O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Transamerica

Reżyseria Duncun Tucker. W rolach głównych: Felicity Huffman i Kevin Zegers.

Stanley dowiaduje się, że przed siedemnastu laty spłodził syna, o którym nie miał pojęcia. Syn, parający się prostytucją nastolatek, siedzi w areszcie w Nowym Jorku, a Stanley jest jedyną osobą, która może go stamtąd wyciągnąć. Problem w tym, że za tydzień Stanley musi stawić się w klinice w Los Angeles na ważną operację, ale żeby się tam znaleźć potrzebuje zgody swojej psychoterapeutki, która uzależnia zgodę od wyjazdu Stanleya do NYC i konfrontacji z synem. Rad nie rad, Stanley leci do Nowego Jorku, podaje się za członka kościoła nawracającego młodocianych na właściwą drogę, płaci dolara kaucji za Tobego i wyciąga go z pierdla. Toby, któremu marzy się kariera aktorska, chce jechać do LA i Stanley, przyparty do muru przez psychoterapeutkę, postanawia zawieść syna do Miasta Aniołów.

O czymś zapomniałam? No tak, Stanley aktualnie nazywa się Sabrina (w skrócie Bree), lubi pastelowe garsonki i ma twarz Felicity Huffman, a operacja do której się szykuje, to operacja zmiany płci, na którą zamierza wydać oszczędności swojego życia.

Obejrzałam „Transamericę” w ostatni weekend i uwielbiam ten film. Nie znając dokładnej fabuły filmy, myślałam, że będzie to kolejne „Boys Don’t Cry”, przygnębiające i traumatyczne stadium transseksualizmu. „Transamerica” jest tak daleko od tego wizerunku jak NYC od LA. Gatunkowo nawiązuje do filmów drogi, podczas której bohaterowie dowiedzą się prawdy o sobie i o tym, co dla nich ważne. To lekko opowiedziana historia o kobiecie, która dowiaduje się, że została ojcem i musi przejść przyspieszony kurs rodzicielstwa, a jej syn to zagubiony nastolatek, któremu krótkie życie nie oszczędziło samobójczej śmierci matki, wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie, narkotyków, prostytuowania się i przekrzywionego moralnie kręgosłupa.

Element transseksualizmu Bree jest raczej środkiem do ukazania, że słowa takie jak „matka” czy „ojciec” mogą być zaadoptowane przez każdego bez względu na jego czy jej tożsamość seksualną. Nie jest natomiast głównym motywem i nie dominuje nad postacią Bree, która w stonowanym wykonaniu Felicity Huffman wygląda i zachowuje się niczym konserwatywna dama. Bodajże nikt w filmie nie ocenia i potępia Bree. Napotkany w Nowym Meksyku Indianin Calvin Dwie Kozy wydaje się nią szczerze zainteresowany i daje jej swój numer telefonu. Najwięcej szykan spotka bohaterkę ze strony własnej, zakleszczonej umysłowo rodziny, która nie umie i nie chce zaakceptować, że nie ma syna i brata, a córkę i siostrę. Prawda o tym kim naprawdę jest Bree wyjdzie oczywiście na jaw, w najbardziej żenujący dla niej i Tobego sposób, ale jak można się domyślić, scenarzysta i zarazem reżyser zgrabnie i przekonująco wybrnie z tej opresji.

Daję „Koniecznie”, bo urzekła mnie ta ciepła i zabawna opowieść o ojcu, który okazał się matką i synu, który w jednej osobie znalazł oboje rodziców. 

poniedziałek, 24 września 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jakuzz
2007/09/25 00:15:42
aaach, niedawno obejrzałam i zachwycił mnie. I wzruszył. Podpisuję się pod kategorią "koniecznie".
-
countersv
2007/09/28 18:24:38
Ogladalem niedawno, wiec w sumie moge na goraco powiedziec, ze mi sie nie podobal. To znaczy, nie jest zly, gra Felicity Huffman calkiem calkiem, scenariusz w porzadku, ale brakowalo temu filmowi blysku. Nie lubie, jak wszystko w filmie toczy sie tak leniwie, jak bohaterowie sa zwyklymi szarymi ludzmi, ktorzy nie znaja wiekszosci odpowiedzi i nawet nie probuja ich poznac, bo w ich odczuciu nie maja na to szans. Tak naprawde to film o ludziach bez perspektyw, wegetujacych jedynie, a nie zyjacych naprawde. Nie przekonal mnie do siebie.
-
2007/09/28 18:39:08
Ha, mi wlasnie przypadla do gustu ta leniwosc fabuly. Ze to film o ludziach bez perspektyw, to bym sie nie zgodzila, bo 1. Toby byl za mlody, zeby go skreslac - jako 18-letni smarkacz ma czas, zeby sobie te perspektywy wytyczyc, a 2. Bree po prostu chciala byc soba i nawet jesli bedzie dalej prowadzic marny zywot kelnerki, to przynajmniej w takiej skorze, o jakiej marzyla. I z synem.
-
countersv
2007/09/28 21:24:30
Tylko tak:
1. No powiedzmy. W wieku 18 lat siedzial juz w pace za prostytucje. Jakby wyszedl, to jak myslisz, co by dalej robil?
2. Right. Niech sobie bedzie ta kelnerka. Ale z synem to tez nie do konca, bo robila to tylko i wylacznie po to, zeby jej psychoterapeutka nie wydala negatywnego orzeczenia.
-
2007/10/01 11:02:05
ogladalam z mokrymi oczami. od smiechu i od wzruszenia.