O filmach zza oceanu
Blog > Komentarze do wpisu
The Break-Up

„The Break-Up” („Sztuka zrywania”). Reżyseria Peyton Reed. W rolach głównych: Vince Vaughn i Jennifer Aniston.

To miał być filmowy weekend i był - głównie na kanapie, a nie w fotelu kinowym - choć byłam na tym nieszczęsnym filmie De Niro. W poniedziałek miałam jechać i zobaczyć „The Pursuit of Hapyness”, ale zostałam i obejrzałam „The Break-Up”. Chyba trzeba było jechać do kina.

Wypożyczyłam ten film z dwóch powodów: po pierwsze, bo dzieje się w Chicago, a po drugie, bo Vince Vaughn przez sporą część filmu paraduje w podkoszulkach z napisami „Poland” albo „Pround to be Polish”, a polska flaga przewija się w tle. Postanowiłam więc zbadać, czy aby przypadkiem nie ma tam też wątpliwej jakości „Polish jokes”.

Żartów to w ogóle nie ma w tym filmie i szczerze mówiąc nie wiem dla kogo jest on przeznaczony. Vince Vaugn gra Garego Grobowskiego, a Jennifer Aniston jego dziewczynę Brooke (mniejsza z nazwiskiem). Poznali się na meczu bejsbola na Wrigley Field (bejsbola nie cierpię, ale stadion jest ładny – wiem, bo byłam), pokochali i kupili razem piękny apartament. Trouble in paradise zaczyna się, gdy Gary zamiast dwunastu cytryn kupuje trzy. Rozpoczyna się wielka awantura, którą kończy Brooke zrywając z Garym.

Gary, co tu dużo gadać, jest zwykłym dupkiem. Zatwardziałe feministki zapewne miałyby na nim używanie, bo garów Gary nie zmywa, obiadów nie gotuje, na balet nie chce iść, ogląda telewizję i nałogowo gra w gry komputerowe. No i wysłany do sklepu przynosi trzy cytryny zamiast dwunastu, czyli stereotypowy facior, co to tylko piwo w barze, telewizor, żarcie i bara-bara. Brooke nie jest lepsza, bo w zasadzie zrywa z nim po to, aby on przejrzał na oczy i zobaczył, że ją traci. Nie tędy droga. Obojgu nic nie brakuje. Para kłóci się przez trzy czwarte filmu i nie jest to śmieszne. Dlatego nie wiem, czy jest to film dla:

  1. par, którym się z życiu układa i powinny go obejrzeć, aby zobaczyć do czego prowadzą wagary z matematyki,
  2. par, którym się z życiu nie układa i jak im mało własnego prania brudów, to mogą sobie dodatkowo zobaczyć, jak się innym nie układa,
  3. czy singli, które chcą się przekonać, w co się wpakują, gdy zamienią „ja” na „my”.

Może ten film jest dla miłośników Jennifer Aniston, która, owszem, prezentuje głębokie dekolty, a raz nawet filmowaną przez pończochę pupę, ale to dla mnie to ciut za mało. Obejrzałam, popatrzyłam na piękne widoczki z Chicago (jest budynek Hancocka, Michigan Avenue, jezioro, plaża no i Wrigley Field), rozczarowałam się, że Vince Vaughn nie nauczył się paru słów po polsku, wysłuchałam tych wszystkich jego kłótni z Brooke i poszłam spać.

wtorek, 02 stycznia 2007, aniabuzuk
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/01/04 07:03:33
W sumie bylem prawie zszokowany mialkoscia tego filmu, na pewno to nie jest komedia, na pewno to nie jest kolejny dramat rodzinny. Rezyser chcial pewnie dobrze ale wyszlo tak jak zawsze w Polsce :) Vince Vaughn niestety nie byl smieszny, a Jennifer Aniston ani piekna ani aktorka...Szkoda czasu na ten gniot, choc niewatpie ze fani tego filmu zadzgaliby mnie z dzika namietnoscia.
-
2007/01/04 17:39:48
Nie nastawialam sie na dzielo, ale myslalam, ze bedzie przynajmniej sie z czego posmiac. Lubie Vince'a, ale zagral dokladnie tak samo, jak w "The Wedding Crashers" - ten sam styl, te same maniery i ta sama szmira.
-
Gość: ice, *.internetdsl.tpnet.pl
2007/01/05 12:22:43
Skusiłam się na ten film, sądziłam, że to lekka komedia miłosna z happy endem. Ani to komedia, ani lekka, ani z happy endem i to jest chyba najgorsze. Człowiek z zasady nie lubi filmów bez happy endu, chyba chce, aby chociaż w filmie wszyscy żyli długo i szczęśliwie, a tu co - spotykają się po jakimś czasie i zamiast paść sobie w ramiona w zachodzącym słońcu znowu się rozchodzą.

Do bani.
-
2007/01/05 18:32:02
Zakonczenie akurat mi sie podobalo, bo gdy odchodzili to kazde obejrzalo sie za bylym partnerem. I widzialam w tym cien nadziei na moze ciag dalszy. Zreszta, jakiekolwiek zakonczenie by ni bylo, to wedlug mnie nic juz tego filmu nie moglo uratowac.
-
shilla01
2007/01/13 09:56:06
Film jakich wiele,ale fajnie sie oglada. Dobry film, kiedy nie ma sie nastroju na ciezkie kino. A ja czasem lubię takie kino ( dla relaksu) i ten mi sie podobal.
-
2007/01/16 18:03:04
Witam Shille i pozwole sie nie zgodzic, ze ten film to byl relaks. Dla relaksu obejrzalam "Failure to Launch" z Sarah Jessica Parker, choc to byla bzdura kompletna. Niech juz ona lepiej uprawia ten seks w Wielkim Miescie.
-
2007/03/19 04:19:30
I hate Sarah Jessica Parker!!zadna aktorka i na dodatek paskudna!
Przepraszam ale juz nie moglem dluzej .
-
2007/03/19 16:08:36
W takim razie zobacz film "Ed Wood", gdzie okresla sie ja jako aktorke z konska geba ;) No, cos w tym jest, musze przyznac.