O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Adaptacja

Reżyseria Spike Jonze. W rolach głównych: Nicholas Cage, Meryl Streep i Chris Cooper.


W końcu obejrzałam osławiony film z równie osławionym scenariuszem Charliego Kaufamanna. I tu - że użyję słowa, które ostatnio znowu widuję na blogach – zonk, bo po świeżym „Być jak John Malkovich” i romatycznie pesymistycznym „Eternal Sunshine of the Spotless Mind” (który nadal otwiera mój top10 najlepszych tytułów filmowych) „Adaptacja” wydała mi się po prostu przegadana, przereklamowana i w ogóle jak na Kaufamanna rozczarowująca. Wiem, że są tacy, którzy ten scenariusz wielbią, ale mnie ten film po prostu nie porwał. Obejrzałam z kronikarskiego obowiązku i tyle.

Kaufamann, który moim skromnym zdaniem napisał jeden z najlepszych scenariuszy w historii (o portalu do głowy Johna Malkovicha), przekombinował z „Adaptacją”. Oglądając miałam wrażenie, że tak bardzo chciał, żeby wyszło mu coś dobrego, że przedobrzył i to się wyraźnie widzi na ekranie. Film opowiadający o mękach scenarzysty nie mogącego sklecić scenariusza musi w jakimś sposób zaintrygować widza, aby owe katusze były strawne i zajmujące, ale w moim odczuciu Kaufmann zabrał widzów na nudnawą wycieczkę z zakompleksionym intelektualistą, który płodzi scenariusz o orchideach w bólach twórczych, które dla widza nudne. Owszem, sam pomysł, aby opowieść i szmuglerze i hodowcy tych egzotycznych kwiatów urozmaicić historią, jak powstawał koncept filmu, jest może i niegłupi. Pomysł z bratem bliźniakiem, który będąc potencjalnym beztalenciem pisze całkiem udany scenariusz thrillera też jest niezły. Całość, niestety, tylko średniostrawna. Film nie jest zły, ale po duecie Jonze – Kaufamann spodziewałam się kolejnego filmu na miarę „Być jak John Malkovich”, który podobnie jak sama „Adaptacja” należy według mnie do gatunku filmowego loveit/hate it, czyli albo się takie filmy kocha albo nienawidzi. „Adaptacja” aż tak silnych negatywnych uczuć we mnie nie wywołała, ale pozostawiła mnie rozczarowaną.

Aktorzy spisali się za to na piątkę. Nicholas Cage, którego lubię w dramatach, a którego zupełnie nie mogę zdzierżyć w takich produkacjach, jak „Ghost Rider”, czy „Skarb Narodów” jako otyły, łysiejący i spocony Charlie Kaufamann jest aktorsko dobry i wiarygodny. Meryl Streep czasy swoich najlepszych ról ma już za sobą, ale ma tę genialną umiejętność wtopienia się w graną postać, że zapomina się, że to Meryl, a widzi się dziennikarkę New Yorkera na tropie egzotycznych kwiatów i równie egzotycznego mężczyzny. Chrisa Coopera był zdecydowanie najlepszy z tej trójki. Oskar może trochę na wyrost. Całość do obejrzenia, ale według mnie zabrakło „Adaptacji”  tej wspaniałej dozy absurdu i surrealizmu, która miał „Być jak John Malkovich”.

wtorek, 04 grudnia 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zmroki
2007/12/13 14:00:21
No to sie bedziemy klocic, bo tak jak zauwazylas niektorzy wielbia ten scenariusz i dla mnie jest to jedno z najwiekszych osiagniec Kaufmanna w przeciwienstwie do Byc jak John Malovitch, ktory wedlug mnie byl tylko (w przypadkku Kaufamana) bardzo dobry. No ale jak to sie mowi o gustach sie nie dyskutuje. ;-)
-
2007/12/13 19:27:24
Nie jestes pierwsza osoba, ktora uwielbia Adaptacje, a tylko co najwyzej lubi Byc jak John Malkovich. Dziala to tez w odwrotna strone, czyli jak w moim przypadku (oraz np. mojego meza) bardziej ceni sie Malkovicha, a mniej Adaptacje. Ciekawe.