O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Live Free or Die Hard

Live Free or Die Hard. Reżyseria Len Wiseman. W roli głównej Bruce Willis.



Byłam na randce z porucznikiem detektywem Johnem McClanem. Nie widzieliśmy się dwanaście lat, Johnowi ubyło trochę włosów, przybyło zmarszczek. Zdążył się w międzyczasie rozwieść z Holly i wychować córkę Lucy, która podobnie, jak jej mama nie lubi używać nazwiska McClane. Ale sam detektyw McClane jest niczym wino – im starszy, tym lepszy.

McClane XXI wieku żyje nadal w analogowym świecie, podczas gdy rzeczywistość dawno już zdążyła przeskoczyć na cyfrowy odbiór. Na polecenie FBI ma dostarczyć hakera Matta Farrella (Justin Long) do siedziby federalnych. Farrell może okazać się pomocny w wyjaśnieniu hakerskiego włamania do systemu Federalnego Biura Śledczego. Ktoś jednak chce zabić Farrella, co porucznik udaremnia i uruchamia w ten sposób całą machinę zdarzeń. W przeddzień amerykańskiego święta niepodległości stolica kraju zostaje zaatakowana przez grupę e-terrorystów, którzy kreują w mieście stan istnej pandemonii. Załamuje się transport, finanse i zasilanie. Nie działają telefony komórkowe, telewizja, rozpoczyna się ewakuacja budynków rządowych. Stoi za tym Thomas Gabriel (Timothy Olyphant), programista, który po udanej próbie udowodnienia swoim przełożonym, jak słaby jest system zabezpieczający najważniejsze instytucje i funkcje kraju, zostaje skazany na zawodową banicję. Wraz z grupą hakerów oraz azjatycką pięknością (w tej roli Maggie Q) próbuje się odegrać, ale jeszcze nie wie, że na swojej drodze spotka McClane’a oraz Farrella, który zostaje przewodnikiem porucznika w świecie pełnym wirusów, komputerów, serwerów, downloadów i szyfrowanych dostępów. Podział ról jest wyraźny – McClane załatwia Gabriela, Farrell załatwia to, co Gabriel zdążył spaprać. Ten układ funkcjonuje znacznie lepiej niż w trzeciej „Szklanej pułapce”, gdzie Willis miał u boku Samuela L. Jacksona. Farrell, profesjonalista w swoim fachu, jest o niebo lepszym uzupełnieniem dla Johna niż przypadkowy Zeus, któremu McClane zawdzięczał wydostanie się z niezręcznej sytuacji na początku trzeciej „Szklanej pułapki”.

Czy czwarta część przygód filmowego gliny z NYPD może być udana i czy w ogóle warto było wracać do postaci? Odpowiedź brzmi „yes, yes, yes!”. Nowa „Szklana pułapka” nie tylko bije na łeb na szyję trzecią, ale jakością dorównuje pierwszym filmom z serii. Efekty specjalne w najnowszej osłonie są po prostu pierwszorzędne. Wydaje się, że w dziedzinie FX nie ma granic i rzeczy niemożliwych dla speców z Hollywood, a „Live Free or Die Hard” jest tego najlepszym dowodem. Ręce składają się do oklasków, gdy ogląda się rewelacyjną, klaustrofobiczną scenę w tunelu, czy finał na autostradzie.

Ale kino akcji spod znaku „Szklanej pułapki” to nie tylko wybuchy, pościgi i nieprawdopodobne sytuacje, z których McClane wychodzi cało. Lubimy McClane’a, bo mimo iż ma wszelkie atrybuty superbohatera, nadal pozostaje zwykłym gliną, który znajduje się po raz kolejny w niewłaściwym dla siebie miejscu i czasie. W najnowszym filmie McClane wydaje się już nie pytać „dlaczego ja?”. Wie, że tu i teraz nie ma nikogo innego, kto może wykonać robotę. Zostaje wplątany w aferę e-terrorystyczną wbrew swoim chęciom i na przekór losowi, ale widać, że postać przeszła ewolucję od bosonogiego narwańca z budynku Nakatomi do doświadczonego wygi, który z niejednego pieca jadł chleb. Również wybór pomysłu na kolejną odsłonę przygód McClane’a jest trafiony w dziesiątkę. Z coraz większą ilością elektronicznych gadżetów otaczających nas na co dzień i powszechną komputeryzacją, co by się stało, gdyby cały system przestał nagle działać?

