O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
The Ten

Reżyseria David Wain. W rolach głównych: Paul Rudd, Famke Janssen, Winona Ryder, Liev Schreiber, Olivier Platt, Jessica Alba.

Amerykański niezależny film, wyświetlany raptem w jednym kinie w Chicago, z obsadą aktorską, której z pewnością nie powstydziłby się niejeden film z Hollywoodu. Co z tego wynikło?

„The Ten” jest luźną wariacją na temat biblijnych dziesięciu przykazań. O każdym z nich opowiada oddzielna historia, a niektóre z nich zazębiają się i mają wspólnych bohaterów, jak np. grana przez Winonę Ryder bohaterka pierwszego epizodu, która także pojawia się w historii o siódmym przykazaniu. Zaczyna się od mocnego uderzenia, gdy młody skoczek wyskakuje z samolotu bez spadochronu. Cudem przeżywa skok, ale wbija się w ziemię całym niemal ciałem i próba ruszenia spowoduje jego śmierć.


Ten pierwszy epizod, ilustrujący „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” i sposób w jaki Stephen, uziemiony do końca życia, zostaje gwiazdą mediów, jest niestety najlepszy. Niestety, bo mamy do obejrzenia jeszcze dziewięć, a poziom humoru spada wraz z kolejnym. Broni się jeszcze druga historia niespełnionej seksualnie bibliotekarki, która podczas w wakacji w Meksyku przeżywa ognisty romans ze stolarzem imieniem Jesus. Orgazmicznie wykrzykiwane przez nią „Oh, Jesus Christ” stanowi nieźle pomyślaną parodię drugiego przykazania „Nie będziesz brał imienia Boga twego nadaremno”.

Wspomniana zaś Winona Ryder w „Nie kradnij” podczas miesiąca miodowego zakochuje się w drewnianej kukiełce, która wykrada właścicielowi-brzuchomówcy, aby potem uprawiać z drewniakiem seks w motelu, gdzie za ścianą śpi świeżo poślubiony mąż. Ani to nie śmieszy, ani nie gorszy, a tylko stawia pytanie, czy Winona Ryder naprawdę nie dostaje lepszych ról. Pozostałe epizody są raczej chybione, niektóre niesmaczne i mało śmieszne. Współczesna wersja dekalogu, jaką zaprezentowali twórcy „The Ten” nie niesie ani głębszego przesłania ani nawet porządnej dawki humoru. Zabrakło temu obrazowi bożej iskry, czegoś co by zespoliło opowiedziane historiie. Odcinki są nierówne i im dalej, tym bardziej widać brak pomysłu na ten film. Gdzieś tam przebłyskuje głębsza myśl o tym, że ludzkie życie jest nic warte w dzisiejszych czasach albo że słowa przysięgi małżeńskiej niewiele już dziś znaczą, ale autorzy nie pociągnęli morałów z kilku historii, tylko woleli zastąpić je bezużytecznymi fajerwerkami na koniec.

Aktorsko bez zarzutu, ale nasuwa mi się myśl, że może jednak jedenastym przykazaniem powinno być „Nie obsadzaj dobrych aktorów w kiepskim scenariuszu”. No ale to przecież truizm.

Oficjalna strona dla zainteresowanych http://www.thetenmovie.com/ 

poniedziałek, 20 sierpnia 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
mattness
2007/08/20 20:55:04
hahaha - filmu nie widziałem, ale to co napisałaś świadczy dobrze o twórcach filmu i pani Ryder - bo chyba zagrała samą siebie... ;)

bbs.keyhole.com/ubb/showflat.php/Cat/0/Number/71960/Main/71960
-
2007/08/20 21:04:30
Mattness: zgadzam sie, ze ze obsadzenie jej przy siodmym przykazaniu bylo raczej celowe i masz racje - nie ma jak autoironia.
-
2007/08/30 20:53:20
z dobrymi aktorami w kiepskim scenariuszu jest podobnie w filmie "Wszyscy ludzie króla" choc i tak daję mu 4/6 ze względu na kolejną świetną rolę Penna.
-
2007/08/30 21:16:46
Mozna mnozyc takie przyklady.
-
Gość: ciacho, *.torun.mm.pl
2008/01/29 18:36:03
a ja miałem na odwrót. Im dalej tym lepiej. Faktem jest że pod względem treści to rozczarowuje, bo nie ma tu ani morałów, ani polemiki. Jednak film jest perełką w kategorii absurdu!! Pomysły aby "Nie będziesz pożądał żony bliźniego..." zilustrować scenką z życia więźniów, czy pomysł na wrzucenie meksykańskiego narratora w drugiej historii, czy policjanci w "Nie kradnij", albo Schwarzenegger z historii o rodzicach, itd itp, te wszystkie pomysły są wartością samą w sobie i do tego są świetnie poprowadzone i przez reżysera i przez aktorów .

Miłośnicy absurdu będą tym filmem oczarowani.
-
2008/01/29 18:38:56
Pomysly na zilustrowanie kolejnych przykazan byly niezle, zgadzam sie, ale mnie malo smieszyly.