O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Gorączka złota

„Gorączka złota” („The Gold Rush”). Reżyseria Charlie Chaplin.

Chicago zasypane po kolana śniegiem, teraz wprawdzie bardziej przypominającym rozciapaną maź na chodnikach niż biały puch. Myśląc jaki by tu film pasował do pogody, oprócz serialu „Ostry dyżur” wielokrotnie filmowanego w zimowej chicagowskiej scenerii, przypomniał mi się jeden z moich ulubionych niemych filmów „Gorączka złota” Charliego Chaplina. Choć akcja nie dzieje się w Chicago, to śniegu w filmie nie brakuje. Tramp Charlie rusza do mitycznego Klondike w poszukiwaniu złota. Chroniąc się przed śnieżną zawieruchą, znajduje schronienie w opuszczonej chacie, która okazuje się być także siedzibą dla groźnego przestępcy Blacka Larsena. Wkrótce dołącza do nich poszukiwacz złota Big Jim. Gdy panowie nie mają co jeść, losują, który z nich pójdzie na poszukiwanie jedzenia. Los wybiera Larsena, który w czasie wędrówki zostaje przyłapany przez policjantów, zabija ich, a następnie odkrywa złoto Dużego Jima. Oczywiście nie planuje już wrócić do chaty.

W tym czasie Charlie i Jim świętują Thanksgiving. Tutaj proszę obejrzeć filmik, bo będzie on zdecydowanie bardziej wymowny niż moja pisanina. Do historii przeszła także scena z bułeczkami, gdy Charlie śni o tym, jak zabawialby znajome panie.  W tym filmie jest zresztą więcej scen, które zapisały się w filmografii. Lubię Chaplina, bo łączył w swoich filmach komizm z sentymentalizmem oraz szlachetnymi chciałoby się powiedzieć emocjami. Ile razy zdarzyło mi się lać łzy na „Brzdącu” zabieranym do sierocińca albo w „Światłach wielkiego miasta”, gdy niewidoma kwiaciarka nie miała pieniędzy na czynsz. Choć zapewne znacznie częściej płakałam ze śmiechu. Nie wiem, czy jest dziś reżyser, który misję rozbawiania widzów, a jednocześnie przekazania im prostych życiowych prawd wypełnia tak sumiennie, jak to robił Chaplin. Komizm w jego filmach był nie tylko rozrywką, ale niemal zawsze miał drugi, nieco głębszy wymiar poszukiwania dobra w drugim czlowieku.

No, ale przecież miało być o śniegu.

piątek, 16 lutego 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: