O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Grbavica

„Grbavica”. Reżyseria Jasmila Zbanic. W rolach głównych: Mirjana Karanovic i Luna Mijovic.

Europa zawitała do Chicago. Przez cały marzec odbywa się u nas European Union Film Festival prezentujący filmy, których normalnie nie uświadczysz w kinach, poza nielicznymi wyjątkami, gdy nazwisko reżysera daje szansę, że na widowni będzie więcej niż 5 osób. W ramach festiwalu można obejrzeć kameralne europejskie produkcje, gdy więc bloxowa koleżanka-kinomanka Lonelystar wspomniała u siebie o festiwalu, zabukowałam datę na seans „Grbavicy”. Przy okazji dostrzegłam koleżankę na widowni i tym oto sposobem ze świata Bloxu przeszłyśmy do rzeczywistego w Windy City (pozdrawiam).

„Grbavica” jest filmem na wskroś europejski, bez zbędnych ozdobników opowiadającym prostą historię Esmy, jej nastoletniej córki Sary i ich życiu w Grbavicy, jednej z dzielnic Sarajewa. Po bośniacko-serbskim konflikcie, kiedy to Serbowie wymordowali kilka tysięcy Bośniaków, czemu cały świat przyglądał się z założonymi rękoma, kobiety Sarajewa próbują ułożyć sobie życie na nowo i zapomnieć o traumie wojennej. Ma im w tym pomóc terapia grupowa, na która chodzi również Esma, ale nigdy nie opowiada o ty, co zdarzyło się w czasie wojny. Widać, że kobieta nosi jakieś brzemię i wiadomo, że w pewnym momencie dojdzie do jego pęknięcia. Córka Esmy wchodzi w wiek dorastania i zaczyna nie tylko buntować się przeciwko narzucanym przez matkę normom, ale również zadawać niewygodne pytania, głównie co stało się z jej ojcem w czasie wojny, jak zginął i kim był. Dziewczynka chce jechać na klasową wycieczkę, ale cena 200 euro stanowi poważną przeszkodę dla jej matki, która pracuje nocami w dyskotece jako kelnerka. Gdy okazuje się, że dzieci zabitych w czasie wojny ojców posiadających specjalny certyfikat mogą jechać za niższą cenę, konflikt między matką a córką uważającego ojca za zamordowanego przez Serbów bohatera dochodzi do punktu kulminacyjnego.

Reżyserka Jasmila Zbanic opowiedziała historię Esmy oraz po trosze jej rodaków bez epatowania obrazami wojny i okrucieństw, jakie się w jej czasie dokonały. W niezwykle oszczędny sposób przedstawiła codzienne życie zwykłej kobiety zmagającej się z traumą powojenną oraz tym, co widziała i czego doświadczyła. Film nikogo nie obwinia, nie piętnuje zbrodniarzy i nie ma chakteru oskarżycielskiego. Pokazuje jak skrzywdzeni przez wojnę ludzie pragną normalności i powrotu do tego, co było przed wojną. Nie jest im łatwo zapomnieć i oddzielić przeszłość grubą kreską, ale próbują ułożyć sobie życie na nowo, zawieszeni gdzieś między wspomnieniami a nadzieją na lepsze jutro. „Grbavica” po bośniacku oznacza osobę garbatą i w filmie jest metaforycznym określeniem bohaterki oraz jej brzemienia. Esma, w odpowiedzi na obawy Sary, że wyjdzie za mąż i ją zostawi, powtarza córce dobre dziesięć razy, że nigdy jej nie opuści,  podobnie jak wspomnienie tego, co wydarzyło się kilkanaście lat temu będzie jej towarzyszyło do końca życia. Mimo traumy, jaką obarczona została główna bohaterka, po samooczyszczeniu jest wciąż nadzieja na lepszą przyszłość dla Esmy i jej córki.

