O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
American Gangster

American Gangster. Reżyseria Ridley Scott. W rolach głównych Denzel Washington i Russell Crowe. W Polsce od 25 stycznia.

Powiem Wam, że tak zapchanego kina, jak podczas seansu „American Gangster” to chyba jeszcze nie widziałam. Nawet czwarta część „Szklanej pułapki” nie zdołała wypełnić sali kinowej, jak stało się to w sobotnią noc przy projekcji najnowszego filmu Ridleya Scotta. Widać więc, że oczekiwania były duże. Czy opłaciło się czekać?

Po kilku niespecjalnie ciepło przyjętych filmach, Ridley Scott wraca w lepszej formie. „American Gangster” wykorzystuje ciekawy moment w historii amerykańskiej przestępczości zorganizowanej, kiedy to nikomu – ani policji ani jakiejkolwiek mafii – nie śniło się, że dominację na rynku narkotyków może zdobyć czarnoskóry. Na przełomie lat 60. i 70. zorganizowana przestępczość raczej była domeną Włochów czy Irlandczyków. Tymczasem główny bohater filmu, Frank Lucas (Denzel Washington) nie tylko realizuje swój American dream o bogactwie i dostatnim życiu, organizuje narkotykowe imperium, ale także przejmuje kontrolę nad rynkiem tradycyjnie zarezerwowanym dla innych nacji. Scott sfilmował tę historię w bardzo wyważony sposób, jakby w harmonii z anygangsterskim wizerunkiem Lucasa, który daleki był od stereotypowego wizerunku bro from the ’hood.

Zamiast więc kolejnej mafijnej sieczki, obcinanych palców i łamanych nóg, mamy gładko i płynnie opowiedzianą historię człowieka sukcesu oraz korupcji, którą tenże sukces zrodził. Lucas, zalewając rynek falą taniego Blue Magic, przyczynił się do boomu narkotykowego, który pociągnął za sobą nieprawdopodobną korupcję w szeregach nowojorskiego oddziału do zwalczania narkotyków, którzy chcieli uszczknąć kawałek tortu dla siebie. O tym, jak skorumpowane było to środowisko świadczy znamienny moment filmu, gdy nowojorski glina Richie Roberts (Russell Crowe) odkrywa milion dolarów, pochodzących z handlu dragami. Zamiast podzielić się dolą z kolegami, oddaje pieniądze władzom, spotykając się z powszechnym potępieniem reszty policjantów.

Lucas nie tylko miał na rynku towar najwyższej jakości, ale sprzedawał go po niższej cenie niż konkurencja i w ciągu kilku lat dorobił się majątku powyżej 100 milionów dolarów. Nie był więc li tylko narkotykowym bossem, ale przede wszystkim biznesmenem i film Scotta w dużej mierze koncentruje się na tym aspekcie. Kierował się zasadą low profile i w przeciwieństwie do wielu braci z ulicy nie obnosił się z bogactwem, a w niedzielę chodził z mamą pod rękę do kościoła. Obsadzenie Washingtona w głównej roli wydaje się oczywiste (Cuba Gooding za rozrywkowy, Danny Glover za stary) i Denzel gra Franka Lucasa bardzo wiarygodnie, a słowa „my man”, których często używa staną się zapewną kolejną pozycją w słowniku najsłynniejszych filmowych cytatów. Russell Crowe współpracował ze Scottem nie raz i nie dwa i widać, że rola Robertsa, misiowatego gliny z NYPD wyjątkowo mu leżała. W drugim planie dobry był Josh Brolin i już nie mogę się doczekać na „No Country for Old Men”, gdzie gra jedną z głównych ról.

