O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Lars and the Real Girl

Reżyseria Craig Gillespie. W rolach głównych: Ryan Gosling, Patricia Clarkson, Paul Schneider, Emily Mortimer. Brak info o polskiej premierze.



Nie udało mi się obejrzeć tego filmu w ramach chicagowskiego festiwalu filmowego, ale obraz Craiga Gillespiego wszedł na ekrany wkrótce po zakończeniu festiwalu. I na szczęście, bo nie ma to jak dobra, inteligentna komedia na piątkowy wieczór.

Jeśli role, z których głównie znany jest Ryan Gosling („Słaby punkt” i „Half Nelson”) nie przekonały kogoś, że jest to aktor nieprzeciętny, to „Lars and the Real Girl” jest dowodem na to, że Gosling wyrasta na gwiazdę swojego pokolenia. Gosling jest Larsem Lindstromem, nieśmiałym chłopakiem gdzieś z północnych stanów Ameryki, z kretyńskim wąsikiem, fatalnym gustem i butami, które nieustannie przypominały mi butopodobny produkt sprzed lat, zwany Relaxami. Lars żyje w przerobionym garażu, tuż obok domu, w którym mieszka jego brat Gus i jego oczekująca dziecka żona Karin. Zamknięty w swoim introwertycznym świecie Lars nie lubi być kontaktów towarzyskich z innymi ludźmi, nie chce być dotykany, a wszelkie interakcje międzyludzkie z przysparzają mu kłopotów i stresu.


Dlatego Lars znajduje sobie partnerkę idealną: taką, która nie będzie zadawała trudnych pytań, będzie kochała go bezinteresowanie, nigdy go nie dotknie i będzie dla niego najprawdziwszą towarzyszką. Bianca, oprócz kruczoczarnych włosów, wydatnych ust, pięknych oczu oraz nieskazitelnej cery, ma jedną cechę, która szczerze dziwi wszystkich – poza Larsem – jest mianowicie naturalnej wielkości lalką, wyposażoną we wszelkie kobiece atrybuty.

Kim jest Bianca, zdradzać nie będę, gdyż szczegóły z jej życia ujawnia Lars i trzeba przyznać, że nie brakuje mu fantazji w kreśleniu jej życiorysu. Lars bynajmniej nie trzyma swojej towarzyszki w szafie, ale robi prawdziwy coming out z Biancą i pojawia się z nią nie tylko na kolacji u brata, ale także w kościele, szpitalu, sklepie i na imprezie u koleżanki z pracy.

„Lars and the Real Girl” kojarzy mi się z takimi filmami jak “Little Miss Sushine” czy niedawno obejrzana “Transamerica”. To kino „prowincjonalne”, uchwycone z dala od wielkich miast i przedstawiające zwykłych ludzi i ich życie w małej społeczności. Sposób w jaki małomiasteczkowa społeczność przyjmuje bohatera z jego dziewczyną pokazuje, że każdy z nas, choćby tak inny niż reszta, zasługuje, aby być sobą i żyć we własnym świecie, nawet jeśli czasem składa się on ze złudzeń i rozmija się z rzeczywistością. Najbardziej podobały mi się, poza samym pomysłem plastikowej lali, momenty, w których przedstawiano reakcje ludzi na Biankę. Społeczność z miasta Larsa została skonfrontowana z postacią zupełnie nie z ich świata, a reżyser płynnie i zabawnie włączył ją do do krwioobiegu amerykańskiego miasteczka i jego codziennego rytmu.

Gosling stopniem utożsamienia się ze swoją postacią przypominał mi DiKarpio w „Co gryzie Gilberta Grape’a”. Aktorstwo z wyższej półki. W drugim planie znakomita była Patricia Clarkson (m.in. „Dróżnik”) w roli lekarza leczącego duszę Larsa oraz ciało Bianki. Film jest świeży, wzruszający, ale nie ckliwy (było wielu, wielu panów na widowni) i zabawny. Po prostu udany.

wtorek, 23 października 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
milczacy_krytyk
2007/10/23 20:33:44
Czyli jednym słowem kolejny film, który warto dodać do listy "do obejrzenia" :)
-
2007/10/23 20:41:24
Zdecydowanie.
-
videoblog
2007/10/25 14:38:37
Oui :)
-
countersv
2007/10/26 08:38:52
Pierwszy raz zobaczylem Goslinga w The Notebook. Fajny film, ale jego rola tam znakomita. I rzeczywiscie kolejne filmy potwierdzaja jego nieprzecietny talent. Chociaz brakuje mu jeszcze takiego prawdziwego blockbustera.
-
2007/10/26 22:23:04
Ostatnio zrezygnowal z roli w Petera Jacksona, wiec blockbustery go chyba jednak nie interesuja i przyznam, ze mnie to nie martwi.
-
2007/10/26 22:37:56
Dla mnie Ryan to przede wszystkim Fanatyk!
-
jakuzz
2007/10/31 18:25:44
fantastycznie, czytałam gdzieś ostatnio recenzję, która mnie nie przekonała, ale skoro piszesz, że udany, to nie ma zmiłuj:)obejrzę
-
hjuston
2008/05/27 06:16:27
w sumie chyba nie nazwalabym tego filmu komedia, ale oczywiscie bardzo mi sie podobal.
a lalke mozna naprawde kupic za 800$...(realdoll.com - nie wchodz w pracy ;))
-
hjuston
2008/05/27 06:25:40
przepraszam. za 800 mozna sobie tylko kupic wiesz co. za lale trzeba zaplacic 7 tysiakow.
-
2008/05/27 17:40:17
Niezle. Pooogladam sobie w domu w takim razie he he. A sam film nazwalabym komedia dramatyczna. Cos jak "Little Miss Sunshine".