Kameralne, bardzo europejskie kino, z aktorami o twarzach zwyczajnych ludzi.

czwartek, 15 marca 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/03/16 18:30:24
Wielkie dzięki za pochwałę recenzji "Grbavicy". Tego typu filmy niesamowicie mnie angażują. Są kameralne, świetnie zagrane, zrobione z wielkim szacunkiem nie tylko dla bohaterów, ale również dla widzów śledzących ich losy. W pewnych momentach mam nawet wrażenie, iż znika przekaźnik jakim jest kamera i obserwuję niemoderowaną rzeczywistość. Niejednoznaczną, smutną, nabrzmiałą cierpieniem i do bólu prawdziwą.
Czytam kolejną Twoją recenzję filmu europejskiego i mam wrażenie jakby tego typu kina w ogóle nie ma w USA. Myślałem, że w takim mieście jak np. Chicago, wymyślasz tytuł filmu z dowolnego zakątka świata, patrzysz w jakąś internetową rozpiskę i za jakiś czas idziesz go oglądać. Wiem o tym, że w Stanach kinematografia jest takim samą gałęzią przemysłu jak górnictwo czy produkcja samochodów. Ale nie domyślałem się, że Amerykanie aż tak bardzo chronią swój rynek przed filmami europejskimi. A może to dystrybutorzy po prostu nie są zainteresowani tego typu kinem?
Pozdrawiam
-
2007/03/16 19:50:47
Nie wiem, czy to chec ochrony monopolu, czy wina dystrybutorow, ale wydaje mi sie, ze najblizsze prawdzie bedzie stwierdzenie, ze przecietny amerykanski widz nie interesuje sie kinem spoza Ameryki i jest ono mu obce jak przybysze z Marsa. A czemu sie nie interesuje? Wlasnie dlatego, ze kino tutaj to przemysl, a wprzemysle licza sie wyniki finansowe. Co sie najlepiej sprzedaje - glupawe komedie albo s-f ze Spidermanem. Takie filmy sie reklamuje wzdluz i wszerz i niewyrobiony filmowo widz oglada te hollywodzkie produkcyjniaki. Poniewaz to przynosi dochod, wiec film z Europy, z aktorami, ktorych nikt tu nie zna, skazany jest na finansowa porazke, a na to juz nikt nie moze sobie pozwolic. Po co wiec go sprowadzac i pokazywac? Oczywiscie, filmy europejskie mozna obejrzec, jest pare kin w Chicago, ktore maja w repertuarze kino nie z Ameryki. Do multipleksow przebijaja sie jednak tylko najlepsze nazwiska, jak Almodovar.
Gdy pomysle sobie, ze naszej Polsce kazdy film takiego np. von Triera mozna bylo obejrzec bez problemu, to lezka mi sie w oku kreci, ze tutaj trzeba sie nagimnastykowac, zeby zobaczyc chocby filmy, ktore byly nominowane do Oskara w kategorii filmu zagranicznego.
-
2007/03/16 22:14:40
nie jest az tak zle, bo predzej czy pozniej wiekszosc zagranicznych filmow wchodzi na ekrany, ale zajmuje to wiecznosc, sa grane po 3, 4 dni i prawie nigdzie sie ich nie reklamuje, wiec latwo przegapic. tak samo zreszta jest z amerykanskimi niezaleznymi produkcjami. ja co tydzien czytam od deski do deski sekcje filmowa w readerze zeby przypadkiem nie przegapic jakiejs perelki.

z drugiej strony czasem mysle, ze moze to i lepiej ze nie ma na te filmy takiego wziecia, bo jakos nie wyobrazam sobie ogladania "grbavicy" w multiplexie zapelnionym popcornowa widownia 14-22, ktora nabija kase producentom. juz wole czekac miesiac dluzej.

a co do grbavicy, ciesze sie ze obejrzalam ja drugi raz, mysle ze to przepiekny film, i strasznie mnie boli ze jakos nikt nie zrobi nic tak pieknego po polsku (brak funduszy chyba nie jest tu argumentem). jedyny zgrzyt: britney spears troche zepsula mi koncowke.