wtorku na ogłoszenie nominacji do Oskarów.

poniedziałek, 14 stycznia 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jakuzz
2008/01/15 03:17:54
I znów się zgadzam, i to w całej rozciągłości. Ale zieloną suknię mogłabym mieć...
-
2008/01/15 03:20:04
a mnie film podobal sie bardzo. "no country" bylo troche lepsze, przyznaje, ale mimo wszystko nie stawialabym znaku rownosci miedzy atonement a angielskim pacjentem, ktory wedlug mnie byl totalna porazka. scena z dunkierki rewelacyjna, choc z reguly wszystkie sceny wojny w kazdym filmie wygladaja dla mnie tak samo ta napewno na dlugo zapamietam.
-
2008/01/15 17:39:01
Nie mowie, ze mi sie nie podobal, bo w sumie to wyszlam raczej zadowolona niz rozczarowana. Nie zachwycil mnie totalnie i troche sie wynudzilam na poczatku, ale w zasadzie to byl calkiem niezly film. Chodzilo mi bardziej o gatunkowe podobienstwo do "Angielskiego pacjenta" niz rzeczywiste.
-
2008/01/19 18:27:26
Kurze,bardzo czekam, żeby się przekonać. W polsce za dwa tygodnie. Ja póki co wciąż jestem pod wielkim wpływem filmu Schnabla "Motyl i skafander".Bardzo podobał mi się też I am legend, który obejrzałem dopiero kilka dni temu.
-
aniaposz
2008/01/23 18:14:53
Nie wypada mi nic innego jak tylko stanąć w obronie "Angielskiego pacjenta". :) Oczywiście, jest to melodramat, więc centralnym wątkiem jest wątek miłosny, choć z drugiej strony ten motyw nie zagarnia filmu, nie zdominowuje go bez reszty, nie przesładza. Jest to znakomity przykład melodramatu, który pozbawiony jest nachalnej romantycznej retoryki i kiczowatości. Poza tym uroku dodaje konstrukcja obrazu. Zagłębianie się w tę opowieść jest jak układanie puzzli. To mozaika, z której stopniowo zaczyna się wyłaniać sensowny wzór. Nieliniowość fabuły, retrospektywne fragmenty, dwa biegnące obok siebie wątki. Do tego piękne zdjęcia i senna, lekko oniryczna atmosfera na wpół zrujnowanego klasztoru. No i Finnes, niezwykle przekonujący w swojej namiętności do Katharine. :)

Natomiast "Pokuta", poza pięknymi zdjęciami, kilkoma realizatorskimi sztuczkami (ukazanie fabuły z dwóch perspektyw) i fajnego motywu wystukiwania rytmu na maszynie do pisania, oferuje dość banalną, choć sztucznie udramatyzowaną historię. Ogląda się jak piękną bombeczkę, a potem zapomina. Przynajmniej ja. :)
-
aniabuzuk
2008/01/23 19:03:41
Witam na Bez popcornu. Zgadzam sie, ze historia opowiedziana w Pokucie jest dosc banalna. Moze nie nazwalabym jej sztucznym dramatem, ale nie wybiega specjalnie poza standardy gatunku. Ot, przyjemny dla oka film. Co do Angielskiego pacjenta, to nie bede polemizowac, bo opieram swoja opinie z czasow, gdy film byl na ekranach, a wiec dobrych lat temu kilkanascie. Wtedy mi sie nie podobal i znuzyl. Podobno ostatni film Minghelli jest lepszy.
-
aniaposz
2008/01/23 19:30:59
Dokładnie 11 lat temu. :) Obraz jest długi, to prawda, ale mnie nie nużył w żadnym momencie. Jest stonowany, senny, a jednocześnie wibrujący emocjami. Ja lubię takie kino. :)

Mam szczerą nadzieję, że "Pokuta" nie dostanie Oscara. ;) Właściwie fajnie by było, gdyby 'golasa' wziął Reitman za "Juno". Wprawdzie filmu nie widziałam, ale mam przeczucie, że to coś uroczego i bardzo niehollywoodzkiego, zwłaszcza, że wielbię "Dziękujemy za palenie". :) Ale zdaję sobie sprawę, że to płonne nadzieje.
-
2008/01/23 19:35:54
Tez bym nie chciala, zeby dostala Oskara za najlepszy film, bo zdecydowanie nim nie jest. "Juno" jest wedlug mnie lekko przereklamowane i mysle, ze debiut Reitmana byl lepszy (tez uwielbiam). No ale teraz scenariusz napisala byla stripizerka, wiec jest szum wokol filmu.
-
ritalounge
2008/01/27 13:14:50
Cóż mogę dodać? Moja blogowa recenzja jest podobna, więc chyba mamy słuszność, piękne, wysmakowane zdjęcia plus zaskakujące zakończenie ;)