O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
The Last King of Scotland

„The Last King of Scotland”. Reżyseria Kevin Macdonald. W rolach głównych: Forest Whitaker, James McAvoy, Gillian Anderson.

Oskarowa rola Foresta Whitakera jako ugandyjskiego dyktatora Idi Amina nie jest jedyną ozdobą tego filmu. Od początku seansu „Ostatniego króla Szkocji” uderzyły mnie soczyste barwy na ekranie: żółć, czerwień oraz towarzysząca im zieleń, co przypominało mi ciut rastafariańskie klimaty oraz spaloną słońcem sawannę afrykańską. Do tego rytmiczna muzyka i początek filmu wygląda bardziej jak opowieść rodem z Jamajki niż o rzeziach i jatkach, których zresztą długo w filmie nie widać.

Reżyser ciekawie poprowadził rozwój akcji. Na początku poznajemy Nicholasa Garrigana, świeżo upieczonego lekarza ze Szkocji, który postanawia uczynić należyty uczynek ze swojego dyplomu i wyjeżdża do Ugandy pomagać mieszkańcom prowincji. Pewnego dnia przypadkowo poznaje Amina i udziela mu pierwszej pomocy po zderzeniu samochodu dyktatora z krową. Doktor zyskuje sympatię Amina, który nie cierpiąc byłych brytyjskich kolonizatorów, ma wiele sympatii dla młodego Szkota i niewiele później po zdarzeniu proponuje mu posadę swojego własnego lekarza. Garrigan początkowo odmawia, ale życie u boku prezydenta ostatecznie go skusi. Reżyser Kevin MacDonald przedstawił postać Amina, jak widziałby go przeciętny człowiek – rubaszny jegomość ze słabością do  mundurów, lubiący zabawę i otaczający się oddanymi mu ludźmi. Ludność wydawała się go kochać, wiwatując na jego cześć, gdy tylko zobaczyła samochód wodza. Amin dbał o swoich współtowarzyszy i w pełnych entuzjazmu słowach zapowiadał poprawę warunków życia w kraju i przekreślenie raz na zawsze brytyjskiego jarzma.

Jowialne oblicze wodza kryło jednak jego prawdziwą naturę mordercy, ze skłonnością do podejrzewania wszystkich o zdradę i węszącego spisek i reżyser powoli pokazał kim naprawdę był dyktator. Szacuje się, że Idi Amin zabił w czasie swoich rządów od 300 do 600 tysięcy ludzi w Ugandzie. Jego fascynacja Szkocją była autentyczna i dyktator wydawał parady z orkiestrą ubraną w tradycyjne szkockie spódniczki, które sam zresztą chętnie nosił. Tytułował się ostatnim królem Szkocji i wyrażał chęć poprowadzenia armii mającej odłączyć Szkocję od Wielkiej Brytanii. Krążyły plotki o jego rzekomym kanibalizmie oraz makabrycznych upodobaniach (zainteresowanych odsyłam do Wikipedii).

Brawa dla Foresta i jego partnera w roli szkockiego lekarza. Dobre kino.

wtorek, 06 marca 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hjuston
2007/03/08 02:02:57
ja troche nie na temat. no wiec poszlam dzisiaj ze znajomymi na lancz i zwierzylam sie, ze sie zapisalam do netflixa. kolezanka na to- boze- jestes jedyna osoba jaka znam, ktora nadal wypozycza filmy. wyszlo na to, ze jestem zacofana bo ludzie na czasie ogladaja ppv. pay per view nie jest nowoscia ale nie sadzilam, ze jest az takie popularne. czy tez macie? bo my oczywiscie nie mamy bo nie mamy kabla.
-
2007/03/08 03:16:42
Mam telewizje satelitarna z DVR i ppv, ale nie korzystam, bo jak place za netflix to nie bede jeszcze doplacac za film w tv. Ceny takie jak w Blockbusterze, 4 dolce za film, wiec dla mnie to zaden deal. Nie korzystalam, wiec nie wiem, jakie filmy tam mozna kupic, ale nie sadze, aby wybor byl wiekszy niz w Netflixie. Z tego, co reklamuja, to sa to z reguly typowe hollywoodzkie produkcyjniaki i tyle.
-
2007/03/08 18:59:15
Ciekawy aktor z tego Whitakera. Gdzieś przeczytałem, że jest to człowiek o twarzy pluszowego misia. Wydawałoby się, że nie będzie się nadawał do roli krwawego dyktatora ze skłonnościami do ostrej paranoi. A jednak wyszło mu fantastycznie. Mnie zachwyciła jego rola, jak i cały film, w "Ghost Dog: Droga samuraja" Jima Jarmuscha. Szczerze polecam.
Pozdrawiam.
-
Gość: michal.broniszewski, *.internetdsl.tpnet.pl
2007/03/26 23:27:39
w mojej ocenie Whitaker przegrał w tym roku rywalizację - przede wszystkim z Willem Smithem. A film "tylko" dobry.
-
2007/03/28 00:27:06
Will zagral dobrze, nawet bardzo dobrze, ale mial pecha, bo rola mordercy lepiej sie sprzedala niz rola ojca walczacego o lepsze jutro.
-
hjuston
2007/04/30 22:15:16
obejrzalam ten film w piatek i przyznam, ze podobal mi sie bardziej niz film z willem smithem, o ktorym tu mowiecie. trzymal w napieciu pomimo tego,ze znalam historie. i te soczyste kolory, o ktorych wspominasz...