O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
An Inconvenient Truth

“An Inconvenient Truth” („Niewygodna prawda”, w Polsce od 16 lutego). Reżyseria Davis Guggenheim. Dokument.

Obejrzałam “An Inconvenient Truth”, czyli głośny dokument z Alem Gorem, byłym wiceprezydentem USA w roli głównej. Po prawdzie nie wiedziałam za dużo o tym dokumencie. Wiedziałam, że jest o efekcie cieplarnianym, ale nie znałam formy tegoż dokumentu. Film okazał się relacją z wykładu, z którym Gore jeździ po świecie i edukuje ludzi w sprawie zagrożeń płynących dla naszej planety z emisji horrendalnych ilości dwutlenku węgla do atmosfery (70 milinów ton każdego dnia, o ile mnie pamięć nie myli). Prezentacja jest bardzo profesjonalnie zrobiona i na pewno, gdy się ją ogląda na żywo musi robić wrażenie, o czym miała okazję przekonać się moja szanowna bloxowa koleżanka Hjuston (polecam jej relację).

Cały film jest zresztą mądrze pomyślany i dobrze nakręcony. Dowiedziałam się dużo interesujących rzeczy o emisji CO2, o topnieniu lodowców, rosnącej temperaturze, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że choć niewątpliwie los planety leży Alowi na sercu, to bardziej leży mu własny wizerunek. Rozumiem, że skoro to jego prezentacja, to on musiał oczywiście wystąpić w filmie jako narrator. Drażniło mnie jednak upychanie faktów z życia rodzinnego i zawodowego Gore’a: wypadek syna, przegrana z Bushem oraz ciągłe przypominanie widzowi o podróżach Gore’a w najdalsze zakątki świata. Nic do Gore’a nie mam i bardzo podoba mi się jego zaangażowanie w walkę przeciwko efektowi cieplarnianemu, ale nie bardzo wiedziałam, czy „An Inconvenient Truth” była filmem o Alu Gorze (jeszcze dwa lata temu wiedziałabym, jak odmienić to nazwisko), czy o tym, cożeśmy uczynili najlepszego naszej planecie. Chyba nie da się tych dwóch składników oddzielić, więc powiedzmy, że za przybliżenie nam problemu, wybaczamy Alowi, że było go w tym filmie tyle, co CO2 w atmosferze. Natomiast nie mogę zgodzić się z tym, że tak mało poświęcono uwagi temu, co jako szary obywatel mogę zrobić, aby przyczynić się do szeroko pojętej ochrony środowiska. Po godzinie filmie wiedziałam już dobrze, jakie spustoszenie dzieje się tam na górze oraz u nas na dole i oczekiwałabym, że przez następne pół godziny ktoś mi wytłumaczy, co oprócz segregowania śmieci mogę jeszcze zrobić. Tymczasem wszystko, co zaoferowano widzom to migające między napisami końcowymi sugestie, żeby kupić samochód z napędem hybrydowym i używać żarówek energooszczędnych. Aha, i strona www.climatecrisis.net jako źródło, z którego mogę się dowiedzieć, jak ratować naszą planetę. Szkoda, że zamiast pokazywania Ala Gora przy łóżku syna, nie poświęcono tego czasu na przekazanie wiadomości o prostych rzeczach, które każdego dnia ja i miliony ludzi na świecie mogą zrobić, aby chronić środowisko. Uważam, że twórcy zaprzepaścili tę szansę.

W ogólnym rozrachunku uważam jednak, że  „An Inconvenient Truth” jest filmem wartym obejrzenia. Choć każdy z nas zapewne wie o efekcie cieplarnianym, to warto posłuchać i popatrzeć na dane gromadzone przez lata oraz zobaczyć, że przyczyniamy się do katastrofy ekologicznej każdego dnia. Film jest naprawdę dobrze zrobiony i nawet jeśli mówi o szokujących faktach, to wszystko podane jest w bardzo wyważony i racjonalny sposób, który zgrabnie balansuje ze spokojem i profesjonalizmem, w jaki Al Gore opowiada o niewygodnej dla świata prawdzie. Polecam.

środa, 07 lutego 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: , *.dsl.bell.ca
2007/07/21 21:00:03
the best movie ever

duzy respect dla gore'a za zaangazowanie w kampanie na rzecz ratowania planety

prywatne akcenty wlaczone raczej ze wzgledu na amerykanskiego widza, sam wyklad bylby trudno strawny jako film, niz z powodu rozdetego ego Gore'a...
-
Gość: linka, 24.231.102.*
2009/01/18 17:40:13
Dla kogos kto nie intresuje sie tym co sie dzieje w USA informacje np o przebiegu wyborow w 2000 roku sa istotne! Gdyby ten facet zostal wtedy prezydentem....nie zostal...dobrze ze pokazuje z jakiego srodowiska pochodzi i ze sam odwiedza różne zakątki świata a nie sztab naukowców podsuwa mu jakieś fakty i każe tylko wykonać prezentacje