O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Daleko od nieba

Reżyseria Todd Haynes. W rolach głównych: Julianne Moore, Dennis Quaid i Dennis Haysbert.



Uwielbiam Julianne Moore. Według mnie to ona była prawdziwą gwiazdą i bohaterką „Godzin” i ukradła ten film Kidman. Nie wiem, jak to możliwe, że aktorka tej klasy nie ma na koncie Oskara, który bądź co bądź jest w amerykańskim środowisku filmowym nagrodą poważaną i pożądaną. W filmie „Daleko od nieba” tworzy kolejną znakomitą kreację, która ze względu na realia czasowe oraz odtwarzaną postać przywołuje wiele skojarzeń z Laurą Brown z filmu Stephena Daldrego.

Grana przez Moore Cathy to idealny przykład trophy wife z lat pięćdziesiątych. Piękna i wrażliwa kobieta, idealna matka, poważana przez lokalną społeczność żona odnoszącego sukcesy przedsiębiorcy, słowem kobieta niemal idealna. Rysa pojawia się, gdy Cathy nakrywa męża całującego się z mężczyzną. Frank nie umie przyznać się przed sobą i żoną, że jest homoseksualistą i w imię ratowania rodziny poddaje się psychoterapii.

Zraniona Cathy znajduje nieoczekiwane zrozumienie w osobie swojego ogrodnika Raymonda. On, właściciel sklepu ogrodniczego i ona, lady z przedmieść znajdują wspólny język na wielu płaszczyznach. Jedynym problemem jest to, że Raymond jest Murzynem, a Cathy, choć popierająca prawa obywatelskie czarnych mieszkańców, zdaje się nie zauważać, że małomiasteczkowa społeczność z Connecticut nie podziela jej opinii. Wybucha skandal, po tym, jak Cathy zostaje widziana wspólnie z Raymondem w restauracji dla czarnoskórych. Frank wpada we wściekłość, zarzucając żonie, że burzy to, na co on ciężko pracował przez lata. Kryzys narasta, gdy Cathy rozpoznaje swoje prawdziwe uczucia dla Raymonda, a Frank w czasie wakacji w Miami wdaje się w romans z przygodnie poznanym mężczyzną.

Twórcy zadbali o to, aby każdy element fabuły pozostawał w zgodzie z wizerunkiem Ameryki końca lat 50. Nawet czcionka tytułu filmu została wystylizowana na charakterystyczną kursywę widywaną w filmach sprzed pół wieku. Kostiumy, scenografia, samochody z epoki tworzą niezwykle pieczołowicie odtworzony obraz amerykańskich przedmieść, gdzie na wracających z pracy mężów czekały stęsknione żony, gromadka dzieci i gorący obiad na stole. Dialogi to poezja dla językowych purystów, którzy nie znajdą tu potocznych wyrażeń, przekleństw, a czystą angielszczynę niezaśmieconą nalotem współczesności.

Wreszcie, wielopłaszczyznowość fabuły. Frank ukrywa przed społeczeństwem, jak to sam określa, swój „problem”. Jego pozycja jako męża, ojca i przedsiębiorcy pozostaje niezagrożona. I mimo iż to on przyczynia się do rozpadu rodziny, to znajomość Cathy z Raymondem sprawiają, że to ona zostaje napiętnowana. Co ważne, przedstawione w fimie wydarzenia widziane są z perspektywy standardów moralnych z lat 50. Reżyserowi udało się uniknąć subiektywnych ocen i przedstawić świat Cathy i Franka rządzony według reguł z tamtych lat, gdy o „pewnych” sprawach nie mówiło się głośno, a tolerancja wobec mniejszości rasowych miała granice, których żadna biała kobieta przekroczyć nie mogła. Wyidealizowane życie pośród równo przystrzyżonych trawników okazuje się jednak być daleko od nieba, uwiązane na sznurku społecznych konwenansów i uprzedzeń, na których zniesienie przyszło Ameryce czekać jeszcze parę ładnych lat.

Warto – dla wspaniałej Julianne Moore i starannie odtworzonego obrazu Ameryki z epoki maccartyzmu.

czwartek, 06 września 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/09/08 14:08:18
no tak... ale już ostatnie role Julianne - choćby w Next do najlepszych na pewno nie należą.
-
2007/09/10 10:43:34
Też mnie "uniosła" uroda tego filmu.:)
-
2007/09/10 17:26:21
Czy to ona jest slaba czy scenariusz?