O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Babel

„Babel”. Reżyseria Alejandro González Inárritu. W rolach głównych: Brad Pitt, Cate Blanchett, Gael García Bernal, Adriana Barraza.

Rzutem na taśmę przed rozdaniem Oskarów obejrzałam nominowany „Babel”. Gwiazdy więc zjeżdżały się na czerwony dywan do Kodak Theater, a ja nerwowo oglądałam film, aby skończyć przed rozpoczęciem ceremonii. O Oskarach będzie póżniej.

Gdy pierwsze zapowiedzi filmu pojawiły się w kinach i TV parę miesięcy temu nie miałam specjalnej ochoty, aby wybrać się do kina, zapewne z powodu nachalnych dość prób wmówienia mi, że to najlepsze dzieło w tym roku. Zawsze nastraja mnie to negatywnie. Poczekałam więc na DVD. No ale do rzeczy. Alejandro González Inárritu opowiedział w swoim filmie trzy zazębiające się historie, choć każda z nich dzieje się z daleka od poprzedniej i każda jest opowiedziana innym językiem. Wieża Babel w końcu, ten nasz świat.

Maroko. Dwa bracia bawiąc się sztucerem ojca strzelają w kierunku autobusu poważnie raniąc amerykańską turystkę Susan (Cate Blanchett) podróżującą z mężem Richardem (Brad Pitt). Akcja ratunkowa zostaje utrudniona i staje się wręcz mission impossible, gdyż władze amerykańskie nie mając wystarczających danych o przebiegu zdarzenia zakładają, że był to zamch terrorystyczny i nie chcą skorzystać z marokańskiej pomocy. San Diego. Amelia, meksykańska opiekunka dzieci Susna i Richarda wybiera się na ślub syna w Meksyku, gdy dowiaduje się, że osoba, która miała przejąć opiekę nad dziećmi nie przyjedzie. Zabiera więc dzieci ze sobą i rusza do Meksyku. Tokio. W głośnym i tętniącym mieście, nastoletnia Chieko zmaga się z własną gluchotą, dojrzewaniem seksulanym i traumą po śmierci matki, miotając się rozpaczliwie między rówieśnikami a dorosłymi.

Podobał mi się subtelny sposób, w jaki reżyser powiązał historie oraz przedstawienie roli przypadku. Przypadkowy strzał marokańskiego chłopca, który zdawać by sie mogło dotyczy tylko postrzelonej turystki i jej męża, początkuje szereg konsekwencji dla osób pozornie z nim nie związanych. Ludzie wikłani w ciąg zdarzeń, od których nie ma odwrotu wykazują się egoizmem, głupotą, brakiem logicznego myślenia i niektórzy z nich płacą za to wysoką cenę. Chieko, zagubiona między własną seksualnością, brakiem matki oraz byciem głuchoniemą szuka akceptacji wśród swoich rówieśników oraz dorosłych pijąc alkohol i inicjując kontakty seksualne. Amelia traci dorobek swojego życia. Tak naprawdę tylko Susan wychodzi z opresji cało. Trudno jednak było pogodzić mi się z faktem, że dla większości historii i bohaterów reżyser przygotował zakończenie, adekwatne do opowiedzianej historii, natomiast pominął marokańskiego chłopca, który postrzelił Susan. Jego historia pozostaje w zawieszeniu, niedokończona. Co się z nim stało? Jego rodzinę dotknęła tragedia wynikająca z jego czynu, ale co dalej? Czy dlatego, że dziecinny wybryk uruchomił ciąg wydarzeń, los chłopca jest przesądzony? Nie podobało mi się, że reżyser pozostawił tę kwestię niewykończoną, obarczając dziecko odpowiedzialnością za coś, co chłopiec zrobił bez krzty świadomości, jakie może to pociągnąć konsekwencje.

Warto obejrzeć, ale z pewnością nie zaliczyłabym filmu do kategorii „must-see”. Poprawnie, porządnie, mądrze i z uczuciem. Tylko błysku nie było.

poniedziałek, 26 lutego 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/03/01 02:44:27
film jest swietnie zrobiony, doskonale zagrany, japonska historia szczegolnie chwyta za serce. szkoda tylko ze jest tak przerazajaco smutny. podobnie czulam sie po obejrzeniu "monachium", ani cienia nadziei, ze moze byc lepiej.
-
2007/03/06 23:35:02
co roku robię ranking Top 10 premier kinowych w Polsce.W 2006 roku Babel przegrał tylko z Tajemnicami Brokeback Mountain.
-
2007/07/20 15:48:46
inárritu zrobil jeden genialny film - "amores perros"... i niestety kolejne ("28 grams", "babel"), to nowe wersje tej samej historii pt. "jak przypadek wplywa na ludzkie zycie". o ile jednak "28 gram" nie moglem obejzec (zmusilem sie z uwagi na benicio, ktorego uwielbiam:-), o tyle "babel" wciagnal mnie od poczatku i zdecydowanie zostawil slad na duszy;-)

przede wszystkim podoba mi sie to, co wielu recenzentow uznalo za mankament filmu - stereotypy (meksykanska niania, meksykanska rodzina na weselu, la migra, durni amerykanscy turysci, jeszcze glupsi urzednicy ambasady, wszedzie doszukujacy sie terrorystycznych spiskow, nieodpowedzialne dzieciaki...) dzieki nim fabula staje sie jasna (co nie znaczy prosta) i pozwala sie skupic na studiowaniu (czasem subtelnych) powiazan miedzy bohaterami.

za zdecydowany zgrzyt uwazam natomiast caly "watek japonski", który wyglada mi na przyklejony z racji braku lepszego pomyslu.

ogolnie ciekawe dzielo... choc nie arcy:-)

pzdr
zwierz
mexican.blox.pl/html