O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Człowiek słoń

„Człowiek słoń”. Reżyseria David Lynch. W rolach głównych: Anthony Hopkins, John Hurt, John Gielgud, Anne Bancroft.

Dziś w cyklu „Ulubione” znakomity film Davida Lyncha „Człowiek słoń”. Oglądałam go wieki całe temu w dwójkowym cyklu „Kocham kino” i niedawno w amerykańskiej telewizji i czas, jaki minął od pierwszego seansu nie osłabił wrażenia, jakie zrobił na mnie, a wręcz je spotęgował. Do twórczości Lyncha mam trochę ambiwalentny stosunek, ale względem tego filmu nie mam żadnych wątpliwości, że jest jeden z najlepszych filmów traktujących o tolerancji i prawie człowieka do bycia szczęśliwym.

„Człowiek słoń” jest oparty na autentycznych faktach i życiu Johna Merricka, żyjącego w XIX wieku mężczyzny z niezwykle rzadką chorobą, zwaną zespołem Proteusza, objawiającą się potwornymi zniekształceniami ciała. Historia Merricka, którego prawdziwe imię brzmiało Joseph, pokazana w filmie rozbiega się nieco z faktami. Merrick przedstawiony został jako ofiara właściciela cyrkowej trupy – bity, poniżany i wystawiany na pośmiewisko, podczas, gdy w rzeczywistości jako cyrkowa atrakcja żyło mu się całkiem dobrze, uzbierał znaczną sumę pieniędzy i tylko pogarszający się stan zdrowia zmusił go do skontaktowania się z doktorem Fredericem Trevesem, który po jednym z pokazów zostawił mu swoją wizytówkę.

Doktor Treves wyciągnął Merricka z nory w cyrku i rozpoczął jego leczenie oraz naukę mowy, gdyż powszechnie sądzono, że człowiek-słoń nie mówi. Tymczasem Merrick nie tylko mówił, ale okazał się też pasjonatem sztuki: teatru i poezji. Stał się celebrity dziewiętnastowiecznej Anglii, a w dobrym tonie było spędzić czas na popołudniowej herbatce z nim. Zanim jednak John został gwiazdą wiktoriańskich salonów, przeżył w swoim życiu wiele upokorzeń i część filmu o tym opowiadająca niesie największy ładunek emocjonalny.

Jeśli wydaje nam się, że od XIX wieku minęło wiele czasu i dziś jesteśmy bardzie tolerancyjni i otwarci na inność, to myślę, że taki John Merrick szybko zrewidowałby nasze pojęcie o tym, że liczy się wnętrze człowieka, a nie wygląd. Wygląd chorego na potrzeby filmu został zrekonstruowany na podstawie odlewów gipsowych ciała Merricka. John Hurt, znakomicie grający Merricka wyglądał jak monstum z ogromną, zniekształconą czaszką, prawą ręką dłuższą niż lewa i ciałem pokrytym cystami i przerażającymi naroślami. John Merrick nie był osobą przyjemną do oglądania i dlatego wiele osób wtedy, a myślę, że pewnie i dziś odmówiłoby mu prawa do bycia człowiekiem. Merrick był zaszczuty przez ciemny tłum, który nie mógł zrozumieć, że pod tą potworną maską bije szlachetne serce oraz kryje się przenikliwy mózg. Nawet, gdy w ciszy i spokoju mieszkał w szpitalu pod okiem doktora Trevesa, znaleźli się tacy, którzy wciąż chcieli na nim zarobić, przyprowadzając potajemnie znajomych, aby pokazać im monstrum. Na szczęście, wielu było takich, których los Johna leżał na sercu i dzięki nim Merrick był w stanie żyć, jak każdy inny człowiek.

To nie jest wesoły ani nawet krzepiący moralnie film. Mimo iż twórcy wymyślili wzruszające zakończenie, mnie ten film mocno przygnębia. Czarno-biały obraz i durne, bezrozumne twarze ludzi wlewających w Merricka alkohol i cieszące się gęby na jego widok w cyrku napawają mnie smutkiem. Wiktoriański Londyn spowity w mgłę oraz przemysłowy smog tylko potęgują ponure wrażenie. Lynch niezwykle przenikliwie zanalizował ludzkie zachowania wobec kogoś, kto jest odmienny od przyjętych standardów oraz pokazał, że to co inne nie zawsze musi być złe czy nie do zaakceptowania. Piękny, poruszający i mocno depresyjny film, z kapitalną kreacją Johna Hurta jako Johna Merricka i znakomitym jak zawsze Anthonym Hopkinsem w roli doktora Frederica Trevesa. Polecam kinomanom.

środa, 18 kwietnia 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/04/19 14:04:22
Witam
Wielkie, wielkie kino. Zarówno jako pbraz filmowy jak i bodzieć do pomyślenia choćby własnie na temat tolerancji. Masz rację, jak na Lyncha (którego twórczość bardzo sobie cenię) jest to w miarę "normalny" film. Zaintrygowała mnie także decyzja Johna Hurta, który musiał grać w masce, a jest to przecież dla aktora pewien problem wizerunkwy. Tym bardziej dla aktora tej klasy co Hurt. Polecam z nim w główej roli film "1984" na podstawie powieści Orwella.
Pozdrawiam
-
2007/04/19 20:47:50
Jak wyczytalam, charakteryzacja Hurta wywarla tak duze wrazenie na czlonkach Akademii Filmowej, ze stworzono nowa kategorie oskarowa, aby uhonorowac osiagniecia w tej dziedzinie.
-
2007/04/22 02:42:42
Niesamowity film, a jeszcze lepsza byla rola teatralna Davida Bowie ktory kral wlasnie Merricka. Rola ktora od niego wymagala naprawde ogromnej sprawnosci aktorskiej, bo gral bez jakiegokolwiek makijazu, maski i innych rzeczy ktore pomoglyby mu wcielic sie w role. Samo czyste aktorstwo z najwyzszej polki.