Na minus filmu niestety trzeba zaliczyć to, że „American Gangster” nie pokazuje w zasadzie niczego nowego. Owszem, Lucas jako czarnoskóry narkotykowy król był jakimś ewenementem, ale reszta wpada w schemat znany z wielu mafijno-kryminalnych filmów: mafiozo i jego piękna żona, wewnętrzne mafijne porachunki oraz policjant z przeszłością na tropie. Scott zapewne nie chciał nakręcić kolejnego „The Departed”, ale moim zdaniem filmowi brakuje soczystości, suspensu, czegoś co chwyci widza w graby i będzie trzymać do końca seansu. Ciut za mało jest napięcia, ale poza tym nie ma na co narzekać. Zdecydowanie dobre. 

poniedziałek, 05 listopada 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hjuston
2007/11/06 01:18:47
mielismy isc na to w sobote, ale sie nie wyrobilismy. moze pojdziemy w tygodniu
-
2007/11/06 02:06:13
Bedzie na pewno luzniej na sali kinowej.
-
Gość: radarek123, *.hsd1.il.comcast.net
2007/11/07 02:57:37
Moze być ale trochę za dlugi
-
2007/11/09 17:48:13
mnie rozdraznila informacja, ze glowni aktorzy dostali podwojna gaze - mieli kontrakt 5 lat temu, ale Scott nie mial wtedy wystarczajacych finansow, a teraz aktorzy nie chcieli grac za 15 milionow. A ja glupia place 9 dol, zeby ich obejrzec :)
-
2007/11/09 18:09:09
O, a o tym nie wiedzialam. No to ladna zgarneli kaske.
-
2007/11/10 03:59:11
a juz dzisiaj zaplacilam 9.50 za bilet :)
-
countersv
2007/11/12 10:31:59
Widzialem film w weekend. Zaczyna sie swietnie, rownolegle prowadzone historie policjanta i mafioso sa przekonujace i wciagajace. Pozniej w srodku robi sie troche nudno i dopiero pod koniec znowu jest lepiej. Ogolnie niezle, ale gdzie mu tam do prawdziwych przebojow Scotta.

A oprocz Denzela role mogl zagrac Jamie Foxx, tez zdobywca Oskara. Dla mnie takiej oczywistosci nie ma. Moglby tez zagrac go znany z Lostow Adewale Akinnuoye-Agbaje (mr. Eko), ale pewnie nie przyciagnalby tyle osob przed ekran.
Pare innych nazwisk tez mi chodzi po glowie (Will Smith, a nawet Eddie Murphy), ale Foxx moglby byc naturalnym i groznym konkurentem dla Washingtona.
-
2007/11/13 00:18:03
Eddie Murphy? Na Gliniarzu z Beverly Hills sie wychowalam, ale talentu dramtycznego to on nie ma za grosz.
-
countersv
2007/11/13 09:21:55
Eddie Murphy nie radzi sobie ostatnio najlepiej. Potrzebuje jakiegos przelamania, jesli chce wrocic na szczyt. Nie sadze, zeby udalo mu sie to rola komediowa. Moze wiec dramatyczna? Nie bronie jego kandydatury do American Gangster z calej sily, ale uwazam, ze w podobnej roli moglby sobie poradzic. Tylko dac mu szanse.

Anyways, to byl calkiem dobry film, choc nie tak dobry jakby mogl, zwazywszy na osobe rezysera i pierwszoplanowych aktorow.
-
2007/11/14 18:40:39
>Anyways, to byl calkiem dobry film, choc nie tak dobry jakby mogl, zwazywszy na osobe rezysera i pierwszoplanowych aktorow.

Otoz to.
-
2007/11/18 20:35:40
W Polsce film okaże się prawdopodobnie wielkim przebojem, przekonamy się zresztą w styczniu. Ja jutro wybieram się w końcu na inny film z Rusellem "3:10 do Yumy".
-
2007/11/22 15:57:25
Co do sukcesu filmu w Polsce to mam pewne wątpliwości. Do amerykanów może przemawiać tło historyczne, ale dla mnie było tylko delikatnym urozmaiceniem. Myślę, że podobnie mogą się poczuć moi krajanie :].

Poza tym elementem nie przychodzi mi na myśl nic co mogłoby być odpowiedzialne za sukces jaki odniósł ten film.

Wszyscy zaangażowani w jego powstanie trzymają poziom, ale to za mało żeby ocenić go wyżej niż jako poprawny.

To tak IMHO oczywiście :]