O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Chłopiec z latawcem
Reżyseria Marc Forster. W Polsce od 15 lutego.


„The Kite Runner”, który w Polsce będzie rozpowszechniany jako „Chłopiec z latawcem” jest ekranizacją powieści Khaleda Hosseiniego, entuzjastycznie przyjętej przez krytyków oraz czytelników opowieści o Afganistanie sprzed inwazji radzieckiej oraz po jej zakończeniu. Po lekturze byłam ciekawa, jak z jej ekranizacją poradził sobie Marc Forster, reżyser m.in. „Finding Neverland”, „Monster’s Ball”, czy „Stay”.

Powieść oraz film opowiadają historię kilkunastoletniego Amira, Afgańczyka żyjącego dostatnio w Kabulu w latach siedemdziesiątych. Osierocony wcześnie przez matkę wychowywany jest przez ojca, lokalnego filantropa i intelektualistę, który islam traktuje bardziej jako czynnik kulturowy niż sposób na życie wyznaczany przez religijne zasady. W wychowaniu syna oraz w utrzymaniu porządku domostwa pomaga mu wierny sługa Ali, którego syn Hassan przyjaźni się z Amirem. Chłopcy z zapałem bawią się latawcami, trenując przed corocznymi zawodami polegającymi na tym, że za pomocą specjalnie przygotowanego sznurka należy odciąć latawiec konkurenta. Wygrywa ten, który odetnie wszystkie latawce. Amir specjalizuje się w takim właśnie odcinaniu, natomiast Hassan lokalizuje odcięte, niesione wiatrem latawce i odnajduje je w kabulskich zakamarkach. Podczas jednego z takich poszukiwań staje się ofiarą brutalnego ataku, który zaważy na dalszych jego losach, a jeszcze bardziej na losach Amira. Od tego momentu oraz od chwili inwazji rosyjskiej fortuna przestaje sprzyjać Amirowi i jego ojcu i stają się oni uciekinierami, a później emigrantami. Przeszłość dogoni Amira w najmniej oczekiwanym momencie i wyjawi mu rodzinne tajemnice, których rozwiązania będzie musiał szukać w wolnym od Rosjan, ale za przejętym przez Talibów fundamentalistycznie rządzonym Afganistanie.

Znając historię Amira patrzyłam z przyjemnością na imponująco sfilmowany film Forstera. Od momentu czołówki, przyciągającej orientalną kolorystyką i muzyką, po dachy kabulskich domów, na których chłopcy puszczają latawce, przez majestatyczne góry na granicy z Pakistanem aż po obrazy kraju wyniszczonego wieloletnią wojną film jest wizualnie wiernym odbiciem książki Hosseiniego. Jest jednak jedno „ale”. Choć mówi się, że to obraz wart jest tysiąca słów, to moim zdaniem nie udało się Forsterowi oddać całej głębi przemyśleń Amira, który jest narratorem powieści. Czy, gdy film będą oglądali widzowie, którzy powieści nie czytali, motywy Amira będą dla nich równie czytelne, jak dla mnie podczas lektury? Książka oddaje w pełni tragizm bohaterów oraz kraju, targanego wojną niemal od trzydziestu lat, gdzie najpierw dzieła zniszczenia dokonali Rosjanie, potem Talibowie, a reszty dopełnili Amerykanie bombardując po wydarzeniach z 9 września pół kraju. Miałam wrażenie, że film śliga się po tym, co przeżywa Amir, po jego rozterkach, dylematach, tchórzostwie i nie oddaje w pełni skali uczuć bohatera, które przedstawił Hosseini. Być może na mój krytyczny nieco odbiór filmu składa się fakt, że powieść przeczytałam z zainteresowaniem, ale nie była to lektura, która wciągnęła mnie bezgranicznie. Jestem ciekawa opinii osób, które nie czytały książki i tego, jak oni odbiorą film.

Film na pewno broni się dobrymi zdjęciami, świetną muzyką, ładnymi scenami z latawcami oraz znakomitym castingiem. Afgańscy chłopcy wybrani do tych ról spisali się bardzo profesjonalnie, zwłaszcza chłopiec w roli Hassana, który niestety z powodu jednej ze scen zmuszony został do opuszczenia kraju wraz z rodziną. Ta niefortunna historia nie przysporzyła z pewnością dobrej publicity Marcowi Forsterowi, choć w większości film zebrał przychylne recenzje. Ekranizacja jednak nie czyni tej historii wyjątkową. Najważniejsze momenty filmu, sfilmowane na płaskiej, za mało emocjonalnej nocie nie wstrząsnęły mną, jak to uczyniła to książka. Jeśli ktoś czytał powieść, może obejrzeć z ciekawości. Spośród filmów Marca Forstera, które widziałam ten jest przeciętny i trafia do takiej właśnie kategorii.

czwartek, 27 grudnia 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: radarek123, *.hsd1.il.comcast.net
2007/12/29 07:01:48
Charlie Wilson tez przecietny ...
-
Gość: aggolek, *.uscs.susx.ac.uk
2008/01/06 12:47:58
Widzialam "The kite runner" wczoraj. Ksiazki nie czytalam. Film moge okreslic jako LADNY, ale niestety nie zrobil na mnie duzego wrazenia. O wiele bardziej wzruszaly mnie np. produkcje iranskie. Rzeczywiscie postac Amira nie jest pokazana zbyt doglebnie, jego zachowania nie sa konsekwencja przemyslen, uczuc, ktore widz moglby znac. Szkoda troche. Dobrze sie oglada, ale niedosyt pozostaje. Pozdrawiam.
-
2008/01/06 20:03:04
Dokladnie - film ladny, dobrze sie oglada, ale widzem nie wstrzasa.