O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
Volver

„Volver”. Reżyseria Pedro Almodovar. W rolach głównych: Penelope Cruz, Carmen Maura i Lola Duenas.

Różnica między kinami w Europie a Ameryce jest taka, że w Europie wszystkie g...z Ameryki są wyświetlane w dzień po premierze w USA, a w Ameryce co lepsze filmy z Europy dochodzą tutaj po pół roku. Obejrzałam wreszcie „Volver” Almodovara. Dodam tylko, że film grany jest w dwóch kinach w Chicago, a jedno z tych kin to już nie Chicago. Zgroza, ale co robić.

„Volver” z akcentem bodajże na ostatnią sylabę jest hołdem Almodovara oddanym kobietom, które go wychowały i ukształtowały. Kobietom, które z właściwym sobie zdrowym rozsądkiem przyjmują co im los zzsyła i radzą sobie z zawirowaniami fortuny w swój własny sposób. Film opowiada o losach trzech pokoleń kobiet. Poznajemy Raimundę (Penelope Cruz), która utrzymuje dom i córkę Paulę. Mąż Raimundy właśnie stracił pracę i oddaje się stereotypowemu męskiemu zajęciu piwa i oglądaniu telewizji. Siostra Raimundy Sole jest fryzjerką, która prowadzi niecałkiem legalny zakład fryzjerski w swoim mieszkaniu. Poznamy też ich matkę oraz tajemnice, które skrywała przez lata, a także kuzynkę Raimundy Agustinę, która próbuje rozwikłać zagadkę zniknięcia swojej matki. Punktem wyjściowym filmu jest moment, gdy mąż Raimundy próbuje zgwałcić jej córkę, a ta w obronie własnej dźga go nożem, którego chyba sam Norman Bates by się nie powstydził.

Za większością mrocznych zdarzeń z życia bohaterek kryją się mężczyźni, których Almodovar może nie tyle, co piętnuje, ale czyni winnymi cierpień. Kobiety muszą radzić sobie bez nich i tylko dzięki  babskiej solidarności oraz szczerych rozmowach mogą znaleźć spokój ducha oraz własne miejsce na ziemi. Film jest przeplatającą się serią wydarzeń dramatycznych z bardziej optymistycznymi, w trakcie których odkrywamy, co kryje się za przeszłością.

To, co zawsze podobało mi się u Almodovara był kolor w jego filmach, doza absurdu oraz igrania z tożsamością bohaterów. „Volver” jest aż za poprawny. Brakowało mi almodowarowskich smaczków, które on, jak nikt inny potrafił przedstawić na ekranie wywołując i śmiech i konsternację i podziw (pamiętacie sztuczną waginę z „Porozmawiaj z nią”?). Byłoby oczywiście naiwnością myśleć, że artysta taki jak Pedro spocznie na laurach i będzie nam pokazywał te same sztuczki w każdym filmie. Oddając sprawiedliwość najnowszemu filmowi, było i nieżywe ciało i zbrodnia z przeszłości i niejasne powiązania rodzinne. Film jest piękny wizualnie – to zresztą dla mnie znak rozpoznawczy Almodovara, który z wielką mam wrażenie przyjemnością ubrał Penelope Cruz w całkiem zwariowane zestawy kolorystyczne, co jak myślę miało tylko podkreślić jej kobiecą figurę oraz sfilmował całość w soczystych barwach. Plakat zresztą mówi sam za siebie.

Przyznam, że nie podzielam opinii, że jest to najlepszy film Pedra. Być może jest to film najbardziej dojrzały i bardziej osadzony w rzeczywistości, ale chyba wolę Almodovara z  „Drżącego ciała” czy „Kiki”. Thumbs up anyway.

środa, 24 stycznia 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
shilla01
2007/01/28 12:23:18
widzialam. Podobal sie :)