O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Aż poleje się krew
Reżyseria Paul Thomas Anderson. W roli głównej Daniel Day-Lewis. W Polsce od 28 marca.


Roger Ebert porównał “Aż poleje się krew” do “Obywatela Kane’a”, ale bez Rosebud, czyli słynnego słowa, wypowiedzianego przez bohatera filmu Orsona Wellesa i będącego synonimem tęsknoty za beztroskimi latami dzieciństwa. To bardzo celna uwaga, która w pełni oddaje charakter Daniela Plainview, głównego bohatera filmu Paula Andersona. Plainview, którego poznajemy, gdy ze złamaną nogą czołga się z kopalni srebra do punktu sprzedaży, aby spieniężyć surowiec i zacząć własny biznes naftowy, to człowiek, który nie ogląda się za siebie, a do upatrzonego celu idzie po przysłowiowych trupach. Plainview nie ma żony, przyjaciół, a ludzi wokół siebie traktuje instrumentalnie, nie wyłączając swojego adoptowanego syna. Liczy się dla niego tylko kupowanie gruntów pod kolejne szyby naftowe, a obietnice, ktore składa są często bez pokrycia.

“Aż poleje się krew” nie jest więc tylko filmem o początkach przemysłu naftowego w Ameryce, ale przede wszystkim opowieścią o człowieku, który w swoim dążeniu do bogactwa zatracił wszelkie ludzkie uczucia. Widać, jak główny bohater chyli się ku moralnemu upadkowi, a końcowe sceny filmy, gdy widzimy Daniela w wystawnej rezydencji, znudzonego życiem, bogactwem i pracą stanowią idealne zakończenie. Milioner mieszka niemal sam, niczym bohater „Obywatela Kane’a”, spędzając czas na idiotycznych zabawach oraz piciu na umór. Wtedy pojawia się jego nemesis, młody ksiądz Eli Sunday, z którym Plainview zna się z czasów, gdy budował szyby na ziemi ojca Sundaya. Sunday chciał, aby pieniądze za ziemię jego ojca posłużyły na rozbudowę kościoła Third Revelation, któremu młody ksiądz przewodniczył. Losy Daniela i Eli zostaną splątane nicią splecioną z wiary, upokorzenia, pieniędzy i chciwości, aby rozplątać się w finale. Finale, którego końcowe słowa są po prostu genialne. Ostatnim filmem,który widziałam i gdzie wybór ostatnich słów wydał mi się tak trafny było „Życie na podsłuchu”. W „Aż poleje się krew” końcówka jest chyba nawet lepsza.

Niesamowita w filmie jest muzyka, którą określiłabym jako psychodeliczną, industrialną i bardzo niepokojącą, a wręcz czasami grającą na nerwach. Największym atutem “Aż poleje się krew” jest jednak Daniel Day-Lewis. To on dźwiga cały ciężar filmu i stanowi jego główny punkt. Myślę, że ma ogromne szanse na Oskara, gdyż żaden z konkurentów (a widziałam filmy wszystkich nominowanych panów) nie stworzył kreacji tak złożonej i tak dominującej na ekranie. Clooney w „Michaelu Claytonie” został „odciążony” przez Toma Wilkinsona i Tildę Swinton. Mortensen w „Eastern Promises” podobnie. Pozostaje Tommy Lee Jones w „In the Valley of Eliah” – trzeba przyznać, że w kapitalnej, wyważonej kreacji – oraz Johnny Depp, ale on, jak wiadomo, nie ma szczęścia do Oskarów.

Jedyne, co przeszkadzało mi w odbiorze filmu to czas jego trwania. Jest to stwierdzenie dość trywialne, przyznaję, bo udane filmy nawet jeśli są długie, to i tak dobrze się je ogląda, ale bez wielu scen można było by się obyć. Epopeja z życia pioniera przemysłu nafciarskiego nie musiała aż tak dokładnie podążać za kilkudziesięcioma latami z jego życia przedstawionymi w filmie. W moim odczuciu brakuje temu obrazowi dynamiki, a na ekranie widać dłużyzny.

Czy „“Aż poleje się krew” wygra statuetkę za najlepszy film? Nie będę kibicować, bo wolę „Michaela Claytona” i „No Country for Old Men”, ale ma spore szanse. Jest to film mierzący się z American dream, opowiadający o pionierskich czasach przemysłu naftowego, z gatunku, które za oceanem uważa się za kino ambitne, oraz – sądząc z zapchanej do ostatniego fotela sali kinowej – również kasowy, co również ma niemałe znaczenie przy wyborze najlepszego obrazu roku. Wolę już, aby wygrał film Andersona niż „Juno”.

Moje recenzje pozostałych filmów nominowanych w kategorii „Najlepszy film” (kliknij na tytul): Pokuta, Juno, Michael Clayton i No Country for Old Men

wtorek, 29 stycznia 2008, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
There Will be Blood z z hjuston
Czekałam na ten film kilka miesięcy. Wczoraj wybrałam się do kina. Dawno nie byłam w kinie, na kawałku na którym była pełna sala. Jak można się spodziewać po tytule, jest rzeczywiście quot trochę quot krwi. Osobiście takiego filmu o ropie jeszcze ... »
Wysłany 2008/01/29 13:22:03
Komentarze
Gość: zaginiony (nietylkofilmowy.blox.pl), *.acn.waw.pl
2008/02/10 21:32:20
"Michael Clayton" mnie nie powalił choć to niezły film. Za to "In The Valley of Elah" to aktorski koncert Tommy'ego Lee Jones. Ponieważ nie obejrzałem pozostałych nominowanych, na razie to mój numer jeden.
-
2008/02/10 21:44:22
Witam Zaginionego i zgadzam sie, ze TLJ byl kapitalny, ale chyba jednak wygrana kogokolwiek innego niz DD-L bylaby sensacja. Choc lubie niespodzianki.
-
Gość: ania k, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2008/02/23 21:38:05
to jest moj tegoroczny faworyt. Flim mnie zmiazdzyl i wcisnal w fotel. Daniel Day-Lewis - wiadomo, niesamowita krecja. Musze rowniez dodac, ze moim zdaniem i Paul Dano byl swietny (a jest to tak mlody aktor, bodajze ma 22 lata). Zgadzam sie z toba w zupelnosci jesli chodiz o muzyke i "sound design"... Nie wiem, czy widzialas Punch Drunk Love (rowniez PTA) - podobny efekt. Jesli chodzi o Best Picture, to jest to moj "pick". No Country jest moim zdaniem rownez swietnym filmem, ale brakuje tam "humanity" oraz "complexity" There Will Be Blood...
-
2008/02/25 17:14:55
Witam Anie K na Bez popcornu. Jak widac, Akademia myslala inaczej i nagrodzila Coenow. Przyznam, ze cieszy mnie ten werdykt, bo choc There Will Be Blood jest dobrym filmem, to jednak mimo wszystko bardziej podobal mi sie No Country for Old Men.
-
2008/04/22 16:18:01
No dopoki nie widzialam tego filmu strasznie chcialam zeby to Johny Deep wygral oskara, ale Daniel Day-Lewis zasluzyl na niego na 100%.
Muzyka byla dobijajaca, chociaz pasowala do tego filmu. W polowie powiedzialam mezowi zeby mi kupil soundtrack, niezle sie nasmialismy.
-
2008/04/22 16:29:38
Ja bym chyba nie zdzierzyla sluchac tej muzyki poza sala kinowa. Podobala sie mojemu szwagrowi i pewnie spodobalaby sie mezowi, bo napisal ja gosc z Radiohead, ktory to zespol oni uwielbiaja, a ja nie trawie.