Po zakończeniu seansu publiczność nagrodziła film brawami. No bo jak tu nie lubić McClane’a? Porucznik jest moim ulubionym filmowym gliną i nawet wielka słabość do inspektora Harrego Callahana nie może tego zmienić. Sam Bruce Willis musi także lubić postać nowojorskiego gliny, skoro wciąż gra go ze świeżością, ale i nutą doświadczenia, jak po dwudziestu latach od debiutu przystało. Po wybuchowej, dwugodzinnej, wypełnionej adrenaliną randce z porucznikiem detektywem Johnem McClanem, nie miałabym nic przeciwko kolejnej. Bruce podobno już wyraził zainteresowanie.

piątek, 29 czerwca 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/06/29 06:08:58
no, po takiej recenzji wstyd nie pojsc!!!
widzialam dzis 8 minut w internecie... pierwsze 8 minut filmu. robi wrazenie...
a Bruce Willis... coz... yes, yes, yes! ;O)))
-
2007/06/29 07:38:51
Odpowiedz brzmi no, no, no. Typowy film popcornowy, do poscigu z helikopterem i tunelu jeszcze znosny ale juz pozniej to przewidywalna komiksowa nuuuuuda, a juz scena z mysliwcem to czysta komedia. Jedyne jasne punkty to dwa trailery na poczatku - The Simpsons i Rush Hour 3 z Polanskim :-)
-
milczacy_krytyk
2007/06/29 12:10:24
Nie widziałem trzech pierwszych części ponieważ nie przepadam z Willisem i tego typu filmami. Jednak muszę przyznać, że zwiastun do 4,0 jest rewelacyjny i naprawdę bardzo zachęcający. Może się skuszę....
-
bonlef
2007/06/29 16:15:17
Jedno zastrzeżenie: Nie John McLane, a John McClane ;)

---
pollhat.blox.pl - zapraszam
-
2007/06/29 17:45:27
Matko, rzeczywiscie. Poprawione.

Radarek: film trzyma sie konwencji wypracowanej w poprzednich trzech filmach. Musza przeciez zrobic cos nowego. Scena z mysliwcem jest troche naciagana, ale mi akurat to nie przeszkadzalo.
A Rush Hour to niby nie popcornowy film? I jeszcze Chris Tucker na dokladke.

Milczacy_krytyk: skus sie.

Evek: no wlasnie.
-
kornik_k
2007/06/30 07:31:22
Fakt myśliwiec trochę naciągany, ale i tak to jeden z lepszych filmów na których ostatnio byłem. No i te efekty specjalne :-)
-
2007/07/02 00:26:22
Filmu na razie nie widzialem ale juz wkurza mnie to, ze w Polsce premiera jest zapozniona w stosunku do cywilizowanego swiata. Nawet w Rosji film juz w kinach, a tu mamy tylko zwiastuny i recenzje. Chociaz akurat w Polsce film daja do kin tylko z napisami, a wszystcy sasiedzi maja pelny dabling.
jaki jest powod opoznienia premier w Polsce?
-
2007/07/02 20:42:39
Doprawdy nie wiem.
-
2007/07/02 21:00:28
Trochę nie na temat ale wlasnie obejrzalem reklame europejskiego kina - baaardzo goraco polecam !!!! :-)
-
2007/07/02 21:01:34

Oj cos sie link nie podswietlil - reklama jest tutaj
-
2007/07/02 21:26:54
Cos w CSSie musi byc nie tak.

Na przyszlosc pisz, ze "sceny" beda - szef bedzie mi stal za plecami i co?
-
hjuston
2007/07/09 15:41:24
no trzeba sie wybrac. po takiej recenzji ;-) a propos klaskania- zauwazylas, ze amerykanie to w ogole bardzo lubia klaskac?
-
2007/07/09 18:07:19
Hm, w kinie to raczej nieczesto widzialam. Ostatni raz chyba po Dreamgirls, bo ta pulchna piosenkarka (Jennifer Hudson chyba) jest z Chicago.
-
2007/07/10 12:34:14
a pamietacie Ostatniego Skauta ?? Bruce Willis ze swoim humorem... niepowtarzalny, wirafinowany wrecz. :)
-
2007/07/10 16:32:22
Pewnie ze pamietamy. Kto by zapomnial jego coreczke.
-
hjuston
2007/07/18 05:29:54
wlasnie wrocilam z kina. no po prostu bomba. jak dla mnie to moglby to byc moj film roku 2007. zdecydowanie lepszy od harrego potera, na ktorym bylam wczoraj hehe.
zgadzam, sie ze bruce im starszy tym lepszy. te same gadki, ten sam smiech. jak go nie uwielbiac?
bardzo podobaly mi sie czopery latajace nad washingtonem. te waskie, wysokie uliczki. fantastyczne. no i cichy bob na kanale 666. rewelka.
nie znalam justina, ze tak powiem po nazwisku z twarzy. ale gdybys napisala, ze hakera gra moj ulubiony mac guy to bym od razu wiedziala (chociaz pc tez lubie). dowiedzialam sie tez z wikipedii , ze ma urodziny dokladnie tego samego dnia co ja.
-
2007/07/18 16:35:54
Porownac Bruca Willisa do Harrego Pottera?! Bruce rzadzi!
Cichy Bob sie spasl okropnie.
-
milczacy_krytyk
2007/07/26 17:34:01
Byłem, widziałem. Faktycznie bardzo dobre kino akcji. :)