O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
La Vie en rose.
Reżyseria Oliver Dahan. W roli głównej Marion Cotillard.


Filmowa biografia Edith Piaf jest niezaprzeczalnym popisem Marion Cotillard, która wyglądała i zagrała po prostu fenomenalnie, nie tylko dzięki fantastycznemu makijażowi (warto zerknąć do bonusów na dvd i zobaczyć, że aktorka w rzeczywistości to młoda i delikatna osóbka). Niesamowita jest jej gestykulacja, tak bardzo przypominająca sceniczne gesty Piaf oraz umiejętność naśladowania charakterystycznego głosu piosenkarki. Historia życia największej damy francuskiej piosenki jest tragiczna,
jak na prawdziwą artystkę przystało. Porzucona w dzieciństwie najpierw przez matkę, potem przez ojca, wychowana w burdelu przez babkę, skończyłaby zapewne na ulicy jak jej rodzicielka, gdyby nie właściciel jednego z kabaretów, który usłyszał ją śpiewającą na paryskim bruku. Od tego momentu zaczęła się wielka kariera Piaf, przeplatana skłonnością piosenkarki do alkoholu, późniejszym uzależnieniem od morfiny, artretyzmem, śmiercią własnego dziecka oraz swoją własną w wieku zaledwie 47 lat.

Film jest dobry, ale nie specjalnie wybitny, bo ile biografii artystów pochodzących z nędzy i wybijających się na szczyt widzieliśmy? Że wspomnę tylko dwie najgłośniejsze z ostatnich lat – Raya Charlesa i Johnnego Casha. Ten sam schemat powiela również biografia Piaf. Biedne dzieciństwo, nałogi, nieszczęśliwa miłość, przedwczesna śmierć. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek sfilmowano biografię kogoś, kto dorastał w dobrobycie, z kochającymi rodzicami i trzema posiłkami dziennie (pewnie tak, ale nie przypominam sobie). No ale to w sumie cecha filmów biograficznych, że są przewidywalne, więc nie będę się bardzo czepiać „En Vie la rose”, zwłaszcza że nie ma w kinie az tylu dobrych biografii wielkich kobiet z brawurowo zagranymi rolami. Warto, choćby dla wspaniałych i ponadczasowych piosenek Piaf.

Z pięciu nominowanych do Oskara za najlepszą rolę żeńską pań widziałam na razie trzy (Cotillard, Ellen Page i Julie Christie) i póki co, to francuska aktorka w mojej opinii stworzyła oskarową kreację. Ciekawe, czy Akademia będzie podobnego zdania.

Tytułową piosenkę w wykonaiu Piaf można usłyszeć i zobaczyć tutaj http://www.youtube.com/watch?v=2-sUzR71wpQ 

czwartek, 31 stycznia 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Cold, 83.2.170.*
2008/01/31 22:21:44
Witam. świetny blog. Zyskałaś kolejnego czytelnika w mojej osobie. ;)

Marion Cotillard - prawdziwie fenomenalna rola, która - jak sie domyślam - nie będzie doceniona. Ja osobiście widziałem cztery z nominowanych (jedynie Laury Linney nie było mi dane widzieć) i kreacja Marion jest najlepsza.

Pozdrawiam.
-
2008/01/31 22:28:48
Witam Cold(a) cieplo. Laury tez chyba nie zobacze, bo nie ma juz w kinach, a na dvd niewiadomo kiedy. Zobacze jeszcze Blanchett, choc - jakkolwiek ja lubie - nie mysle, ze kolejna rola Elzbiety byla lepsza niz Cotillard.
-
hjuston
2008/02/01 13:44:08
glosowalas juz na katyn? :)
piekna akcja co nie? w takich momentach widac, jak my polacy mozemy sie pieknie zgrac
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4889497.html

-
2008/02/01 16:33:35
Niezly czad. Kaminskiemu tez dalam glos, choc jeszcze nie widzialam "Motyla i Skafandra". Ale szlag mnie trafia, gdy widze, ze w kategorii scenariusz prowadzi ta rozbierajaca sie panienka od Juno.
-
hjuston
2008/02/01 17:14:12
ja zaglosuje jeszcze raz. raz z domu, a raz z pracy. a co tam ;)
-
2008/02/03 13:41:13
uwielbiam piosenki Piaf, chociaż nie rozumiem z nich ani słowa..Film - cóż..podobał mi się, Marion Cotillard spisała się świetnie..Obraz nędzy i nieszczęśliwego dzieciństwa musiał taki być, trudno tutaj doszukiwać się historii Kopciuszka..nie mogło być happy endu.
-
aniaposz
2008/02/13 22:24:38
Kiedy na filmweb.pl zamieściłam moją opinię o tym filmie, sporo werbalnych pomyj się na mnie wylało. ;) A ja wcale nie napisałam tak strasznie źle. Cotillard rzeczywiście świetna, parę wzruszających fragmentów (mnie się bardzo podobała scena z wyśpiewaniem Marsylianki), ale jako całość trochę to wszystko mało spójne, chaotyczne. Fresk taki, bez głębszej koncepcji. Jako wielbicielka biografii, wymagam nieco więcej. :)
-
2008/02/13 22:39:24
Moja pozytywna ocena tego filmu wynika glownie ze swietnej roli Cotillard. Zgadzam sie, ze nie jest to film wybitny, a momentami nawet mnie ciut nuzyl.
Filmow biograficznych jest od czorta, ale ja pamietam glownie tylko trzy: Chaplina, Ghandiego i Amadeusza. Aha, i Wscieklego byka.
-
aniaposz
2008/02/13 22:57:59
Z wymienionych przez Ciebie znam tylko Amadeusza i jest to jeden z moich absolutnie ulubionych filmów (chociaż z drugiej strony to nie jest typowa biografia). Inne udane moim zdaniem biografie to: Człowiek z księżyca, Ed Wood, Frida, Moja lewa stopa. I lubię też Aviatora, głównie ze względu na fenomenalną rolę DiCaprio. :)
-
2008/02/13 23:00:36
Aaaa, zapomnialam o Edu Woodzie! Oczywiscie, ze Ed Wood!
-
hjuston
2008/02/13 23:00:45
a fride widzialas?
-
2008/02/14 03:00:56
Widzialam. Piekne kolory.